Monthly Archives: Luty 2011

Szołochow nie napisał Cichego Donu-II

Zagorulko doniósł więc na mnie do ichniego Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego. Tamto zaś dało znać polskiej ambasadzie, że jakiś polski dysydent sieje ferment antyradziecki wśród radzieckich intelektuałów. 😉 Sprawę potraktowano bardzo poważnie i wezwanie mnie na dywanik do wicekonsula w Moskwie zwiastowało rychły koniec mojego pobytu w Wołgogradzie. Bałem się o studentów. Czy w wypadku ostrych sankcji wobec mnie nie narażone zostaną ich interesy i nauka. Dzieło się to wszystko w szczytowym okresie militarnej potęgi radzieckiej, w którym rozprawiano się z opozycją bardzo ostro.Nie strzelano wprawdzie jak za czasów Berii do pisarzy, ale sądy nad poetami i pisarzami za czasów Breżniewa trwały w najlepsze. Wystarczy wspomnieć skazanie Josifa Brodskiego, czy słynny proces A.Siniawskiego i J.Daniela. W tym miejscu należy przypomnieć postać świetlaną znakomitego pisarz tytułowego naszej tu opowieści – Michała Szołochowa i zapoznać czytelników Trzosa Opolskiego z postawą epika względem skazanych w roku 1965 na siedem lat obozu o zaostrzonym reżimie A.Siniawskiego i J.Daniela. Otóż wielki rosyjski pisarz był już wówczas laureatem nagrody Leninowskiej (rok 1960). W roku skazania omawianych tu rosyjskich dysydentów, czyli w 1965 został laureatem literackiej nagrody Nobla. Pełen państwowych nagród, od Stalinowskiej po Noblowskiej, otoczony szacunkiem i miłością całego świata, podziwiany przez twórcę egzystencjalizmu Jeana-Paula Sartrea, który swoją odmową przyjęcia nagrody literackiej Nobla umożliwił Szołochowowi zdobycie tej nagrody, wielki Szołochow piętnuje Daniela i Siniawskiego na XXIII zjeździe KPZR. Mało tego – odwołując się do rewolucyjnej praworządności, domaga się dla nich kary śmierci. Mój biedny Szołochow! Jego Cichy Don jest od dziesięcioleci moją ulubioną powieścią. To pozycja, którą, nie bacząc na jej wielką objętość, przeczytałem po trzykroć. Jak można się odwrócić od kogoś, kogo się podziwiało przez całe życie. Kiedy moim nowym przyjaciołom z Wołgogradzkiego Uniwersytetu oznajmiałem tę moją sensacyjną wiadomość dla nich, nie miałem całkowitego przekonania o słuszności stawianych Szołochowowi zarzutów o tym, że nie jest autorem Cichego Donu.Teraz jednak, gdy poznałem tajemnice jego życia i twórczości i postawę etyczną i polityczną w latach tak zwanej dyktatury proletariatu, wiara w słuszność tych twierdzeń utrwala się bardzo mocno. Kiedy miałem w Wołgogradzie kłopoty z pisarzem, Szołochow jeszcze żył przez parę dobrych lat. I umarł w dobrobycie i glorii, ale w niepokoju chyba, czy prawda o tym, kto napisał Cichy Don nie stanie się podmiotem dociekań w wolnej już i pozbawionej możnych partyjnych mecenatów i kreatorów zakłamanej rosyjskiej rzeczywistości. Gdy teraz ponownie sięgam do źródeł encyklopedycznych, by na nowo odczytać życiorys Michaiła Szołochowa, napotykam na kolejne zagadki i nieścisłości. Nie wiadomo nawet dokładnie, kiedy się urodził. Stare dane wspominają rok 1905. W nowych wydawnictwach przesunięto urodziny na rok 1900. Stare dane podają, że pierwszy tom Cichego Donu ukazał się w roku 1925. Nowe, że w 1927-28.Stare dane potwierdzały by, że genialną powieść oddał do druku dwudziestolatek, bo w roku 1925. Rzeczą absolutnie niemożliwą jest, by nawet najgenialniejsza osobowość artystyczna, naznaczona wszystkimi palcami pana boga zdołała spłodzić takie genialne dzieło, jakim są 1-sz i 2-gi tom epopei Cichy Don w wieku dwudziestu lat.Wzorzec utworu doskonałego epickiego w literaturze światowej, na którym wzorowali się wszyscy wielcy prozy monumentalnej, jakim jest „Wojna i Pokój” Lwa Tołstoja, pisał artysta-epik, któremu kalendarz wyliczył 35 rok życia. I ten argument, argument wieku, pozwala mi przyjąć ze spokojem werdykt, że Michaił Szołochow nie jest autorem 1-go i 2-giego tomu powieści „Cichy Don”.Przekonanie to w formie donosu miłośnikom literatury rosyjskiej publikuje w Trzosie Opolskim De Sagorza.Donosicielstwo jednak nie jest cechą daną na własność systemom totalitarnym. W naszych krajowych czasach wałęsowskiej wolności i gorbaczowowskiej pieriestrojki donos jest jak garb wielbłąda, z którym tamten nigdy, ale to nigdy rozstać się nie będzie mógł.Tych starych mechanizmów rosyjskiego donosicielstwa za bardzo nie znałem i nie poznałem osobiście. Wiedziałem z książek, jak donoszono za czasów carskich na Dostojewskiego.Sąsiedzi pisarza z własnej inicjatywy, po każdej wizycie jakiegokolwiek gościa w mieszkaniu Dostojewskiego, w wyścigu kto pierwszy, podążali na komisariat carskiej policji, by złożyć szczegółowe doniesienie o wydarzeniu i z donosu, bez gratyfikacji, czerpać sadystyczną satysfakcję. Moja donosicielka była bardzo sympatyczną młodą uczoną, która łatwo i z wdziękiem nawiązała ze mną i moimi studentami kontakt. Miała na imię Tania i to ona doniosła na mnie dziekanowi Suprunowi, a tamten rektorowi Zagorulce. „To ucho dziekana i rektora! Nie wiedziałeś o tym? – zapytała mnie redaktor uczelnianego miesięcznika pani Irina E. Skąd niby miałbym wiedzieć. Ufam ludziom i tamta wpadka nie oduczyła mnie to tej pory tak postępować. Czasy jednak były niebezpieczne, by bez namysłu trzepać językiem – rozpoczynała się wojna w Afganistanie i emisariusze tajnej policji pilnowali nas na każdym kroku. Według utrwalonych zasad tamtejszych czasów, nie założenie donosu równało się zatajeniu przestępstwa. Z Tanią żyliśmy w zgodzie i przyjaźni do końca naszego w Wołgogradzie pobytu. Ona wprawdzie domyślała się o tym,że mnie doniesiono o jej donosie, ale to nie wpłynęło na naszą przyjaźń. Byłem właściwie jej wdzięczny za doznaną naukę i już do końca pobytu nie popełniłem podobnego uczynku. Pozdrawiam Cię, Droga Taniu, gdziekolwiek jesteś i zapewniam Cię, że moja płomienna miłość do Rosjan nie poniosła żadnego, nawet najmniejszego uszczerbku. Wybieram się więc na sąd kapturowy do Moskwy. Czołem.

Opole, 22 lutego 2011 roku. Jan St. Trzos de Sagorza.
>

Reklamy

Możliwość komentowania Szołochow nie napisał Cichego Donu-II została wyłączona

Filed under film, historia, literatura

Szołochow nie napisał Cichego Donu.

Volgograd

Image via Wikipedia

Szołochow nie napisał Cichego Donu.

Słowa te wypowiedziane przeze mnie z głupia frant o mało co nie skończyły się skandalem dyplomatycznym i wydaleniem mnie z ZSSR. Działo się to w roku interwencji Armii Radzieckiej w Afganistanie w mieście Wołgograd (Stalingrad). Przebywałem tam wówczas jako opiekun polskich studentów z Opola, którzy odbywali na tamtejszym uniwersytecie studia semestralne. Zamieszkaliśmy w akademiku nad Wołgą naprzeciwko monumentalnego pomnika Stalingradzkiej Bitwy. Asystenci i adiunkci, (ci, z gościnnych krajów i miejscowi) zamieszkiwali w tym akademiku piętro dla kadry. Pomieszczeniem spotkań towarzyskich była kuchnia, na której przygotowywaliśmy swoje posiłki i w którym toczyły się nasze rozmowy towarzyskie i gdzie wymienialiśmy poglądy na rozmaite tematy.

Tam właśnie, nie bacząc na ostrzeżenia, które otrzymałem na Komendzie Policji w Opolu wypowiedziałem nieopatrznie to zdanie. Pamiętam to zdumienie rosyjskich asystentów i adiunktów, którzy zamarli na chwilę po usłyszeniu tej wiadomości. Jak to, zdziwiłem się, nic o tym nie słyszeliście?

Szołochow nie jest autorem 4-ro tomowej powieści o dońskich kozakach, za którą otrzymał pod koniec lat trzydziestych Stalinowską premię. Kuchnia opustoszała i do szczerych rozmów na tematy różne już w niej nie dochodziło. Co innego w rozmowach prywatnych w cztery oczy, bez świadków. Połapałem się w mig, że tego mówić nie należało i że czekają mnie rychło wielkie kłopoty. Rektorem uczelni był facet o nazwisku Zagorulko. Nazwisko to utrwaliło mi się do końca życia. Nie był pracownikiem naukowym. Nie podawał przy nazwisku swojego stopnia naukowego i przypominał raczej komisarza politycznego i nadzorcy komitetu bezpieczeństwa nad studentami i pracownikami naukowymi. Stanowisko objął z nadania partyjnego i wywiązywał się z niego gorliwie. Stawiłem się na jego wezwanie struchlały i winowaty. Przygotowany do obrony, ale i pewien obaw o swój i studentów moich los. Rektor zaczął bez pardonu i od razu z krzykiem, kto mi dał prawo do upowszechniania takich bredni, szkodzących Związkowi Radzieckiemu. Jakim prawem, będąc gościem uczelni ,ośmielam się oczerniać coś ,co jest w ZSRR świętością. Czy wiem, jaka mi grozie za to odpowiedzialność? Jego krzyk niósł się po korytarzach rektoratu niczym dźwięki grzmotów burzowych w czasie nawałnicy. Stałem zredukowany fizycznie i wystraszony, czekając na chwilę przerwy, by się usprawiedliwić, wyjaśnić sytuację. Zaznaczyć, że nie jestem wrogiem Związku Radzieckiego, że jestem członkiem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej i że za swoją w tej organizacji działalność otrzymałem złotą odznakę TPPR. Nie wiem, czy moje słowa dotarły do niego, ale jego impet zelżał – zatrzymał się gotowy mnie wysłuchać.Mówię mu, że wiadomość ta nie jest z nasłuchu jakiejś wrogiej rozgłośni. Że podała ją nasza prasa (Polityka), relacjonując trwający właśnie w Moskwie Zjazd Pisarzy Radzieckich. Że sprawa to była na tym zjeździe poruszana, a ja tylko wieści te powtarzam, nie wiedząc ,że są one w kraju, w którym przebywam utajnione. Riposta zadziałała. Zagorulko się uspokoił i wyglądało na to,że sam tą wiadomością był zaskoczony. Nie był przecież uczonym-literaturoznawcą, a jedynie politinstruktorem, kształconym na notatnikach prelegenta, jak mi później doniesiono. Zdołałem jeszcze wygarnąć mu, że są takie przypuszczenia względem Szołochowa i że formułują je uznane w ZSRR autorytety literackie. Że właściwym twórcą Cichego Donu jest zmarły w roku 1920 zapomniany pisarz, oficer Armii Dońskiej sprzed rewolucji Fiodor Kriukin. Nie wspomniałem groźnemu Zagorulce, że prawdy te rozpowszechnia nie kto inny, jak sam A.Sołżenicyn i że takie przypuszczenia szerzone są od lat 20-tych XX wieku. Nie powiedziałem również, że w latach tych Kriukow należał do wrogów władzy radzieckiej i ukrywał się przed nią w antyradzieckiej partyzantce. Broń boże było wspominać o tym, że w tych latach Szołochow należał do szwadronów milicyjnych tropiących te oddziały. W czasie jednej z obław na leśnych ludzi prawdopodobnie zastrzelono Fiodora Kriukowa, a znajdujące się przy nim rękopisy Cichego Donu trafiły w ręce umiejącego pisać i czytać wykształconego czekisty. Niemiecki znawca literatury rosyjskiej Wolfgang Kasack na podstawie przeprowadzonych badań nad autorstwem Cichego Donu twierdzi, że tylko 5 procent dwóch pierwszych tomów jest autorstwa M.Szołochowa. Tę zasadniczą część o losach powieści i jej autora pominąłem w naszym radosnym spotkaniu z rektorem Zagorulką. Jednak odniosłem wrażenie, że niektóre wieści o powieści trafiły do jego świadomości po raz pierwszy i w całości przyszło mu spuścić z tonu. Zaczął się interesować tematem mojej pracy doktorskiej. Wezwał swoją sekretarkę, by ona powizięła obowiązek skontaktowania mnie z wołgogradzkim specjalistą od rosyjskiego romantyzmu i ściskając na pożegnanie dłoń, życz sukcesów w pracy naukowej. Wyszedłem uspokojony, licząc, że kłopoty polityczne zostały rozwiązane. Aliści w następnym tygodniu otrzymałem telefon z Ambasady Polskiej z pytaniem, co ja tam narozrabiałem i żebym kupił bilet powrotny do Moskwy i stawił się u wicekonsula Prudnika na rozmowę.

c.d.n. Jan St.Trzos de Sagorza. Opole, 13 II 2011 r.

P.S. Dajcie ,drodzy czytelnicy Trzosa Opolskiego znak, czy chcecie wysłuchać dalszej opowieści mojej przygody z Cichym Donen Michała Szołochowa . Czołem.

2 Komentarze

Filed under literatura

Chrystus i Samarytanka

Annibale Carracci swój bodajże najznakomitszy obraz „Chrystus i Samarytanka” namalował w roku 1587. Artysta wraz ze swoim bratem Agostino i kuzynem Ludovico założyli w Bolonii w roku 1580 wspólną pracownię, w której pracowali m.in. inni uzdolnieni plastycznie członkowie ich rodziny. Pracownia z czasem przybrała nazwę Accademia i stała się szkołą wielu znakomitych włoskich malarzy epoki baroku. Akademia specjalizowała się przede wszystkim w malowaniu obrazów ołtarzowych o tematyce biblijnej i scen mitologicznych, którymi dekorowano pałace licznych włoskich kardynałów i dostojników. Podstawowy wzorzec na konkretny temat malarski tworzył Annibale Carracci i ten podstawowy zaprojektowany i wykonany przez artystę obraz służył Agostininiemu i Ludovico w Accademii jako prototyp do wykanywania replik na zamówienia odwiedzającej pracownię klienteli. Tak funkcjonowała pracownia Carraccich i tak powstawały repliki obrazów , których autorem pozostaje ich twórca Annibale Carracci. Zamawiający decydował jedynie o wymiarach dzieła i terminie wykonania. Z całą pewnością można założyć, że z ocalonych po wiekach licznych obrazach autorstwa Annibalego jest wiele replik, wykonanych w pracowni Carraccich i są to dzieła uznawane powszechnie przez znawców malarstwa barokowego jako obrazy autorstwa wielkiego mistrza włoskiego baroku. Wspominam o tym, bowiem obraz znajdujący się w prywatnych zbiorach w Opolu jest identyczny z obrazem „Chrystus i Samarytanka” z wiedeńskiej kolekcji Kunsthistorisches Museum. Różnią jednak te obrazy rozmiary i technika wykonania. Otóż wiedeński obraz jest ogromnych rozmiarów i wykonany jest farbą olejną na płótnie.Natomiast opolska Samarytanka jest wykonana techniką mieszaną (prawdopodobnie z użyciem tempery) i wykonano ją na kartonie naklejonym na płótno. Cecha ta jest bardzo pomocna w potwierdzeniu autorstwa Annibalego, gdyż pod koniec wieku XX na aukcji w Nowym Jorku sprzedano dwa obrazy wielkiego mistrza o rozmiarach zbliżonych do opolskiego ,namalowanych w tej samej technice (olej namalowany na kartonie i naklejony na płótno). To bardzo ważna cech, potwierdzająca technikę malarską wybitnego artysty i sposób na rozpoznanie jego autorstwa. Ponadto próbki celulozowe, poddane analizie, mogą zdecydowanie tę hipotezę potwierdzić, bądź ja obalić.Pracę nad wielkimi monumentalnymi kompozycjami, wykonywane w epoce renesansu i baroku w pracowni Carraccich poprzedzały projekty i obrazy rozmiarów podręcznych, które służyły jako wzorce do wykonywanych dzieł okazałych rozmiarów, do których zaliczyć można Chrystusa i Samarytankę z Wiednia. Na podstawie tych przesłanek można skonstruować tezę, że obraz we Wiedniu A. Carracciego, który powstał w pracowni Accademii Carraccich w Bolonii powstał jako replika, wzorowana w pracowni na obrazie o rozmiarach nadających się do przestawiania, przenoszenia.. Tezę tę jest łatwo można zweryfikować poprzez badania laboratoryjne i specjalizacyjne wysokiej klasy sprzętem badawczym. We współczesnych nam czasach badania takie nie stanowią problemu. Poddając opolski obraz Chrystusa i Samarytanki takim badaniom, można określić wiek obrazu i rok jego powstania z dokładnością do kilkunastu lat.Wystarczy pobrać próbki pigmentu i poddać szczegółowej chemicznej analizie, jak również badaniom rengenologicznym i innym, i sprawa musi się rozstrzygnąć.Prośbę taką o poddanie badaniom opolskiego obrazu wystosowałem do Muzeum Narodowego w Warszawie w roku 2007, ale muzeum odmówiło takiej usługi, doradzając mi, bym się zwrócił z taką prośbą do muzeum we Wrocławiu, ponieważ oni specjalizują się w malarstwie barokowym i posiadają do takich badań wysokiej klasy specjalistów. Prośbę taka, o podobnej treści, z dołączonymi zdjęciami okazu, wysłałem również do muzeum Ermitaż w Petersburgu. Otrzymałem stamtąd odpowieź, że przesłane zdjęcia stanowią poważną podstawę by zająć się badaniami, ale dla takich badań niezbędne jest dostarczenie przedmiotu badań.Obraz opolski „Chrystusa i Samarytanki” czeka więc ciernista i długa droga w dojściu do potwierdzenia stawianej tu przeze mnie tezy o tym, że oryginał obrazu „Chrystus i Samarytanka” Carracciego znajduje się w Opolu, a wiedeński okaz jest zaledwie repliką, wzorowaną na tym właśnie, cudem uratowanym przed zniszczeniem w czasach wojennych i szczęśliwym trafem odnaleziony i odkryty w latach 80-tych XX wieku przez opolskiego kolekcjonera. Wszystkich zainteresowanych pomocą w rozwikłaniu tej fantastycznej zagadki, niczym z Kodu Leonarda Umberto Eco, kolekcjoner prosi o rady, które pomogłyby ten frapujący problem rozwikłać i przyczynić się do wzbogacenia polskich muzealnych zbiorów niezwykłym dziełem genialnego włoskiego twórcy epoki baroku o nazwisku Annibale Carracci. Serwus.

Odwiedź wirtualną galerię Annibale Carracci

Posłuchaj wywiadu  z Janem  Trzosem   w Radio Opole

2 Komentarze

Filed under S.O.S.