Jacek Cybis z darami. Jan St.Trzos de Sagorza.

Gdyby któryś z ambitnych polskich reżyserów filmowych zechciał nakręcić film fabularny o niezwykłych przygodach naszego sztandarowego opolskiego malarza Jana Cybisa, nie musiałby robić castingu na obsadę postaci głównego bohatera. Jacek Cybis, młodszy syn Jana Cybisa, pasowałby do tej roli jak nikt na świecie. Synowie w rodzinach są przeważnie podobni z wyglądu do swoich ojców, ale podobieństwo Jacka do ojca przekracza wszelkie oczekiwania. Jest on właściwie ojcowskim klonem z wyglądu, postawy, a przede wszystkim z usposobienia, sposobu poruszania się, prowadzenia rozmowy i opanowaniem, różniącym rodzimych Ślązaków od zapalczywych i skorych do emocji przybyszów ze wschodu.

Portret Jana Cybisa (źródło:plastyczniak.opole.pl)

Znajdujący się na wystawie dzieł Jana Cybisa biust znakomitego malarza dłuta innego wybitnego opolskiego artysty Adolfa Panitza dla niewtajemniczonych mógł wydawać się popiersiem syna mistrza. Jacek, który tylko tym różni się od ojca, że nie maluje, przyjechał do Opola by wziąć udział w wystawie pamiątek materialnych po swym ojcu, które przywiózł w darze opolskiemu muzeum. To nie pierwszy szlachetny gest z jego strony. Prawie większość dzieł opolskiego geniusz malarskiego jest darem samego artysty, bądź jego warszawskiej rodziny. W czwartek na prezentacji tych pamiątek stawiła się garstka miłośników sztuki Jana Cybisa. Żałosna sprawa, poza pracownikami muzeum, członkami Towarzystwa Turystycznego Poznaj Swój Kraj i kilkoma reprezentantami opolskich środowisk twórczych, uroczystość nie ozdobili żaden z notabli miejskich i wojewódzkich, i ci, złotouści, politycy, mający w gębach pełno frazesów na politycznych wiecach o ochronie dóbr europejskiego dziedzictwa kulturowego. Gdzie był ten facet z urzędu marszałkowskiego, co promuje kulturę, sport i turystykę.

Gdzie podziewali się marszałek ,wojewoda, prezydent miasta. gdzie była ta masa zatrudnionych w wydziałach urzędów kultury i dziedzictwa narodowego, którym z obowiązku należało by uczestniczyć na tego rodzaju imprezach. Czy ich absencja była manifestacją niechęci do syna mistrza i wyrazem głębokiej pogardy do najsubtelniejszych przejawów życia kulturalnego opolskiego. Czy sądzą ,że jedynym obowiązkiem opolan jest pilnowanie prognoz wyborczych w zbliżających się wyborach prezydenckich. Czy ignorując tego typu wydarzenia artystyczne wysyłacie nam kolejne sygnały, że kulturę można traktować jak powietrze, bo dla was ważniejsze są wskaźniki ekonomiczne i zmiana na stołku prezesa NFZ.

Jesteście ślepi i głusi na wszelkie i te krajowa i wojewódzkie i miejskie przejawy kulturowe. Wystarczy jednak, by były senator, głośny kreator kresowych niezwykłości na rynku miejskim puścił bąka, a już lecicie w podskokach by składać mu gratulacje za jego odwagę i niezwykły wkład w rozwój dorobku opolskiej kultury powojennej.A wszystkie opolskie media donoszą o tym fakcie jako najważniejszym wydarzeniu artystycznym.

Zadziwia również absencja na uroczystości studentów Liceum Plastycznego im. Jana Cybisa i dyrektora placówki pani Wojtanowskiej. Za wcześnie jest jednak stawiać hipotezę, że my wszyscy już tak jesteśmy do szpiku kości przeżarci polityką, że w sferze kultury żadna impreza nie jest już nam potrzebna. że kulturę jak dawny ustrój polityczny możemy wyrzucić na śmietnik historii.

Moich czytelników Trzosa Opolskiego chciałbym prosić, by się nie gniewali za te ostre słowa. Niech raczej potraktuję je jako przyczynek do dyskusji, czy kultura w dobie chapania dóbr materialnych i epoki dorabiania się za wszelką cenę jest jeszcze potrzebna. Czy realizację jej potrzeb należy przesunąć do przodu, aż tak daleko, że obrośnięci tłuszczem i dobrobytem będziemy mogli łaskawie zostać sponsorami i obejmować patronatem znaczące imprezy kulturalne i fundować stypendia zdolnym biednym studentom.

A teraz, co tam Cybis, lub jakaś inna wystawa, czy koncert. Tym się ludzi nie nakarmi, sztuka może zaczekać, jak Norwid, na którego odkrycie literatura czekała 100 lat.

P.S. A Jan Cybis na prawdę zasługuje na film biograficzny i gdyby zaszła taka potrzeba napisania scenariusz, to mógłbym podjąć się takiego zadania i nie byłaby to banalna bajeczka o nim, zapewniam.

Serdecznie pozdrawiam. Jan St.Trzos de Sagorza.

Jan Cybis, Józef Czapski, Hanna Rudzka, D. Berlinerblau, Artur Nacht-Samborski, Maria Czapska, Francja 1925.(źródło: http://www.zwoje-scrolls.com/)

Reklamy

4 Komentarze

Filed under malarstwo, Sztuka

4 responses to “Jacek Cybis z darami. Jan St.Trzos de Sagorza.

  1. Grzegorz

    Nareszcie przywróciłeś tekst. Bardzo dobrze. Nie lękaj się Trzos, nie jesteś sam.

  2. Na placu boju.

    Grzegorzu, dziękuję Ci za ciepłe słowa otuchy. Rzeczywiście zamierzałem zrezygnować z jego publikacji, ale wielu znajomych namawiało mnie, bym tego nie robił.Jednak dostrzegam, ze wielu czytelników denerwuje sie moim sposobem prezentowaniem tematów i że zawarte w nich sądy są agresywne i naruszają godność innych. I to stanowi teraz dla mnie problem. Jeśli sądy te są usprawiedliwione, to czas pomyśleć o robótkach na drutach. Pozdrawiam.

  3. MarekSkwarek

    W porównaniu z innymi forami-to tutejsze jest całkiem kulturalne, a więc Janku, nie łam się.
    Mam pomysł na pomnik Cybisa. Jesteś ponoć wiceprezesem TOnZ. Niech TOnZ będzie instytucją, która będzie z miastem negocjować miejsce pod pomnik oraz gromadzić pieniądze na cel pomnika. Może Staszek Nicieja stawiać pomniki, może i TOnZ pod twoim przewodem.

  4. Na placu boju.

    Cześć Marek. To nie jest taka prosta sprawa. TOnZ może jedynie inicjować , ale stawiać – nie. Miejsce dla Cybisa mam upatrzone, znakomite, ale nie chcę go zdradzić, bo a nuż tym od pomników martyrologicznych się spodoba i w tym swoim amoku upamiętniania wydarzeń przegranych, zawładną nim. Mają wielką siłę przebicia. Politycy ulegają im bez szemrania. Zobacz sam, Musioła wepchnęli z wielkimi kłopotami w jakiś zaniedbany kąt, a naprzeciwko, na pięknym eksponowanym miejscu postawili kamień, upamiętniający ofiary, któremu, bez obrazy, pasowałoby miejsce jednak na alei zasłużonych na cmentarzu. Pozdrawiam.