Dramaturg Gorin w Opolu. Jan St.Trzos de Sagorza.

Znakomity rosyjski intelektualista, literat , dramatopisarz,pod koniec lat 80-tych zawitał na zaproszenie teatru im. Jana Kochanowskiego do Opola.

Przyjazd wybitnego współczesnego radzieckiego dramaturga łączył się z wystawianą na deskach opolskiej sceny jego sztuki pt. „Dom, który wybudował Jonathan Swift”.[łącze] Wtedy go poznałem. Po premierze w opolskim teatrze usiedliśmy na scenie teatralnej na spotkaniu z widzami przedstawienia. Ja w charakterze tłumacza. Grigorij pewny siebie, cieszący się już w ZSRR zasłużoną sławą znakomitego autora współczesnych sztuk scenicznych, ruszył w świat podbijać swoimi utworami inne kraje. Posiadał o Polsce wiedzę wielką i wyrażał do niej nie udawaną miłość i fascynację. Imponował mu polski zryw powojenny w pogoni za rozwojem gospodarczym i poziom materialny mieszkańców naszego kraju. Trochę przesadzał, bo ten nasz ówczesny dobrobyt był przaśny i bardzo odległy od powiedzmy dzisiejszego. Jednak imponował mu europejski sposób organizowania sobie rozmaitych form życia prywatnego i organizacji pracy. Podziwiał zwłaszcza nasze zadbane i czyste miasteczka i ich spokojnych i kulturalnych, jak się wyrażał, ludzi.

Na scenie, w czasie spotkania z widzami opowiadał o współczesnych osiągnięciach teatru radzieckiego i o swojej drodze do teatru, jako autora sztuk. Odpowiadał na pytania. Siedziałem obok niego i nie wiele się natrudziłem. Większość jego wypowiedzi była zrozumiana bez tłumaczenia i widzowie często prosili mnie, bym się zamknął, bo rozumieją go bez mojej pomocy. Spotkanie trwało dość długo, a zakres zainteresowań widzów rozległy. Opowiadał o swojej drodze do literatury i w sposób literacko ubarwiony własny życiorys.

W następnym dniu w Klubie Akademickim odbyło się spotkanie ze studentami. Sprawy omawiane były podobne do tych, w teatrze, jednak ze szczególnym uwzględnieniem problematyki współczesnej literatury rosyjskiej, zwłaszcza tej emigracyjnej i samoizdatowej. Profesor Kochman tonował zbyt dociekliwe i agresywne pytania, by Gorin nie poczuł się urażony i nie odniósł wrażenia, że jest w kraju niechętnym naszemu wschodniemu sąsiadowi. Gorin jednak zbyt dobrze zdawał sobie sprawę z polsko-rosyjskich skomplikowanych układów politycznych i umiał z humorem i refleksem wyjść z zastawianych mu przez studentów sideł. Spotkanie zakończyło się jego zasłużonym sukcesem i na pożegnanie otrzymał od studentów i zebranych słuchaczy rzęsiste brawa.

Nazajutrz Grigorij Gorin opuścił gościnne Opole i na tym historia z radzieckim dramaturgiem skończyła by się, gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności. Otóż w kilka lat po tym spotkaniu przebywałem ze studentami 3-go roku filologii rosyjskiej na studiach semestralnych w Krasnodarze na Północnym Kaukazie. Rektor uniwersytetu zafundował polskim studentom bilety do teatru. Wybraliśmy się odświętnie ubrani na przedstawienie, nie wiedząc co będzie grane i kto jest autorem sztuki.

W teatralnym hallu opiekująca się nami z ramienia Uniwersytetu w Krasnodarze Ludmiła Nikołajewna, kandidat nauk w katedrze rosyjskiej literatury wręczyła nam po programie i wygłosiła krótką informacją o autorze sztuki i problematyce w niej poruszanej. Sztuka nosiła tytuł „Zapomnieć o Herostratesie”, a jej autorem był moskiewski dramaturg Grigorij Gorin. – A ja go znam, – wypaliłem odruchowo i bez namysłu, – my się znamy !. Ludmiła Nikołajewna zrobiła duże oczy, że niby skąd tan facet z dalekiego i małego miasteczka w Polsce może znać takiego znakomitego rosyjskiego dramaturga. Denerwowała ją już taka sytuacja, w której co raz , w rozmowie prywatnej z nią , potwierdzałem: ja to znam, widziałem na własne oczy, mam autograf Bondariewa, byłem statystą w radzieckim filmie kręconym w Mosfilmie, jestem razem na zdjęciu z aktorem Tichonowem, który grał Stirlitza w „17 mgnień wiosny”, że widziałem na żywca Breżniewa , Podgornego i Kosygina, że w gości do siebie zapraszał mnie w Moskwie inny znakomity rosyjski aktor Etusz, że to właśnie on obiecał mi zorganizować spotkanie ze znakomitą aktorką Eliną Bystricką, wykonawczynią głównej roli w filmie „Cichy Don” i t.p. i t.d. Widziałem jej podziw z powodu tych moich wyczynów, ale też prawdopodobnie przypuszczała , że ten bufon Polaczek blefuje, że przechwala się, że zmyśla, by jej i innym zaimponować swoimi rozległymi znajomościami i prywatnymi osiągnięciami niematerialnymi.

Patrząc mi głęboko w oczy, powiedziała podstępnie: – A on tu jest. Chcesz się z nim zobaczyć ? Teraz Cię tu mam, ty frajerze, pomyślała zapewne i dodała z satysfakcją: -Siedzi w gabinecie dyrektora teatru, chcesz się z nim spotkać ? Zmitygowałem się stropiony. Nie, takiego zaszczytu nie wymagam. Jestem skromnym gościem i tamte moje przechwałki nie wynikały z chęci imponowania, czy zadziwiana innych. Po prostu były moimi autentycznymi przeżyciami i stanowiły dla mnie pewną duchową wartość, z której wyśmiewa się moja żona. Moje zamieszanie spostrzeżone zostało jako przyłapanie in flagranti. Zrozumiałem też jaki sukces mogłaby odnieść Ludmiła Nikołajewna, doprowadzając do konfrontacji i całkowicie mnie na oczach moich studentów kompromitując. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć, stałem więc przez dobrą chwile skonsternowany i wahający się, ale ona nie czekała. Widziałem, że już triumfuje, że wreszcie uda się jej poskromić zarozumiałego bęcwała i opowiedzieć rektorowi i innym pracownikom naukowym, jaki z tego Polaczka kłamca. Nie czekając na moją zgodę, udała się do gabinetu dyrektora i wnet wróciła, triumfalnie oznajmiając, że za chwilę wielki rosyjski dramaturg pojawi się obok, bo również jest ciekaw, kto z dalekiej Polski powołuje się na znajomość z nim. Stałem oczekując spotkanie z bijącym sercem, czerwony na twarzy i pełen obaw. A nuż mnie nie rozpozna, wszak minęło już kilka lat, a nasza znajomość trwała zaledwie kilka lat. Co w takim obrocie sprawy pocznę ? Jak się będę musiał zachować ? Moi studenci pękną ze śmiechu, jeśli konfrontacja zakończy się moją totalną klęską ?

Jan St.Trzos de Sagorza, znajomy rosyjskiego dramaturga Grigorija Gorina.

ciąg dalszy zapewne nastąpi

Mariusz Dmochowski, Mieczysław Kalenik 1975 r. Warszawa. Teatr Nowy - sztuka "Zapomnieć o Herostratesie", źródło: http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/10369:1/

odcinek II. wstawiony 25 maja o godz 8.02.
W Krasnodarze w roku 1989 w gmachu teatru miejskiego znalazłem się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Przyznam się szczerze, że lubię prawdę i bardzo rzadko koloryzuję w swoich wypowiedziach. Ale często to, o czym mówię, jest postrzegane jako bajerowanie. Wspomniana w poprzednim odcinku pani kandydat nauk Ludmiła Nikołajewna, zrobiła dla moich studentów na zajęciach psychologiczny test na prawdomówność. Zaprosiła mnie do wzięcia udziału w ankiecie , by ustalić listę , kto z testowanych jest najbardziej prawdomówny. Ankietowanych razem ze mną było około 40 osób. Test wypełniałem z radością, będąc święcie przekonanym, że taki szczery i prawdomówny do bólu facet jak ja, bez problemu zajmie pierwsze, albo co najmniej jedno z czołowych miejsc. Przy ogłoszeniu wyników myślałem ,że spadnę z krzesła. Znalazłem się w ostatniej dziesiąte. Pamiętam jak odczytanym wynikiem byłem oszołomiony i z niedowierzaniem przecierałem oczy. W czasie moich studiów na Opolskiej WSP pani dr Szmitrowska na ćwiczeniach z psychologii przeprowadziła test na inteligencję. Na 60 ankietowanych zająłem siódme miejsce. Pobiłem wówczas znanego w środowisku opolskim na punkty Leo Kantora. Byłem więc pewny ,że w rywalizacji ze mną studenci nie sprostają konkurencji i zostanę niekwestionowanym liderem. Aliści stało się inaczej. To był cios okropny, który ostatecznie odebrał mi wiarę w siebie samego i który do tej pory cięży mi jak garb wielbłądowi. Pamiętam, jak w tamtej nad wyraz rozpaczliwej dla mnie sytuacji wspaniała Ludmiła Nikołajewna litowała się nade mną i usiłowała naukowo uzasadnić, że to nie jest żadna tragedia, a testy czasami dają zaskakujące wyniki. Teraz w obliczu czekającej mnie w hallu teatru konfrontacji z Grigorijem Gorinem, miał się dokonać kolejny punkt testowy i ostateczny sąd tej pięknej i okrutnej kobiety nad jej akademickim kolegą z Opola. Wszystkie znaki zewnętrzne na to wskazywały. Drzwi dyrektorskiego gabinetu się rozwarły. Nastąpiła absolutna cisza, nawet gwar niewtajemniczonych widzów wygasł całkowicie. Po krótkiej chwili w pustych drzwiach gabinetu dyrektorskiego ukazała się majestatyczna postać koryfeusza dramatu rosyjskiego współczesnego, nad głową którego migająco pobłyskiwał złocisty nimb geniusza, a dookoła postaci fruwały małe wesołe srebrzyste pegaziki. Byłem bliski omdlenia. Grigorij Izrailewicz omiotł wpatrzonych w niego polskich studentów z ich opiekunami i tłumy gapiów teatralnych, które jak ćmy do światła zbiegły się by podziwiać wielkiego rosyjskiego klasyka, chłodnym ,obojętnym spojrzeniem. Miarowym, dysdyngowanym krokiem podszedł, a właściwie unosząc się nad marmurową posadzką przyfrunął do oczekujących go gapiów i ponownie wnikliwym wzrokiem ogarnął zebranych. I już wiedziałem ,że jestem trupem. Dwa razy jego wzrok ześliznął się po mnie, wprawdzie były to krótkie ułamkowe spojrzenia, ale jednak. Na studenta przecież, ze względu na swój wiek, nie wyglądałem, więc mógł tę różnicę dostrzec od razu, ale nie zrobił tego. Nie rozpoznał. Nie poznał mnie. W poprzednim odcinku przez pomyłkę napisałem, że nasza znajomość trwała kilka lat. Nie kilka lat, a kilka dni. Dokładnie dwa dni. Tak miało stać napisane. Jednak nie na co dzień przeciętny zjadacz chleba ma sposobność obcować z wielkimi ludźmi. Każda taka okazja wyrasta w wyobraźni delikwenta do wydarzenia rozmiarów znaczących i niezapomnianych. Takim wydarzeniem w moim prywatnym życiu miała się okazać osobista znajomość z wielkim rosyjskim współczesnym dramaturgiem Grigorijem Izrailewiczem Gorinem, na którego triumfalnej literackiej drodze po laurowy wieniec przez niewielką chwilę pojawić się miał mizerny, znany zaledwie członkom klubu Poznaj Swój Kraj Jan St.Trzos de Sagorza. „- Nu zdrawstwujtie, dorogije polskije studenty. Byłem kiedyś w Opoli i spotykałem się ze studentami waszego uniwersytetu. A gdzie jest wasz kierownik ?”- to były pierwsze słowa, jakie na powitanie z polską grupą wypowiedział wielki mistrz. Małgorzatą miała być Ludmiła Nikołajewna. Mistrz i Małgorzata. Mnie przypadła rola chudego literata. „-A oto on ! Stoi tu, za nami. Nie poznaje go Pan ? Przecież się znacie ?! „- wesoło i sadystyczną satysfakcją wskazali mnie moi rozbawieni studenci. Przesunąłem się z tylnych szeregów do przodu. Stanąłem oko w oko z moim starym znajomym sprzed kilku lat, wielkim współczesnym odpowiednikiem znakomitego rosyjskiego klasyka sceny światowej Antoniego Czechowa. c.d.n. Jan St.Trzos de Sagorza.

Część trzecia, doklejona 27 maja o godz 22.27
Ciekaw jestem zdania moich czytelników Gorina w Opolu, jak według nich to spotkanie De Sagorzy z rosyjskim dramaturgiem skończyło się. Zastanawiam się, czy nie zostawić końcówkę tej historii do napisania tym, którzy śledzili moją krasnodarską przygodę od początku i mogliby teraz na mnie wypróbować swoich pisarskich predyspozycji. Co o tym sądzicie ? To oczywiście przeciągnęło by moją mało atrakcyjną opowieść o znajomości z Grigorijem Izrailewiczem i się lękam ,by nie zanudzić zainteresowanych. Jeden z moich zaglądających na strony Trzosa Opolskiego, podpisany ksywą Niecierpek, zdążył już mnie przestrzec, że nie potrzebnie sprawę wikłam i on nie ma ochoty swego cennego czasu marnować na czytanie tego dłużącego się ponad miarę tekstu. Jestem jednak mu za tę uwagę wdzięczny, bo wysyła mi przez nią sygnał, że go jednak coś w moim pisaniu zainteresowuje i że oczekuje innych lepszych tekstów. Odpisz mi, drogi Niecierpeku, czy mam rację i zdradź, z jakich okolic pochodzisz, bo intuicja podpowiada mi ,że nie jesteś z Opolskiego. Dlatego więc końcówkę opowieści pozostawiam innym, na przykład Grażynie, czy Niecierpekowi, a sam zajmę się promocją postaci wielkiego literata. Grigorij Izrailewicz Gorin urodził się w roku 1940 w Moskwie i z wykształcenia był, podobnie jak przywołany już tu Antoni Czechow lekarzem. Powołaniem młodego lekarza okazała się jednak literatura i swoje pierwsze utwory satyryczne i humorystyczne zaczął publikować już w latach 60-tych, w wieku 20 lat. Zostął postrzeżony przez redaktorów jako dobrze zapowiadający się humorysta i wnet powierzono mu dział redakcyjny humoru w miesięczniku dobrze w Polsce znanym przez interesujących się rosyjską literaturą pt. Junost. Jednym z redaktorów tego przodującego w drukowaniu tekstów wyłamujących się spod partyjnej kontroli i cenzury był Borys Polewoj, autor „Opowieści o prawdziwym człowieku”. Czytelnik i ten radziecki i polscy literaci, znudzeni socrealistycznym kitem, łaknęli nowych treści i nowych form wypowiedzi. Nadchodziły z wielkim mozołem czasy w literaturze Sołżenicyna, Brodzkiego, Bondariewa, Bakłanowa i innych młodych gniewnych, którym tacy jak Polewoj, narażając się władzy udostępniali łamy modnego wówczas bardzo czasopisma. Swoje pierwsze teksty humorystyczne Gorin podpisuje pseudonimem Gałka Gałkina, lecz nazwisko pod którym wszedł na stałe do klasyki literatury rosyjskiej również jest pseudonimem. Prawdziwe nazwisko Gorina to Grigorij Izrailewicz Ofstein i wszystko wskazuje, że wywodzi się z tego samego szczepu, co Chrystus. Po ojcu jest Izrailewicz. Myślę, że zmiana nazwiska, którą zasugerowali mu rosyjscy wydawcy przyczyniła się bardzo do wzrostu zainteresowania jego twórczością i zdobycia sławy, gdyż jak sądzę Rosjanie są jeszcze bardziej antysemicko usposobieni niż nasi rodacy. Nie będę analizował jego literackie spuścizny, bo byście dopiero odwrócili ode mnie, bo nudzę, ale wspomnę, że w przypadku Gorina, który zapowiadał swoim przyjaciołom swój długi i szczęśliwy żywot, bo jego ojciec po trzech zawałach dożył 94 lat, zapowiedź ta się nie sprawdziła. Przysłowie powiada, że jeśli chcesz rozbawić Pana Boga, to powiedz mu o swoich planach. Znakomity współczesny rosyjski dramatopisarz, z którym wasz znajomy Jan St.Trzos de Sagorza miał okazję zaprzyjaźnić się i rozmawiać o literaturze nie tylko rosyjskiej i stawiać mu swoje krytyczne uwagi, zmarł śmiercią nagłą w roku 2000. Na fali antyrosyjskich wystąpień elit politycznych polskich i części nacjonalistycznie ustawionych naukowców i redaktorów, jego imię i twórczość pomijana jest w Polsce milczeniem. Nawet w najnowszych wydaniach encyklopedycznych z roku 2010, takich jak Oxfordzka Wielka Encyklopedia, czy Encyklopedia Powszechna PWN, czy Encyklopedia Polska PWN hasła Gorin nie znajdziecie. Stąd moja zagubiona i nadaremna próba, podjęta w dialogu z wami, moi drodzy czytelnicy, jest pomyślana jako utrwalenie pamięci o wielkim współczesnym rosyjskim pisarzu, o którym w Rosji mówi się i pisze i wystawia bardzo dużo, a który miasto nasze odwiedził i ślad swój w nim pozostawił.
Pozdrowienia wszystkim i tym nudzącym się moim pisaniem i tym obojętnym, ale ciekawskim i tym co czas chcą marnować na czytanie moich tekstów, przekazuje
Jan St.Trzos de Sagorza

Grigorij Gorin osobiście dla Państwa „Panie, panowie…”

Reklamy

3 Komentarze

Filed under kultura, Sztuka, teatr

3 responses to “Dramaturg Gorin w Opolu. Jan St.Trzos de Sagorza.

  1. Niecierpek

    Ej, Trzosie Opolski rozwlekasz tę opowieść w nieskończoność. Gorin jest wazny, ale szanuj nasz czas!

  2. Na placu boju.

    Drogi Niecierpeku, chciałbym Cię prosić by starczyło Ci twego cennego czasu jeszcze na jedną moją wypowiedź, bo ma zawierać najważniejsze informacje o tym znakomitym dramaturgu i człowieku. Będziesz mógł ją olać ,jak Cię przynudzi. Okey ? De Sagorza.

  3. Niecierpek

    Spasibo, polecam grupę dyskusyjną na facebooku o Gorinie

    http://www.facebook.com/pages/Grigori-Gorin/112298752120885?v=desc
    Nie jest to moja ksywa ale nazwisko. Odmienia się Niecierpka a nie Niecierpeka.
    Zygmunt Niecierpek