Noc wigilijna

Podzielę się z wami swoją niesamowitą przygodą wigilijną z czasów studenckich, bo temat ze względu na zbliżające się Święta Bożenarodzeniowe jest aktualny, w sam raz na opowieści z wątkiem cudów świątecznych, radosnych. Nie będę wspominał rodzinnych tradycyjnych świąt, bo to byłoby ściganiem się z innymi, czyje święta są atrakcyjniejsze i bardziej okazałe.
Temat świąt wigilijnych w literaturze światowej najdoskonalej opisali dwaj znakomici pisarze Charles Dickens i Mikołaj Gogol.Nikt im nie dorówna.
Zacznę od Dickensa, bo jego „Opowieść wigilijna” w Polsce jest bardzo popularna i często w tv jej filmowa wersja jest pokazywana właśnie w wieczór wigilijny. Napisana w roku 1843 przedstawia historię obrzydliwego angielskiego skąpca epoki wiktoriańskiej Scrooge, który dostaje w ten wieczór od niebios przed śmiercią szansę stać się innym.
I ta popularność tej opowieści w moim kraju bardzo mnie denerwuje. Kiedy porównuję ją ze znakomitą opowieścią Mikołaja Gogola, doznaję pewnego rozczarowania. Otóż utwór Gogola jest od nudnej i marudnej opowieści Dickensa o niebo ciekawszy i lepiej artystycznie zorganizowany. Jest światową perełką w tematyce wigilijnej zaczerpniętej z życia ludu ukraińskiego, a właściwie środowiska wolnych zaporoskich kozaków. Opowieść nazywa się również „Noc wigilijna” (Nocz pieried rożdiestwom) i napisana została o dziesięć lat wcześniej od utworu Dickensa.

Tak więc w myśl obowiązującego już wówczas prawa autorskiego, Dickens bezprawnie zapożyczył tytuł od Gogola, a być może i pomysł literacki. Niemniej zapewniam was, moi wierni przyjaciele, w porównaniu tych, o tym samym tytule utworów, „Noc wigilijna” Gogola jest o niebo ciekawsza. Możecie sami się przekonać, sięgając po te pozycje i dokonując osądu.

Rzecz w tym, że w Polsce działa w ocenie wszystkiego co rosyjskie czynnik antyrosyjski. W dobrym tonie jest u nas obnoszenie się z pogardą do wszystkiego, co ma wschodni rodowód, nawet jeśli są to uznawane na całym świecie arcydzieła.

Swego czasu pewnej pani, co zaimponowała mi swoją erudycją i intelektem, poleciłem „Mistrza i Małgorzatę”. -A kto jest autorem tej powieści?- zapytała odruchowo. Odpowiedziałem, ze Rosjanin i ze jest to najwspanialsza z upadającego gatunku fabularnego powieść filozoficzno-przygodowo-fantastyczna. A ona na to: „Rosyjska!?- e, tam … . No i diabli wzięli cały zachwyt nad piękną i oczytaną adwersarką.

No, ale miałem opisać moją noc wigilijną, więc wracam do niej. Dlatego utkwiła mi w pamięci, że była pierwszą nocą wigilijną obchodzoną nie w gronie rodzinnym, ale na szkółce narciarskiej wśród braci studenckiej. i w dodatku z wigilijnym cudem.

W naszej rodzinnej tradycji nigdy nie kładło się sianka pod obrus i nie wspominało się o tym, że w noc wigilijną raz do roku zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. To ostatnie bardzo mnie rajcowało i kilkakrotnie w tajemnicy przed żoną i teściami próbowałem doświadczyć takiej zwierzęco-ludzkiej rozmowy i udawałem się na spotkanie do miejsc, gdzie te istoty boskie się znajdowały. Przemawiałem do nich, wysłuchiwałem odgłosów, nadaremnie oczekując na kilka słów wypowiedzianych przez krówkę , owieczkę bądź prosiaczka. Nic z tego! Aż właśnie na tym studenckim obozie narciarskim w Międzygórzu w Kotlinie Kłodzkiej wydarzył wydarzył się oczekiwany cud. Po wieczerzy postanowiliśmy za moją namową pójść do stajenki z żywą zwierzyną, którą niedaleko naszej noclegowni zorganizował był pewien gospodarz. Koledzy moi, z różnych krańców Polski, mieli do mojego pomysłu i przekonania o ludzkim głosie, które o tej porze zwierzęta mają wydawać,stosunek sceptyczny, by nie powiedzieć ironiczny i kpiarski. Ale nie zaprzeczali, że w ich rodzinnych tradycjach o tym też się mówiło. Wśród znajdujących się w stajence zwierząt były kózki, owieczki , osiołek, krówka i cielaczek.Zabawa trwała dość długo, ale na wszystkie nasze zabiegi i starania zwierzęta wydać głosu ludzkiego nie chciały i już.

Czułem się przegrany i trochę ośmieszony przez kolegów, że jestem taki podatny na dziecięce bajeczki i daję wiarę takim ludowym naiwnym przekonaniom. Odwrócili się i poszli sobie. Zostałem sam ze zwierzątkami. Przykro mi było i smutno, że tych głąbów bez wyobraźni nie zdołałem przekonać i że zwierzęta tak sromotnie mnie zawiodły. Zostałem sam, nie dając wiary w to, że chociaż wszystkie warunki zostały spełnione, że pora była odpowiednia i święto właściwe, to eksperyment się nie powiódł. Podjąłem ostatnią próbę rozmowy. I stał się cud, mówię wam. Musicie uwierzyć mi na słowo – osiołek przemówił ! Oczy wylazły mi z orbit, zimny pot oblał mi plecy, ciarki przebiegły po całym ciele. Usłyszałem głos ludzki, którym przemawiał osiołek. Rozejrzałem się wokół, czy jest chociaż jeden świadek mojego triumfu. Niestety, koledzy byli już daleko, usłyszeć głosu ludzkiego wypowiadanego przez zwierze słyszeć nie mogli, więc co teraz będzie? -Chłopaki, chłopaki,- zacząłem wołać- mówią zwierzęta, wracajcie, sami usłyszycie! Ale oni nie zatrzymali się. Z dala dotarł do mnie ich wesoły rechot i ostre kpiny pod moim adresem. Wróciliśmy po zimowej przerwie świątecznej na uczelnię i moja przygoda z głosem ludzkim stała się przedmiotem kpin i żartów ze mnie.

Wszyscy chcieli jednak, bym zdradził im tajemnicę, co od osiołka usłyszałem. Nie mogłem tego zrobić, nie chciałem dać im satysfakcji w odwecie za kpiny z ich strony i niewiarę w moje zapewniania, że zwierzęta jednak w wigilię przemawiają ludzkim głosem i je, nie chwaląc się byłem autentycznym świadkiem takiego wydarzenia. Właściwie sprawa by się na tym zakończyła i tajemnicy wypowiedzi osiołka im, tym niedowiarkom, w zemście bym nie zdradził, gdyby nie Elwira K. ze studenckiej rozgłośni radiowej. Dotarło do niej, że grupa opolskich studentów z funduszu studenckiego ZSP spędziła wyjątkowo udane wczasy na szkółce narciarskiej w Międzygórzu i że ich kolega Jasiu doznał niezwykle interesujących i niesamowitych przeżyć w noc wigilijną, bo usłyszał ludzki głos wydany przez osiołka. Elwira zaprosiła nas wszystkich do studia, byśmy się podzielili wrażeniami z zimowego wypoczynku i wychwalali organizacyjne zasługi komisji turystyki ZSP, która tak efektywnie wykorzystuje fundusze Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego na wypoczynek i rekreację dla studentów. Zrobiliśmy to a jakże. ZSP przed przemianowaniem jej za czasów gierkowskich w organizację socjalistyczną, było organizacją bez cienia wątpliwości apolityczną , z cichym antypezetperowskim odchyłem z wielką i prężną kadrą aktywistów studenckich, zajmujących się sprawami bytowymi, sesjami naukowymi i wypoczynkiem studenckim. Jednak w studiu, w czasie wywiadu przeprowadzonego przez Elwirę wszyscy jednak byli zainteresowani jednym – co usłyszałem od osiołka. Nie mogłem im tego w żadnym razie powiedzieć, tym bardziej, że audycja transmitowana była na żywo. Ale nie dawali spokoju mi i widziałem jak Elwira się denerwuje i że w razie, gdybym zawiódł jej oczekiwania i nie powiedział, co usłyszałem, mogę się liczyć w przyszłości z trudnościami w otrzymaniu podobnego skierowania na wczasy. Kiedy presja na mnie wywierana przez wszystkich obecnych w studiu stała się nie do wytrzymania, zgodziłem się zdradzić te kilka słów, wypowiedzianych przez osiołka. Ale zastrzegłem sobie, by mnie później nie osądzali od czci i honoru, bo czynię to pod przymusem. Nastąpiła absolutna cisza. Wszyscy wlepili swoje ślepia we mnie w oczekiwaniu na co najmniej babilońskie mane, thekel, fares. I wtedy zdobyłem się na odwagę. „Osiołek powiedział do mnie – spierdalaj!”

Jan St.Trzos de Sagorza, Opole trzy dni przed św. wieczerzą.

Pozdrowienia i życzenia najserdeczniejsze i najszczersze. Wszystkich niedowiarków , którzy nie mają wiary w to ,że zwierzęta w noc wigilijna mówią ludzkim głosem, namawiam do podobnych eksperymentów. Pod warunkiem, że się bardzo wierzy w taki cud i posiada silną wolę w dążeniu do obranego celu.

Reklamy

Możliwość komentowania Noc wigilijna została wyłączona

Filed under S.O.S.

Możliwość komentowania jest wyłączona.