Szołochow nie napisał Cichego Donu-II

Zagorulko doniósł więc na mnie do ichniego Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego. Tamto zaś dało znać polskiej ambasadzie, że jakiś polski dysydent sieje ferment antyradziecki wśród radzieckich intelektuałów. 😉 Sprawę potraktowano bardzo poważnie i wezwanie mnie na dywanik do wicekonsula w Moskwie zwiastowało rychły koniec mojego pobytu w Wołgogradzie. Bałem się o studentów. Czy w wypadku ostrych sankcji wobec mnie nie narażone zostaną ich interesy i nauka. Dzieło się to wszystko w szczytowym okresie militarnej potęgi radzieckiej, w którym rozprawiano się z opozycją bardzo ostro.Nie strzelano wprawdzie jak za czasów Berii do pisarzy, ale sądy nad poetami i pisarzami za czasów Breżniewa trwały w najlepsze. Wystarczy wspomnieć skazanie Josifa Brodskiego, czy słynny proces A.Siniawskiego i J.Daniela. W tym miejscu należy przypomnieć postać świetlaną znakomitego pisarz tytułowego naszej tu opowieści – Michała Szołochowa i zapoznać czytelników Trzosa Opolskiego z postawą epika względem skazanych w roku 1965 na siedem lat obozu o zaostrzonym reżimie A.Siniawskiego i J.Daniela. Otóż wielki rosyjski pisarz był już wówczas laureatem nagrody Leninowskiej (rok 1960). W roku skazania omawianych tu rosyjskich dysydentów, czyli w 1965 został laureatem literackiej nagrody Nobla. Pełen państwowych nagród, od Stalinowskiej po Noblowskiej, otoczony szacunkiem i miłością całego świata, podziwiany przez twórcę egzystencjalizmu Jeana-Paula Sartrea, który swoją odmową przyjęcia nagrody literackiej Nobla umożliwił Szołochowowi zdobycie tej nagrody, wielki Szołochow piętnuje Daniela i Siniawskiego na XXIII zjeździe KPZR. Mało tego – odwołując się do rewolucyjnej praworządności, domaga się dla nich kary śmierci. Mój biedny Szołochow! Jego Cichy Don jest od dziesięcioleci moją ulubioną powieścią. To pozycja, którą, nie bacząc na jej wielką objętość, przeczytałem po trzykroć. Jak można się odwrócić od kogoś, kogo się podziwiało przez całe życie. Kiedy moim nowym przyjaciołom z Wołgogradzkiego Uniwersytetu oznajmiałem tę moją sensacyjną wiadomość dla nich, nie miałem całkowitego przekonania o słuszności stawianych Szołochowowi zarzutów o tym, że nie jest autorem Cichego Donu.Teraz jednak, gdy poznałem tajemnice jego życia i twórczości i postawę etyczną i polityczną w latach tak zwanej dyktatury proletariatu, wiara w słuszność tych twierdzeń utrwala się bardzo mocno. Kiedy miałem w Wołgogradzie kłopoty z pisarzem, Szołochow jeszcze żył przez parę dobrych lat. I umarł w dobrobycie i glorii, ale w niepokoju chyba, czy prawda o tym, kto napisał Cichy Don nie stanie się podmiotem dociekań w wolnej już i pozbawionej możnych partyjnych mecenatów i kreatorów zakłamanej rosyjskiej rzeczywistości. Gdy teraz ponownie sięgam do źródeł encyklopedycznych, by na nowo odczytać życiorys Michaiła Szołochowa, napotykam na kolejne zagadki i nieścisłości. Nie wiadomo nawet dokładnie, kiedy się urodził. Stare dane wspominają rok 1905. W nowych wydawnictwach przesunięto urodziny na rok 1900. Stare dane podają, że pierwszy tom Cichego Donu ukazał się w roku 1925. Nowe, że w 1927-28.Stare dane potwierdzały by, że genialną powieść oddał do druku dwudziestolatek, bo w roku 1925. Rzeczą absolutnie niemożliwą jest, by nawet najgenialniejsza osobowość artystyczna, naznaczona wszystkimi palcami pana boga zdołała spłodzić takie genialne dzieło, jakim są 1-sz i 2-gi tom epopei Cichy Don w wieku dwudziestu lat.Wzorzec utworu doskonałego epickiego w literaturze światowej, na którym wzorowali się wszyscy wielcy prozy monumentalnej, jakim jest „Wojna i Pokój” Lwa Tołstoja, pisał artysta-epik, któremu kalendarz wyliczył 35 rok życia. I ten argument, argument wieku, pozwala mi przyjąć ze spokojem werdykt, że Michaił Szołochow nie jest autorem 1-go i 2-giego tomu powieści „Cichy Don”.Przekonanie to w formie donosu miłośnikom literatury rosyjskiej publikuje w Trzosie Opolskim De Sagorza.Donosicielstwo jednak nie jest cechą daną na własność systemom totalitarnym. W naszych krajowych czasach wałęsowskiej wolności i gorbaczowowskiej pieriestrojki donos jest jak garb wielbłąda, z którym tamten nigdy, ale to nigdy rozstać się nie będzie mógł.Tych starych mechanizmów rosyjskiego donosicielstwa za bardzo nie znałem i nie poznałem osobiście. Wiedziałem z książek, jak donoszono za czasów carskich na Dostojewskiego.Sąsiedzi pisarza z własnej inicjatywy, po każdej wizycie jakiegokolwiek gościa w mieszkaniu Dostojewskiego, w wyścigu kto pierwszy, podążali na komisariat carskiej policji, by złożyć szczegółowe doniesienie o wydarzeniu i z donosu, bez gratyfikacji, czerpać sadystyczną satysfakcję. Moja donosicielka była bardzo sympatyczną młodą uczoną, która łatwo i z wdziękiem nawiązała ze mną i moimi studentami kontakt. Miała na imię Tania i to ona doniosła na mnie dziekanowi Suprunowi, a tamten rektorowi Zagorulce. „To ucho dziekana i rektora! Nie wiedziałeś o tym? – zapytała mnie redaktor uczelnianego miesięcznika pani Irina E. Skąd niby miałbym wiedzieć. Ufam ludziom i tamta wpadka nie oduczyła mnie to tej pory tak postępować. Czasy jednak były niebezpieczne, by bez namysłu trzepać językiem – rozpoczynała się wojna w Afganistanie i emisariusze tajnej policji pilnowali nas na każdym kroku. Według utrwalonych zasad tamtejszych czasów, nie założenie donosu równało się zatajeniu przestępstwa. Z Tanią żyliśmy w zgodzie i przyjaźni do końca naszego w Wołgogradzie pobytu. Ona wprawdzie domyślała się o tym,że mnie doniesiono o jej donosie, ale to nie wpłynęło na naszą przyjaźń. Byłem właściwie jej wdzięczny za doznaną naukę i już do końca pobytu nie popełniłem podobnego uczynku. Pozdrawiam Cię, Droga Taniu, gdziekolwiek jesteś i zapewniam Cię, że moja płomienna miłość do Rosjan nie poniosła żadnego, nawet najmniejszego uszczerbku. Wybieram się więc na sąd kapturowy do Moskwy. Czołem.

Opole, 22 lutego 2011 roku. Jan St. Trzos de Sagorza.
>

Reklamy

Możliwość komentowania Szołochow nie napisał Cichego Donu-II została wyłączona

Filed under film, historia, literatura

Możliwość komentowania jest wyłączona.