Szołochow nie napisał Cichego Donu.

Volgograd

Image via Wikipedia

Szołochow nie napisał Cichego Donu.

Słowa te wypowiedziane przeze mnie z głupia frant o mało co nie skończyły się skandalem dyplomatycznym i wydaleniem mnie z ZSSR. Działo się to w roku interwencji Armii Radzieckiej w Afganistanie w mieście Wołgograd (Stalingrad). Przebywałem tam wówczas jako opiekun polskich studentów z Opola, którzy odbywali na tamtejszym uniwersytecie studia semestralne. Zamieszkaliśmy w akademiku nad Wołgą naprzeciwko monumentalnego pomnika Stalingradzkiej Bitwy. Asystenci i adiunkci, (ci, z gościnnych krajów i miejscowi) zamieszkiwali w tym akademiku piętro dla kadry. Pomieszczeniem spotkań towarzyskich była kuchnia, na której przygotowywaliśmy swoje posiłki i w którym toczyły się nasze rozmowy towarzyskie i gdzie wymienialiśmy poglądy na rozmaite tematy.

Tam właśnie, nie bacząc na ostrzeżenia, które otrzymałem na Komendzie Policji w Opolu wypowiedziałem nieopatrznie to zdanie. Pamiętam to zdumienie rosyjskich asystentów i adiunktów, którzy zamarli na chwilę po usłyszeniu tej wiadomości. Jak to, zdziwiłem się, nic o tym nie słyszeliście?

Szołochow nie jest autorem 4-ro tomowej powieści o dońskich kozakach, za którą otrzymał pod koniec lat trzydziestych Stalinowską premię. Kuchnia opustoszała i do szczerych rozmów na tematy różne już w niej nie dochodziło. Co innego w rozmowach prywatnych w cztery oczy, bez świadków. Połapałem się w mig, że tego mówić nie należało i że czekają mnie rychło wielkie kłopoty. Rektorem uczelni był facet o nazwisku Zagorulko. Nazwisko to utrwaliło mi się do końca życia. Nie był pracownikiem naukowym. Nie podawał przy nazwisku swojego stopnia naukowego i przypominał raczej komisarza politycznego i nadzorcy komitetu bezpieczeństwa nad studentami i pracownikami naukowymi. Stanowisko objął z nadania partyjnego i wywiązywał się z niego gorliwie. Stawiłem się na jego wezwanie struchlały i winowaty. Przygotowany do obrony, ale i pewien obaw o swój i studentów moich los. Rektor zaczął bez pardonu i od razu z krzykiem, kto mi dał prawo do upowszechniania takich bredni, szkodzących Związkowi Radzieckiemu. Jakim prawem, będąc gościem uczelni ,ośmielam się oczerniać coś ,co jest w ZSRR świętością. Czy wiem, jaka mi grozie za to odpowiedzialność? Jego krzyk niósł się po korytarzach rektoratu niczym dźwięki grzmotów burzowych w czasie nawałnicy. Stałem zredukowany fizycznie i wystraszony, czekając na chwilę przerwy, by się usprawiedliwić, wyjaśnić sytuację. Zaznaczyć, że nie jestem wrogiem Związku Radzieckiego, że jestem członkiem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej i że za swoją w tej organizacji działalność otrzymałem złotą odznakę TPPR. Nie wiem, czy moje słowa dotarły do niego, ale jego impet zelżał – zatrzymał się gotowy mnie wysłuchać.Mówię mu, że wiadomość ta nie jest z nasłuchu jakiejś wrogiej rozgłośni. Że podała ją nasza prasa (Polityka), relacjonując trwający właśnie w Moskwie Zjazd Pisarzy Radzieckich. Że sprawa to była na tym zjeździe poruszana, a ja tylko wieści te powtarzam, nie wiedząc ,że są one w kraju, w którym przebywam utajnione. Riposta zadziałała. Zagorulko się uspokoił i wyglądało na to,że sam tą wiadomością był zaskoczony. Nie był przecież uczonym-literaturoznawcą, a jedynie politinstruktorem, kształconym na notatnikach prelegenta, jak mi później doniesiono. Zdołałem jeszcze wygarnąć mu, że są takie przypuszczenia względem Szołochowa i że formułują je uznane w ZSRR autorytety literackie. Że właściwym twórcą Cichego Donu jest zmarły w roku 1920 zapomniany pisarz, oficer Armii Dońskiej sprzed rewolucji Fiodor Kriukin. Nie wspomniałem groźnemu Zagorulce, że prawdy te rozpowszechnia nie kto inny, jak sam A.Sołżenicyn i że takie przypuszczenia szerzone są od lat 20-tych XX wieku. Nie powiedziałem również, że w latach tych Kriukow należał do wrogów władzy radzieckiej i ukrywał się przed nią w antyradzieckiej partyzantce. Broń boże było wspominać o tym, że w tych latach Szołochow należał do szwadronów milicyjnych tropiących te oddziały. W czasie jednej z obław na leśnych ludzi prawdopodobnie zastrzelono Fiodora Kriukowa, a znajdujące się przy nim rękopisy Cichego Donu trafiły w ręce umiejącego pisać i czytać wykształconego czekisty. Niemiecki znawca literatury rosyjskiej Wolfgang Kasack na podstawie przeprowadzonych badań nad autorstwem Cichego Donu twierdzi, że tylko 5 procent dwóch pierwszych tomów jest autorstwa M.Szołochowa. Tę zasadniczą część o losach powieści i jej autora pominąłem w naszym radosnym spotkaniu z rektorem Zagorulką. Jednak odniosłem wrażenie, że niektóre wieści o powieści trafiły do jego świadomości po raz pierwszy i w całości przyszło mu spuścić z tonu. Zaczął się interesować tematem mojej pracy doktorskiej. Wezwał swoją sekretarkę, by ona powizięła obowiązek skontaktowania mnie z wołgogradzkim specjalistą od rosyjskiego romantyzmu i ściskając na pożegnanie dłoń, życz sukcesów w pracy naukowej. Wyszedłem uspokojony, licząc, że kłopoty polityczne zostały rozwiązane. Aliści w następnym tygodniu otrzymałem telefon z Ambasady Polskiej z pytaniem, co ja tam narozrabiałem i żebym kupił bilet powrotny do Moskwy i stawił się u wicekonsula Prudnika na rozmowę.

c.d.n. Jan St.Trzos de Sagorza. Opole, 13 II 2011 r.

P.S. Dajcie ,drodzy czytelnicy Trzosa Opolskiego znak, czy chcecie wysłuchać dalszej opowieści mojej przygody z Cichym Donen Michała Szołochowa . Czołem.

Reklamy

2 Komentarze

Filed under literatura

2 responses to “Szołochow nie napisał Cichego Donu.

  1. xantypa

    Tak, chcemy! 🙂 Pisz!

  2. Na placu boju.

    P.S. Popełniłem błąd podając nieprawidłowo nazwisko domniemanego autora”Cichego Donu”. Brzmi ono: Fiodor KRIUKOW, a nie Kriukin. Są w tekście również inne potknięcia i błędy, a wynikają one z mojego sposobu pisania „jednym impetem”, po którym nie mam już ani sił ,ani ochoty na korektę. Więc darujcie mi te potknięcia, za które przepraszam. De Sagorza.