Kossakowie II. Jan St.Trzos de Sagorza

W Ciechocinku na skraju parku zdrojowego znajduje się okazały eklektyczny budynek Poczty Polskiej. Jakież było moje zdumienie, kiedy przed kilkoma laty podczas bytności w sanatorium w interierze pocztowym ujrzałem na ścianie słusznych rozmiarów obraz Kossaka. To był ten nieoczekiwany i radosny przypadek obcowania z prawdziwą sztuką w okolicznościach do takich artystycznych wrażeń nie nadających się.

Stałem zdumiony przez kilka dobrych chwil w zapomnieniu, po co tam wstąpiłem. Podziwiałem dzieło w ogromnej radości, nie wiedząc nawet, który z Kossaków jest jego autorem. Domyśliłem się, a właściwie bardziej poznałem, że jest to dzieło stojącego nieco z boku wielkiej trójki genialnych Kossaków, ich bliskiego krewniaka Karola. Moja fascynacja obrazem mieszała się z uczuciem pewnego zgorszenia. Jak to? Dzieło przedstawiciela znakomitego rodu klasyków malarstwa polskiego miast zawisnąć w jakiejś okazałej sali reprezentacyjnej, bądź ozdobić muzeum regionalne, albo willę prezydencką w Ciechocinku, poniewiera się w hallu pocztowym bez należytej oprawy i informacji, kto jest autorem dzieła i jak obraz się tam znalazł.

Schyliłem się do okienka i zapytałem panienkę, czy wie co to za obraz i czemu tam wisi i tak jak się spodziewałem odpowiedź była negatywna. A ot, wisi sobie. Kto jest jego autorem i jak dawno wisi, to nie jej sprawa, bo jej i tak się nie podoba. Wyobraźcie sobie emocje kolekcjonera, który na widok upragnionego okazu samoczynnie instynktownie uruchamia myśliwski mechanizm pozyskania za wszelką cenę upatrzonej zdobyczy. W głowie kotłują się takie myśli: może nie wiedzą co mają; może chcą się go pozbyć, bo nie znają się ani na jego artystycznej i antykwarycznej wartości; może im zawadza i dlatego nie dekoruje gabinetu dyrektora poczty. Uspokoiłem się po chwili – moja wiedza o Kossakach podpowiadała mi, że czwarty w hierarchii Kossaków, Karol Kossak po wojnie przeniósł się na ziemie zachodnie, ale nie wiedziałem,że wybrał właśnie na stałe miejsce zamieszkania Ciechocinek.

Karol Kossak był wnukiem Juliusza Kossaka, synem brata-bliźniak Wojciecha – Tadeusza. Syn Wojciecha Kossaka – Jerzy był stryjecznym bratem Karola. Nie był, jak większość znawców malarstwa polskiego uważa samoukiem, ale przygotowanym i uzdolnionym artystą-plastykiem, któremu I-sza wojna światowa stanęła na drodze pełnej artystycznej edukacji. Urodził się w roku 1896 we Lwowie i w tym mieście pobierał malarskie nauki u takich koryfeuszy polskiego malarstwa, jak Zygmunt Rozwadowski, Stanisław Kaczor-Batowski, czy znany huculista Władysław Jarocki. Tuż przed wybuchem wojny w roku 1914 powołany zostaje do austriackiego wojska i wespół z dzielnym wojakiem Szwejkiem broni interesów imperium jego cesarskiej mości Franza Josepha. Zresztą Kossakowie byli lojalnymi poddanymi jego królewskiej mości i wiele dzieł malarskich poświęcili tematom związanym z historia Austrii i dworu panującego.

Tak się jednak składa ,że większość scen batalistycznych wszystkich Kossaków tyczy walk i potyczek jeźdźców na koniach w wojnach napoleońskich i bitwach z bolszewikami. Po odzyskaniu niepodległości wszyscy Kossakowie odnajdują swoje miejsce w dziedzinie sztuki i całkowicie poświęcają się malarstwu. Nasz Karol Kossak wraca do Lwowa i znajduje dla siebie miejsce jako nauczyciel rysunku w lwowskich gimnazjum. Nie traci kontaktu ze swoimi wyżej ocenianymi w malarstwie krewniakami i współpracuje z nimi, zwłaszcza ze stryjem Wojciechem, który zaprasza go do współpracy w tworzeniu swoich słynnych panoram. W wieku 31 lat zawiera związek małżeński z zamożną szlachcianką Antoniną Czerkawską i po wybudowaniu w miejscowości Tatarów nad Prutem domu rodzinnego zamierza osiąść tam na stałe.

Przysłowie powiada, że jak chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to powiedz mu o swoich planach. Tak się też stało w przypadku rodziny Karola Kossaka. Po drugiej wojnie rozpoczyna się wędrowna tułaczka rodziny. Muszą Kossakowie opuścić rodzinny Tatarów i jak inni członkowie z nimi spokrewnieni ruszyć w nieznane na zachód. Karol pałęta się w niedoli przez dwa lata na ziemiach odzyskanych, by ostatecznie w roku 1947 osiąść na stałe właśnie w Ciechocinku, w którym De Sagorza całkiem przypadkowo trafił na jego wyeksponowane w hallu poczty dzieło.

Za czasów Polski czerwonej media bardzo oszczędnie pozwalały sobie na wypowiedzi dotyczące malarstwa Kossaków, zwłaszcza za ich przedwojenną twórczość malarską gloryfikującą chwałę polskiej konnicy w bitwach z Rosjanami podczas wojen napoleońskich, a szczególnie za wielką ilość masowo przed II wojną produkowanych obrazów z potyczek i zwycięstw nad bolszewikami. To były tematy tabu. Takie to były czasy, że swoją patriotyczną sztukę musieliśmy chować przed sąsiadami. Minęły te straszne dla malarstwa patriotycznego chwile i po wałęsowskim zwycięstwie twórczość wszystkich Kossaków odnalazła w III Rzeczypospolitej należne jej miejsce. Karol Kossak posiada jedną ciekawą cechę, która różni go od pozostałych Kossaków. Otóż mieszkając przez kilkanaście lat w Tatarowie malarz stworzył znakomity cykl obrazów akwarelowych poświęconych środowisku tamtejszych Hucułów. Ten znakomity akwarelista nie jest w tym obszarze nawet teraz w Polsce wolnej należycie oceniony. Jego liczne rysunki i akwarelki, bohaterami których Karol uczynił Hucułów- miejscowych karpackich Górali, a które rozproszone są po całej Polsce w prywatnych kolekcjach, zasługuje na to, by któreś z regionalnych muzeów zdecydowało się na utworzenie (póki czas) kolekcji o tej tematyce.

Można z góry przewidzieć, że taki tematyczny zbiór pt. „Huculi w malarstwie Karola Kossaka” może odnieść wielki medialny sukces i zapewnić beneficjantom krajową popularność i określone finansowe im kulturowe profity. Mogłoby to na przykład być Opolskie Muzeum i fajnie by się stało gdyby dyrekcja tego ośrodka promocji kultury materialnej zechciała tę podpowiedź wziąć sobie do serca. W Polsce nie brakuje muzeów poświęconych pomniejszym malarzom, np. muzeum Nikifora w Nowym Sączu, czy inne. Zbiór akwareli Karola Kossaka w Opolu stał by się ważnym ośrodkiem muzealnym, do którego podążaliby miłośnicy i malarstwa Kossaków i miłośnicy Kresów z całej Polski. Mógłbym pani dyrektor muzeum opolskiego okazać wielką pomoc przy pozyskiwaniu akwareli Karola Kossaka do kolekcji. Na początek ofiarując w darze niewielkich rozmiarów obrazek dwóch kawalerzystów regularnej polskiej formacji konnej sprzed roku 1939. Jest po temu czas w sam raz.

Za pięć lat będzie mijała 40 rocznica śmierci znakomitego malarza i otwarcie stałej ekspozycji dzieł Karola Kossaka w Opolu narobiłoby w mediach wiele hałasu i być może przyczyniłoby się do okazji wręczenia odznaczeń zasłużonym dla promocji kultury. Może i ja bym się na tę uroczystość załapał. Dom w Ciechocinku, w którym zamieszkał po wojnie Karol Kossak stał naprzeciwko parku Zdrojowego, na ulicy Traugutta. Warto też podkreślić, że Karol Kossak, znakomity przedstawiciel niezwykłej genialnej rodziny Kossaków wniósł w historię malarstwa polskiego swój cenny, zasługujący na ochronę i promocję dorobek artystyczny i że w roku 1950 za swoje osiągnięcia w malarstwie akwarelowym przyjęty został w poczet członków Związku Polskich Artystów Plastyków.

De Sagorza kończy tymi słowy drugą część opowieści o znakomitej rodzinie polskich twórców i obiecuje Wam, drodzy czytelnicy, że trzecia część o kolejnym Kossaku, również plastyku Leonie, będzie nie mniej zajmująca. Będzie to opowieść o przygodach bohatera-awanturnika, którego wyczyny i droga życiowa aż się proszą by zostały uformowane w zgrabny kultowy polski przygodowo-awanturniczy film. Zgłaszam gotowość napisania fantastycznego scenariusza filmowego. Szukajcie jedynie producenta z forsą. De Sagorza serdecznie Was moi przyjaciele pozdrawia, życząc pogody ducha i szukania w sobie zdolności do autoironii.

Czołem. Opole,18VIII10r.

Obraz Karola Kossaka „Mężczyzna w powozie”

Reklamy

4 Komentarze

Filed under S.O.S.

4 responses to “Kossakowie II. Jan St.Trzos de Sagorza

  1. Beret Komandosa

    Panie de Sagorza, z przyjemnością czytam pana twórczość. Cykl o znakomitej rodzinie Kossaków jest bardzo ważny w czasach gdy bardziej liczą się muskuły niż mózg. Dlatego dziękuję i bardzo proszę o dalsze odcinki.
    Saga rodu Kossaków byłaby pięknym przedsięwzięciem, ale boję się, ze nie ma w Polsce reżysera, kóry poczułby ducha epoki i zrobił dobry film o Kossakach. Mogłaby wyjść z tego druga Boża Podszewka, albo jakieś Panny z Wilka. Tego bym nie chciał

  2. xantypa

    No patrzcie jak to się układa. O problemach schedy po Kossakach czytaj TU:
    http://zakopane.naszemiasto.pl/wydarzenia/939950.html
    A dobre imię Kossaków wykorzystują kapitaliści, m.in w Krakowie
    http://www.osti-hotele.pl/kossak/main,pl.html
    Poczuli pieniądze i zarabiają na Kossakach.

  3. Na placu boju.

    Panie Berecie, dziękuję za trafne odczytanie przesłania mojego cyklu o Kossakach. Napisałem też o gotowości i zdolności przystąpienia do pracy nad serialem o Kossakach, ale chciałbym też poinformować waści o tym, że mam już gotowy I-szy odcinek scenariusza o Kossakach. Jest wydrukowany na blogu Trzos Opolski pt. Kossakowie. Zapraszam serdecznie do sięgnięcia po tę nieobowiązkową lekturę w chwilach wolnych. Pozdrawiam.

  4. Na placu boju.

    To wielka prawda o wykorzystaniu dorobku Kossaków przez kapitalistów, rozmaitych marszandów, ale przede wszystkim przez to nasze niewdzięczne państwo. Kossakowie pozostawili po sobie ogromny materialny i patriotyczny majątek, z którego nasze niewdzięczne państwo czerpie już prawie półtora wieku określone korzyści finansowe i duchowe. To jest tak do porównania ,jak spuścizna w USA po Presleyu. Wszyscy chapią w okół,tylko rodzina nie ma z tego procederu żadnych profitów. Ostatni wielki Kossak Jerzy żył w permanentnym niedostatku, bo tylko z tego, co namalował i sprzedał. Stąd jego z konieczności twórczość polegająca na nieustającym powielaniu i kopiowaniu swoich i ojca i dziadka prac. Państwo i to sanacyjne i to ludowe nie kwapili się wesprzeć artystę żadnym wsparciem finansowym, pomocą materialną .Polskie Państwo Wałęsowskie dopiero dopuściło się grzechu. Ostatnia na krakowskiej Kossakówce pani, córka Jerzego, Gloria, nie miała środków na czynsz, na media, w końcu na jedzenie. Zmarła przedwcześnie ze w wieku 50-ciu iluś lat w zgryzocie i nieustającym rozglądaniu się skąd wziąć środki na życie, nie mówiąc już o kapitale niezbędnym do uratowania rodzinnej siedziby Kossaków w Krakowie.Dworek ,który zbudował Juliusz ,rozsypał się i jest obecnie ruiną. I pomyśleć, że mamy urzędy wojewódzkie do spraw kultury i Ministerstwo od kultury i zastępy urzędasów od kultury, a taki zatęchły Krakówek nie znalazł w sobie ani środków ,ani zdolności na coś, co do tej pory sobie przywłaszcza i czerpie korzyści. Morał z tego jeden – A to Polska właśnie !.