Opolskie samorodki kultury

Mamy w Opolu dwa urzędy od kreowania wydarzeń kulturowych, miejski i wojewódzki i cały sztab zatrudnionych w nich ludzi, którzy,jak się zdaje są tam jedynie po to, by pieniądze dzielone w ministerstwie na kulturę przeznaczać na wynagrodzenie i kwartalne premię dla siebie. Wspominałem onegdaj o działalności muzycznej opolskiego fenomena dżezu Tadeusza Pabisiaka, który samotnie, bez żadnego wsparcia finansowego i organizacyjnego ze strony urzędów od kultury, organizuje i upowszechnia imprezy muzyczne, spotkania z wybitnymi instrumentalistami, koncertuje w kraju i za granicą promując Śląsk Opolski. Jego wysiłki i postać są przez te urzędy celowo ignorowane i pomijane.

Taką również nawiedzoną i wskazaną palcem bożym osobą jest pan Henryk Słaby. Zapomniany przez urzędasów, pomijany w konkursach na zasłużonych ludzi kultury, całe swoje życie pozazawodowe poświęcił zbieraniu śląskich pamiątek kultury materialnej, dokumentów i zdjęć powiązanych z jedną z najciekawszych dzielnic Opola, a niegdyś samodzielnym ośrodkiem administracyjnym – Nową Wsią królewska.

Pamiątki te znajdują się w pomieszczeniach Szkoły Podstawowej nr 16 i w Nowej Wsi Królewskiej, jak sądzę , figurują w rejestrze pod bardzo nietrafnym szyldem „Izba Regionalna”. Zbiory, które zgromadził pan Henryk, wydają się być dla upamiętnienia dziejów dzielnicy i historii Opola bezcenne. Refleksja , która nasuwa się machinalnie podczas zwiedzania izby jest prosta, ale nie odważyłem się na wypowiedzenie jej w słuch. Ile pieniędzy to wszystko Pana kosztowało? Bo prócz wydania z własnego domowego budżetu pieniędzy na zakup rekwizytów i okazów, Pan Henryk prowadzi konserwację i rekonstrukcję swoich zbiorów. Niektóre z nich na własny koszt wysyła do renowacji nawet do Wrocławia. Każdemu wystawionemu przedmiotowi ,prezentowanemu zwiedzającym, towarzyszy legenda z nim związana i okoliczność pozyskania.

Wszystko to wiąże się w bajeczną całość wielkiej przygody człowieka nawiedzonego. Kolekcjonera, nawiedzonego wielką pasją i miłością do ziemi, do dzielnicy, która jest jego Heimatem. Dla przykładu: w starym domu,w którym przeprowadzany jest kapitalny remont , wyrzucane są piękne z przedwojennymi emaliowanymi reklamami kawy, tytoniu i Coca Coli, drzwi wejściowe od znajdującego się przed wojną w nim sklepie. Eksponatowi towarzyszy zdjęcie przedwojenne sklepu i na schodach stojący właściciele marketu z towarem kolonialnym. Pan Henryk zna nazwiska przedwojennych właścicieli i całą historię rodziny, która gospodarzyła w nim przed wojną. Po wojnie z jednej z kościelnych wieżyczek spadł metalowy kogut-proporzec. Zdobi teraz salon osobliwości pana Słabego, bo go po remoncie nie osadzono na starym miejscu. Na zdjęciu wnętrza kościoła w czasie elektryfikowania świątyni w latach 20-tych założono na krzyżowo-żebrowych sklepieniach kościoła duże z matowego mlecznego szkła szklane klosze. Po wojnie zmieniono w kościele wystrój elektryczny i pozbyto się starych kloszy. Wiszący i uwieczniony na przedwojennej pocztówce klosz, wyrzucony na śmietnik, zdobi teraz kolekcję pana Henryka Słabego razem z pocztówką, na której został uwieczniony w ubiegłym wieku. No i jak tu , widząc te, nie powodowane materialną motywacją działania pro bono , nie być poruszonym szlachetnym działaniem i postawą tego, tak dla Opola i Śląska zasłużonego Ślązaka.

Jednak pamięć o szlachetnym czynie i ogromnym wysiłku fizycznym i finansowym nie dotarła do miejskich i starostowych urzędasów. Nikt z nich palcem w bucie nie kiwnął, by przyjść mu w sukurs. Zapytać, czy nie jest mu tam za ciasno. Co zrobi ze zbiorami, kiedy jago dyrektorująca szkołą małżonka przejdzie na emeryturę. Ale gdyby pan Henryk zdobył pamiątki materialne przedwojennego Wilna, Lwowa czy Grodna, pamięć o jego wyczynie dotarła by do ministra kultury i co rusz byłby wymieniany do rozmaitych nagród i wypinał pierś do odznaczeń.

Moja osobista refleksja nad całą sztuką jest następująca: politycy są ślipi i głusi na wszelkie przejawy życia artystycznego w kraju. Szczególnie w Opolu. Szmira i kicz są dominantą powojennego zagospodarowywania przestrzennego i stawianych przez nich konstrukcji architektonicznych i karzełkowatych pomników. Prawdziwa sztuka jest poza ich, pozbawionym wyobraźni, obszarem działania. Stąd ufają bezgranicznie rozmaitym z bardzo rozdętym ego architektom i chudym poetom sprawującym urzędy w wydziałach kultury. Jeśli więc prawdziwy mecenat państwowy sztuki nie działa i prawdziwi artyści i animatorzy sztuki skazani są na samych siebie, to zlikwidujcie te miejskie i wojewódzkie urzędy i ich urzędników, jak również całe to pożerające nasze podatki ministerstwo od pożal się boże ,kultury.

Niech minister finansów dzieli forsę na sztukę i stypendia dla artystów i nie zapomina o takich samor0odkach jak Henryk Słaby , Tadeusz Pabisiak i inni.

Jeśli chcesz zobaczyć jak przebiegała wizyta opolskiego koła stowarzyszenia Poznaj Swój Kraj w IZBIE REGIONALNEJ W Nowej Wsi Królewskiej  kliknij!

Aby wyluzowac  się po artykule, zobacz co pisze Nonsensopedia o OPOLU.

Reklamy

4 Komentarze

Filed under kultura, Sztuka, zabytki

4 responses to “Opolskie samorodki kultury

  1. fanka

    To bardzo złe porównanie. Pana Henryka Słabego do Tadeusza Pabisiaka porównywać nie należy i nie można .
    w załączniku lekturka n t. T.Pabisiaka

    http://forum.gazeta.pl/forum/w,65,102309716,,Tadeusz_Pabisiak_na_Krakowskiej.html?v=2

  2. citizen

    Porównanie Pana Henryka Słabego z Nowej Wsi Królewskiej do znanego opolskiego celebryty Tadeusza Pabisiaka, to porównanie o tyle niefortunne, co nietrafione. Dlaczego? O tym na końcu.
    Pan Henryk Słaby – kolekcjoner i miłośnik swego skrawka ojczyzny, to postać, która zasługuje na szacunek i nagrodę. To człowiek, który nigdy nie oczekiwał zapłaty za swoją pracę „pro publico bono”. Nagroda przyszła sama, a było nią umieszczenie jego zbiorów w Izbie Regionalnej. Tak aby ocalić je od zapomnienia i zniszczenia. Pan Henryk Slaby nigdy nie zabiegał o pieniądze od jakiejkolwiek instytucji.
    Z pomocą przyszedł mu Opolski Ratusz. To za pieniądze opolskich podatników wyremontowano piwniczne pomieszczenia w PSP Nr 16 przy ul. Zofii Nałkowskiej. To dzięki zaangażowaniu lokalnej społeczności zbiory zyskały należytą oprawę. Duża w tym zasługa Józefy Marciniak – dyrektorki i Betiny Janiszewskiej, która jest w tej szkole kierownikiem gospodarczym. To ona katalogowała zbiory i z marszu musiała się uczyć nowego zawodu: muzealnika, choć ma sporo swoich własnych obowiązków zawodowych i domowych.
    Kto tam był, ten widział wiele cennych i bezcennych eksponatów. Również tych pisanych po polsku. Na przykład wzruszający, pisany pismem kaligraficznym „opis żywota”. Tak, tak w starej szkole w Nowej Wsi Królewskiej nawet w czasach niemieckich pisało się po polsku. Dopiero później za mówienie i pisanie po polsku wybijano zęby!
    Wracając do przywołanego tutaj T. Pabisiaka, to należy nadmienić, że nie jest prawdą, jakoby nie był wspierany pieniędzmi podatnika. Jego największym talentem zawsze było kreowanie pieniądza na swą działalność. Niekiedy kulturalną. Ci, którzy z nim współpracowali nazywali to potem procederem i szybko się wycofywali. Niezaprzeczalnym talentem tego człowieka jest kreowanie pieniądza i pozyskiwanie sponsorów. Rokrocznie otrzymywał z kasy miejskiej na „Jazz Rock Meeting” (podaję za http://www.opole.pl) kwotę ca 18 tys zł + 4 tys zł na event pod nazwą „Odcisk gipsowy dłoni znanego artysty”. Corocznie też cieszył się sponsoringiem samorządu województwa opolskiego. Nigdy urzędasy nie skąpili grosza panu Pabisiakowi. Gorzej było z frekwencja na jego imprezach.

    Pewnie pan Pabisiak mógłby nadal funkcjonować i zbierać peany na swoją cześć w światku kulturalnym Opola, gdyby nie Zbigniew Bereszyński – niezależny opolski publicysta. Ujawnił on niechlubne szczegóły z życiorysu tego pana, ale to temat na inną opowieść.
    P.S. Miasto Opole na działalność opolskich placówek oświatowych wyda w tym roku ca 183 mln zl.

  3. Zenobia

    Mnie też zazgrzytało zestawienie obu panów: Słabego i Pabisiaka. Jednak nie oburza mnie ono. Przesłanie artykułu na to pozwala, bo chodzi w nim o wytknięcie urzędnikom obojętności na inicjatywy lokalne.
    Pan Pabisiak może wywoływać różne skojarzenia, ale jednak cos dla Opola zrobił. Takich chętnych do pracy kulturalnej nie ma dużo. No trudno aby robił festiwale muzyczne za własne pieniądze. Tylko ten kto nic nie zorganizował może wierzyć , ze na takich imprezach zarabia się krocie. Na ogół się dopłaca.
    Fanka zamieściła link do Forum, które tylko daje obraz kultury forumowiczów.Obrzydliwe. Jeśli ktoś ma coś przeciw komuś to nich odda sprawę do sądu. Natomiast Pan Bereszyński nie zasługuje na miano niezależnego dziennikarza na pewno. Jest on bardzo zależny, przede wszystkim od swojej frustracji i nienawiści.

  4. Nie rozumiem tej furii, z jaką citizen zaatakował pana T.P. obrażając go i nazywając celebrytą. Być może zabrakło mi pełnej informacji na temat partycypacji urzędów od kultury w imprezach organizowanych przez pana T.P., ale kilka razy uczestniczyłem w jego koncertach i dostrzegłem zmysł organizacyjny i poświęcenie, jakie towarzyszyły jego wysiłkom na rzecz miasta i jego promocji. Być może głos ten ma polityczny podtekst, ale esej nie ma charakteru dokumentu, nie jest też dziennikarskim sprawozdaniem. Nie miał też zamiaru kogokolwiek obrażać, czy oskarżać. Tych, co się czują urażeni, przepraszam, dodając jedynie słowa prof. Kruka-Ołpińskiego, psychologa, który na swoich wykładach twierdził / co na zawsze zapamiętałem/, że obrażają się tylko ludzie niedowartościowani i mało inteligentni. Broń boże, bym słowa te kierował do adwersarza. Pozdrawiam serdecznie.