Architekci znów wpuścili Opolan w maliny.

Opolscy architekci ponownie wpuścili Opolan w przysłowiowe maliny. Lada dzień oddany zostanie do użytku budynek biblioteki miejskiej na pl. Wolności. Kolejny niezliczony już kicz budowlany projektu opolskich kreślarzy ozdobi śródmieście stolicy województwa. Fenomen tego wydarzenia polega na tym, że wszyscy oglądający nową miejską konstrukcję z którymi rozmawiałem, zgodnie twierdzą, że jest to kolejny architektoniczny potworek, na równi z takimi oddanymi poprzednio, jak:

-krzywa ściana biblioteki niemieckiej z betonowymi ścianami bez tynku, pokrytymi graffiti

-kamienna forteca udająca muzeum bez dziennego światła w środku, z dojściem na połamanie obcasów

-jak bank na pl.Franciszkanów

-jak niebieska pijawka na monumentalnym bauhauzowskim gmachu urzędu wojewody

-jak pokaleczony artdecowski dom mieszkalny przy ul.Spychalskiego 17

-jak niedawno oddany do użytku budynek GSW i wiele innych miejskich konstrukcji bez miary szpecących stare średniowieczne miasto.

Wyraziłem kiedyś w artykule o papie Musiole opinię, że za jego przyzwoleniem po wojnie do Opola zjechała cała rzesza architektów znikąd , którzy rozpoczęli systematyczną i planową akcję likwidacji starych zabytkowych konstrukcji budowlanych starego ocalonego z wojennego pobojowiska Opola na rzecz szpetnych, prymitywnych konstrukcji, pozbawionych absolutnie jakichkolwiek walorów estetycznych, na wieki niszcząc urodę pięknego europejskiego miasteczka. Zaginęła wówczas od wieków panująca w Opolu europejska elegancja i szyk , a rozpoczęła się manifestacją azjatyckich gustów i upodobań. Trend ten obowiązuje do dziś. Nowo wyedukowani projektanci nadal nie mają żadnego szacunku do zabytkowej architektury i absolutnie nie umieją sobie radzić z tak zwanym kontekstem. No, bo ich w szkołach kreślarskich o ochronie zabytków i łączeniu nowych budowli z zabytkowymi nie uczą. A im samym brakuje wyobraźni,by pojąć, że uroda starych miast polega właśnie na dbaniu o starą substancję budowlaną, Że nowe budowle mają być dopasowane do starej zabudowy, a nie na odwrót. Że nie może być nadmiernego kontrastu pomiędzy zabudową starą i nową.

Każde zabytkowe miasto ma rozległe tereny wolne od zabudowań, więc do licha, tam realizujcie swoje zawodowe ambicje, a od zabytków wam wara. Autor najnowszego architektonicznego gniota Andrzej Zatwarnicki, postawionego w sercu stolicy województwa, w rozmowie z panią redaktor Anitą Dmitruczuk nie potrafi merytorycznie odpowiedzieć na żadne z postawionych pytań. Leje wodę, nieporadnie uzasadniając problem integralności i wyjaśniając grobową kolorystykę konstrukcji. Co tu kryć, panie Andrzeju. Zniszczył pan bezpowrotnie piękny stary eklektyczny budynek i kolorystycznie zredukował kolorem cały plac, który zamiast piąć się do góry z kotlinki nad kanałem, dołuje całą okolicę, czyni ją zaściankiem całego centrum.

O innych argumentach obrony chybionej inwestycji szkoda gadać, ale w tej retoryce młodego kreślarza można dostrzec promotora młodego architekta, innego wielkiego twórcę z własną pracownią, który od lat niszczy zabytki Opola, by na ich miejscu lokować swoje nowoczesne konstrukcje.

Problem polega na tym, że głosy pochwalne takiej nowoczesnej zabudowie głoszą jedynie sami architekci. Sądzą, że opiniować ich dzieła mogą jedynie przygotowani do dziedziny fachowcy. Profanom wydawać opinię się zabrania. Każdego, który się odważy zabrać głos krytyczny, zmiotą z powierzchni, ogarną wzniośle pogardliwym spojrzeniem i nawet nogi nie podadzą zamiast ręki. Tymczasem architektura jest sztuką i jak każda z jej dziedzin, podlega krytyce. Więc czemu ci opolscy architekci tak alergicznie się do tej krytyki ustosunkowują. W propagowaniu własnych kreślarskich pomysłów stosują taktykę krawca z bajki, który ubierał króla i w swoich pomysłach posunął się tak daleko, że puścił go nagiego w miasto, wmawiając gapiom, że szaty, w które wystrojony jest król, są przepiękne. I kto tego nie dostrzega jest kpem. Tak właśnie dzieje się z architekturą w Opolu.

W środku pięknego zabytkowego średniowiecznego europejskiego miasta, kilku gniewnych, poszukujących poklasku i rozgłosu architektów buduje konstrukcje, wmawiając decydentom i gawiedzi, że to co czynią jest nowoczesne i piękne. I pasujące do starej zabytkowej architektury. I decydenci,władza miejska, którzy zatwierdzają te projekty, jak nagi król, dają się na ich argumenty nabrać. Mało tego, ten ciemny naród, jak twierdzi Jacek Kurski, też. A z czasem wszystko się ulegnie, dotrze, zapomni i tylko biedny poeta będzie w samotności ubolewał nad obsesją brzydactwa, która trapi ten skołowany polityką naród.

Jan St.Trzos de Sagorza. Opole, 25 sierpnia

Z budowlanego chaosu wyłania się szary potworek

Reklamy

1 komentarz

Filed under architektura, Opole, S.O.S.

One response to “Architekci znów wpuścili Opolan w maliny.

  1. Opolanka

    To co zafundował nam Pan Zatwarnicki powinno być karalne. Jest to przestępstwo wobec estetyki miasta i przestrzeni miejskiej. Plac Wolności został po prostu zepsuty i to na wieki!
    Odpowiedzialność przed historią ponosi nie tylko sam architekt, który może -jako artysta- mieć różne wizje, ale ci, co zatwierdzają do realizacji takie projekty.
    Czy ktoś zna może jakiś przykład sądzenia architekta za oszpecenie miasta? W końcu karze się niekompetentne osoby różnych zawodów, np lekarza , który postawił złą diagnozę, dlaczego nie pociągnąć do odpowiedzialności złych architektów i całą bandę odpowiedzialną za jakość przestrzeni miejskiej?