Wandal na Spychalskiego

Chciałbym moim zaprzyjaźnionym czytelnikom opowiedzieć historię opolskiego architekta-imbecyla i zapytać, czy mój epitet względem tego wandala jest uzasadniony i nie narusza jego dóbr osobistych. Nie znam jego nazwiska, ale krzywda jaką uczynił opolskiemu zabytkowi z epoki całkiem nieodległej , w historii architektury określanej mianem art deco, można porównać z czynem szaleńca, który z młotkiem rzuca się na pomnik Obrońców Opolskiego.

Ten nowoczesny europejki kierunek artystyczny niezwykłe osiągnięcia zdobył przede wszystkim w malarstwie. Polskimi przedstawicielkami na arenie międzynarodowej tego kierunku były: Tamara Łempicka i Zofia Stryjeńska. Najbardziej znanym śląskim i zarazem opolskim artystą artdecowskim był Thomas Myrtek (1888-1935), który pozostawił wiele swoich rzeźb na portalach licznych budynków w Opolu. Opolski fenomen przedwojenny polega właśnie na tym, że nowoczesne kierunki artystyczne prawie natychmiast po ich powstaniu docierały bądź co bądź do niewielkiego śląskiego miasteczka i prawie natychmiast były wdrażane do realizacji. Miasto chłonęło więc nowoczesne trendy i właśnie w epoce art deco dało świadectwo wielkiemu zamiłowaniu do sztuki nowoczesnej, budując w owym okresie cały szereg pięknych pod względem architektonicznym konstrukcji budowlanych.

Kierunek ten najwyraźniej w Opolu zaznaczył się w budownictwie.  Zaczęły powstawać znakomite gmachy, które w swojej konstrukcji łączyły cechy klasycystyczne i orientalne w pewną kubistyczną geometryczną syntezę. Wiele opolskich budynków ma charakterystyczne ostre kształty, stylizowane formy kwiatów, zwierząt i kobiet na swoich fasadach. Piękne świadectwo naszego europejskiego dziedzictwa kulturowego.

Ale…po wojnie przybyli do Opola tak zwani „architekci nie z tej ziemi” i zaczęli burzyć i przerabiać dzieła sztuki budowlanej i realizować swoje azjatyckie i socrealistyczne upodobania. Tyle było wokół miejsca po zniszczeniach wojennych i placów do zabudowania, że roboty im zabraknąć nie mogło. Jednak oni zabrali się do burzenia starej nadającej się do ratunku zabytkowej substancji, a ich wandalskim poczynaniom uległy przede wszystkim piękne artdekowskie i secesyjne zabudowania. Ogromna i długa dziura na ulicy Sienkiewicza od Osmańczyka do Łangowskiego to dzieło ich wandalskich poczynań ,nie wojny. Domy te nie zostały nawet przez wojnę draśnięte i do lat 70-tych mieszkali tam ludzie. Tuż obok na Placu św. Sebastiana starą eklektyczną kamieniczkę, w której znajdowała się Składnica Harcerska spotkał taki sam barbarzyński los. Zniszczyli płaskorzeźby Myrtka w Domu Związkowym na rogu Damrota i Reymonta, zburzyli pergolę przy dawnym kasynie na ul.Katowickiej.

Całkiem niedawno właśnie mój bohater rozprawił się z niezwykłej urody artdekowskim mieszkalnym budynkiem przy ulicy Spychalskiego 15, 17, 19. Możecie państwo łatwo sprawdzić moją wiarygodność dokonując lustracji tego barbarzyńsko okaleczonego dzieła. Piękny modernistyczny dom z trzema klatkami trwał w najlepsze, kiedy dopadli go nowi ulepszacze. Chodzi o klatkę z numerem 19. Boczna prawa zachodnia strona, aż do uliczki prowadzącej w stronę tak zwanych wieżowców nad Odrą była lustrzanym odbiciem skrzydła lewego z nr 15. Konstrukcja posiadała klasyczną symetryczną kompozycję z centralnym wejściem nr 17, ozdobionym geometrycznym portalem, z dwoma bocznymi wejściami-klatkami, również ozdobnymi.

W miejskim urzędzie Architekta Miejskiego powstała koncepcja obłędna, by tę konstrukcję wzbogacić , dodając jej dwa boczne skrzydła od zadka. Każde skrzydło dostał do zaprojektowania i realizacji inny projektant-patałach i po zatwierdzeniu planu przez niesławnej pamięci kierownika Miejskiego Działu Architektury i akceptacji wojewódzkiego konserwatora , przystąpiono w majestacie prawa do niszczenia artdekowskiego zabytku. Otóż lewy architekt starej konstrukcji nie zniszczył. Pozostawił lewe skrzydło z nr 15 właściwie nietknięte, dobudowując jedynie wzdłuż lewego skrzydła prostokątne pudło w stylu od Chabrów bez wyrazu/nr 15a/, ale takie ,w jakich nasi geniusze od projektowania lubują się. Natomiast ten od skrzydła prawego z nr 19 wykazał się niezwykłą inicjatywą. Dokonał właściwie prawdziwej sekacji dzieła. Pościnał wszystkie zdobne geometryczne elementy i, przede wszystkim, poucinał, zlikwidował ozdobne fantazyjne wykusze. Niszcząc całkowicie symetryczny układ kompozycyjny czyniąc z prawego skrzydła efemerydę,kompilację formy doskonałej z jego prymitywną wizją nowoczesnego budownictwa, co na wieki pokaleczyło zabytkowy okaz.

Gdzie wówczas byli ci mądrale od głoszenia tyrad estetycznych o współczesnej architekturze i jej funkcji? Co dziwne, jego koledzy-architekci tę przestępczą niszczycielską fuszerkę są w stanie bronić, uzasadniając konieczność takich zmian. Znam to – byłem kiedyś na spotkaniu, na którym autor krzywych ścian i podłóg, oburzony krytyką krzywego domu na Szpitalnej z sali, ripostował ad vocem, że odbiorcy nowoczesnej koncepcji architektonicznej są w rozwoju kulturowym zapóźnieni i dlatego tej nowej estetyki budowlanej nie rozumieją. Niszczyciel artdecowskiego zabytku prawdopodobnie ma się w najlepsze, ale ja mu życzę , żeby takich zmian dokonywał w piekle wespół z podzielającymi jego upodobania kolegami architektami. Tak więc, ani pani od biura Architekta Miejskiego, ani konserwator ani żaden ambitny polityk niszczeniem zabytku nie zainteresował się.  Nikt palcem w bucie nie kiwnął, by się stawić w obronie pomnika, tylko przewrażliwiony szaleniec De Sagorza, łapiąc się za głowę, usiłował wydzwaniać i uwrażliwiać dysydentów, że sztuce w Opolu dzieje się krzywda.

Mój znajomy architekt pytał kiedyś zagadkowo, a co ten facet robił za komuny, że niby kolaborował i wspierał. Otóż odpowiem Ci przyjacielu.  Za komuny też wydzwaniałem i pisałem do KW listy protestujące przeciwko niszczeniu narożnika kamieniczek, tego od ulicy Reymonta przy Placu Uniwersyteckiego i konieczność ochrony zabytkowej karczmy Zgoda przy Placu Kopernika, w której w roku 1813 nocował car rosyjski Aleksander I, goniąc Napoleona. Dzwoniłem również do kardynała Nosola, by obronić zabytkowe konstrukcje Karla Friedricha Schinkla w Chrząszczycach. Sprowadziłem komisję konserwatora z Warszawy, by te zabytki uchronić przed księdzem proboszcze Ziają, Który uparł się ,żeby niszcząc starą zabytkową plebanię i postawić sobie nowopogański pałac na jej miejscu, jak również na miejscu pięknej szkoły wygospodarować parking kościelny. W NTO ukazała się notatka ze zdjęciem zabytków i zapewnienie konserwatora, tego od oparów alkoholowych, ze zabytki objęte są ochroną prawną i zostaną ocalone.

Aliści, słyszę rechot diabła nad zgliszczami schinklowskich zabytków. Ba, nawet ,żeby uratować starą szkołę w Chrząszczycach znalazłem aż dwóch kupców, którzy mieli zabytki kupić i je odrestaurować. Wiedząc, że nasza kochana władza ma gust prymitywny, a własne mieszkania i gabinety udekorowane ma jeleniami na rykowisku i żeby ratować ginące zabytki, zaproponowałem Wojewodzie swoją kandydaturę na Konserwatora Wojewódzkiego, będąc pewnym,że nikt tak dobrze na tej robocie jak ja nie zna się i nikt jej lepiej nigdy nie wykona. Ale wojewoda miał już swoją proteże i wyśmiał mnie, twierdząc że nie mam odpowiedniego wykształcenia. Powiedziałem mu, że mam, bo jestem doktorem nauk filologicznych i pracę doktorską pisałem na temat sztuki i roli artysty w społeczeństwie romantycznym. Rechot wysokiej komisji słyszałem jeszcze na schodach wyjściowych z urzędu wielkiego wojewody. Nie odważyłem się jednak zapytać Namiestnika Premiera, które to szkoły w Polsce przerabiają magistrów rolnictwa na Wojewodów i jak taki dyplom wygląda. A byłem gotowy na stanowisku konserwatora dla dobra zabytków pracować za darmo i dobrze by im /zabytkom/ na moim urzędowaniu powodziło się! W przeciwnym razie sprawy się nędznie dla opolskich zabytków potoczą.

Słowo się rzekło! Jak dziedzictwa kulturowego europejskiego mają strzec ludzie, którzy są intelektualistami w pierwszym pokoleniu, a ich artystyczne upodobania ograniczają się do makatek z łabędziami nad łożkiem. Nie szkoleni z historii sztuki, a nawet z historii architektury opolscy architekci dopną jednak w najbliższej przyszłości swego – wyburzą wszystko co ma europejski zabytkowy charakter, by na miejscu barokowych, rokokowych klasycystycznych eklektycznych secesyjnych, akademickich i artdecowskich konstrukcji wystawić swoje kicze, krzywe ściany i podłogi, by do reszty zrównać stare średniowieczne Opole i jego piękne zabytkowe centrum i uczynić z niego dzielnicę typu Damboniowo , czy Chabrowo . Powodzenia!

Jan St.Trzos de Sagorza


To skrzydło po prawej stronie, w kolorze fioletowych gaci, to  przeróbka jakiej  dopuszczono się na konstrukcji. Całe prawe skrzydło zostało zrujnowane, by stworzyć taką prymitywną, pozbawioną elementów zdobnych chałturę.

Gaciowy budynek w pełnej brzydocie. Był art deco, teraz jest deko artu. Art ogranicza się do monotonnej płaszczyzny i paru deka fioletowej farbki.

Reklamy

Możliwość komentowania Wandal na Spychalskiego została wyłączona

Filed under architektura, Opole, Opolskie, S.O.S., Sztuka, zabytki

Możliwość komentowania jest wyłączona.