Stirlitz

Rok temu, w grudniu 2009 roku odszedł do krainy wiecznej szczęśliwości, znakomity rosyjski aktor, wykonawca głównej roli w kultowym radzieckim filmie „17 mgnień wiosny” Wiaczesław Tichonow. Abwehra odetchnęła z ulgą. Znakomity i nieustraszony razwiedczyk, który w pojedynkę rozwalił Trzecią Rzeszę, już nigdy nie sprawi niemieckiemu kontrwywiadowi żadnych kłopotów. Odszedł w zapomnieniu. Trudno uwierzyć, ale jeszcze trudniej jest się pogodzić, że tego rozmiaru geniusze sztuki filmowej radzieckiej (rosyjskiej) w wieku całkowitego artystycznego spełnienia się i poświęcenia swojego talentu sztuce filmowej i kulturze rosyjskiej, kończą swój twórczy i doczesny żywot w zapomnieniu i niedostatku. Wspomniałem onegdaj o innym smutnym losie Władimira Iwaszowa, niezapomnianego bohatera „Ballady o żołnierzu”. Sięgnijcie, jeśli jesteście zainteresowani tematem, do Trzosa Opolskiego. Opisałem w jednym z moich essejów tragiczne dzieje tego znakomitego, również w Polsce popularnego aktora. Teraz o smutnym losie innego radzieckiego aktora Wiaczesława Tichonowa słów kilka skreślić pragnę. Poznałem go osobiście. Graliśmy razem w jednym z radzieckich filmów pt. „Europejska historia”, t. j., on grał główną rolę, a ja statystowałem w tym filmie. Moja rola sprowadzała się do udawania niemieckiego dziennikarza z okresu zimnej wojny. Rzecz działa się w Niemczech, ale film kręcono w studiu MOSFILM. Nie uwierzycie chyba, bo rzecz wydaje się niewiarygodna, ale tak było na prawdę. Skąd niby skromny nauczyciel akademicki miałby być zaproszony do światowego studia filmowego, nawet do roli statystowania. Czasami sam mam wątpliwości, czy to działo się na jawie, ale gdybyście pragnęli potwierdzenia, to zapytajcie się Bogusia Lajtla, on bowiem urządził mi spotkanie z młodzieżą szkolną w MDK, na którym opowiedziałem o mojej niedoszłej karierze filmowego gwiazdora. Tam, w znakomitym moskiewskim studiu, poznałem W.Tichonowa i innego rosyjskiego klasyka filmu Fiłatowa i innych. Z ekranu dużego formatu i telewizyjnego, patrzy na widza pełen godności i dumy w starorosyjskim szlacheckim wydaniu nie tylko niemiecki oficer, ale też książe Andriej Bałkonski z filmowej monumentalnej ekranizacji powieści Lwa Tołstoja „Wojna i Pokój”. Film ten niedawno przypomniał miłośnikom kina rosyjskiego program TVP Kultura. Tichonow dla kina radzieckiego był kimś na wzór hollywoodzkiego gwiazdora Gregory Pecka. Obaj nawet byli fizycznie podobni i posiadali wspólne artystyczne image. W studiu przebywałem razem z Wiaczesławem Tichonowemi i podziwiałem jego skromną i promieniującą życzliwością postawę wobec nieznanych mu osób. Kiedy dowiedział się ,że jestem z Polski, zapytał się zdziwiony, dlaczego na udających niemieckich dziennikarzy reżyser filmu Gostiew zaprosił polskich statystów. Może dlatego, że w filmie grali również polskie gwiazdy – Beata Tyszkiewicz i Stanisław Mikulski? Nie umiałem mu na to pytanie odpowiedzieć i odpowiedziałem mu, ze sam się dziwię, że nam wyznaczono taką rolę, przecież Polacy fizycznie wcale się od Rosjan nie różnią – dodałem. Tichonow skoncentrował swoją uwagę na mnie, po chwili przeniósł spojrzenie na innych statystujących w filmie rodaków i po namyśle dodał filozoficznie i wymownie: „Nie, jednak jesteście inni. Popatrz sam, a dostrzeżesz różnice.Tak, jednak jesteśmy inni, różnimy się od Rosjan, ale nie wiem, czy na korzyść.” Nie wiem, czy to była siła jego sugestii, ale do końca mojego statystowania w Mosfilmie, upierdliwie gapiłem się na rodaków i rozmyślałem, czego w nas, w Polakach i Rosjanach jest więcej – podobieństwa, czy różnic. Sprawa ta „tichonowowska” trapi mnie po dzień dzisiejszy i nie mam na nią do tej pory gotowej odpowiedzi, by jednoznacznie odpowiedzieć znakomitemu radzieckiemu aktorowi, jakie jest moje zdanie w tej zagmatwanej sprawie.Niestety, nawet gdybym miał już gotową odpowiedź, to nie było by już komu tę odpowiedź przekazać. Smutny los wielkiego aktora polegał na tym, że ostatnie lata swojego życie spędził w zapomnieniu, egzystując za skromne i niegodziwe emerytalne środki finansowe u boku rekinów finansowych, bezczelnie bogacących się na rabunkowej transformacji ustrojowej. Na stare lata nikomu już nie był potrzebny. Po jego śmierci rodzina miała finansowe trudności z urządzeniem godnego jego imienia pochówku. A on za życie nie zabiegał o zaszczyty i honory i o pogrzebie z wielką pompą nie marzył. Księciem był tylko dla potrzeb filmowych, na których wymagano od niego wysokiej prezencji i doskonałych manier idealnego rosyjskiego arystokraty. Taka rola sugerowała jego wysokie książęce pochodzenie,z którym musiał się ukrywać ze względu na panujący ustrój. Jednak prawda jest inna – w jego żyłach nie płynęła błękitna krew. Był synem prostego robotnika fabrycznego i wychowawczyni w przedszkolu. Końcówka jego życia przypadła na smutny dla sztuki okres transformacji ustrojowej. Przemiany te w Rosji dla ludzi kultury okazały się o wiele bardziej traumatyczne, niż w Polsce. Gdy płonie chapanie i na gwałt bogacenie się, nikt nie dostrzega uroków zachodzącego słońca. Nowobogaccy dopiero wtedy zaczną sponsorować wysoką sztukę, kiedy do wymiotów ożrą się kawiorem i na śmierć zanudzą się egzotycznymi turystycznymi wojażami. Na pamiątkę ze spotkania mojego z geniuszem radzieckiego filmu pozostało mi wspólne zdjęcie z Wiaczesławem Tichonowem i gdzieś tam w rosyjskich archiwach filmowych propagandowy gniot polityczny o zagrożeniach amerykańskiego militaryzmu dla światowego pokoju..

Pozdrowienia serdeczne ze wspomnieniami zadusznymi o znakomitym rosyjskim aktorze księciu Andrieju Bałkońskim vel Stirlitzu – Wiaczesławie Tichonowie czytelnikom Trzosa Opolskiego przesyła Jan St.Trzos de Sagorza, Opole, 1 X 2010 r

Fragment „17 mgnień wiosny”, w którym płk. Isajew otrzymuje zaszyfrowaną depeszę.

Piosenka z filmu „17 mgnień wiosny”

Reklamy

1 komentarz

Filed under film

One response to “Stirlitz

  1. 17 chwila wiosny

    http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Dowcipy_o_Stirlitzu
    Nie zapominajcie dowcipów o Stirlitzu!