Stalingrad – Moskwa, Szołochow III

Właściwie, kolejna opowieść o przygodzie wołgogradzkiej z Szołochowem winna się nazywać Władimir Etusz. To on bowiem, znakomity radziecki aktor filmowy, ma zostać kolejnym bohaterem mojej opowieści na temat nienapisania przez Szołochowa „Cichego Donu”. Zasługuje na to jak najbardziej. Znany jest w Polsce z wielu filmów fabularnych i wtenczas, kiedy wyjeżdżałem do Wołgogradu, oglądaliśmy z moim małym synkiem radziecki film pt.”Iwan Wasiliewicz zmienia zawód”. Pamiętam radość i śmiech dziecka w czasie oglądania filmu, w którym jedną z ról grał właśnie Władimir Etusz. Ilekroć bowiem gościłem w dawnym ZSRR, spotykały mnie tam przygody i to prawie zawsze radosne i ciekawe z elementami niespodzianek i małych przygód. Tak było i tym razem. Chociaż nie dokończyłem tej poprzedniej opowieści, kiedy rektor Uniwersytetu Wołgogradzkiego Zagorulko naskarżył na mnie do własnego Ministerstwa Edukacji, a tamci z kolei złożyli donos na mnie do polskiego konsula w Ambasadzie Polskiej w Moskwie. Chodziło o to, że w rozmowie z radzieckimi asystentami i adiunktami uniwersyteckimi w akademickiej kuchni nieopatrznie wypowiedziałem opinię o tym, że to nie Aleksander Szołochow napisał opowieść o dońskich kozakach „Cichy Don”. Leciałem więc wezwany do ambasady na poważną opieprzającą mnie rozmowę, nie mając pewności, czy nie zostanę ukarany pozbawieniem stypendium naukowego na wołgogradzkim uniwersytecie i karnie odesłany do kraju. Sięgnijcie , kto ciekaw i nie jest obeznany z tematem, do moich wcześniejszych emocjonalnych wynurzań, wydrukowanych w Trzosie Opolskim, pt. „Szołochow nie napisał powieści Cichy Don”. W dodatku eskortowałem w powrocie do Polski chorą studentkę Bogusię Herok, której stan zdrowia nie pozwolił kontynuować studiów w Wołgogradzie. Stan aury nie pozwalał wystartować samolotom, bo w nocy spadł listopadowy deszcz, a rano chwycił mróz i wszystkie samoloty oblodzone pokornie oczekiwały na lotną pogodę. Spędziliśmy więc na wołgogradzkim terminalu dwa dni i właśnie w tym drugim dniu spotkała mnie ta fantastyczna moja przygoda w Władimirem Etuszem. Spacerowaliśmy z Bogusią zmęczeni oczekiwaniem na odlot po pomieszczeniach terminalu i nagle w jednym z korytarzy napotkaliśmy innych pasażerów, starszego pana w towarzystwie młodej pani, żywo ze sobą rozmawiających. Czasu na rozpoznanie było nie wiele, kilkanaście kroków, ale zdążyłem go rozpoznać – przede mną szedł niezwykle popularny w całym Związku Radzieckim aktor filmowy Władimir Etusz, którego przed moim wyjazdem do Wołgogradu podziwialiśmy w filmie o carze Iwanie Groźnym z Tomkiem i zaśmiewaliśmy się nad jego tam wyczynami. Jako przykładnie wychowany Europejczyk, mijając znakomitego artystą, ukłoniłem się grzecznie i powiedziałem po rosyjsku „zdrawstwujtie”. O dziwo, reakcja Etusza nie była szablonowa. Nagle się zatrzymał przed nami i patrząc mi w oczy, zapytał wprost:”Wy mienia znajetie?”.(Pan mnie zna?). „Znaju (znam Pana), – Wy Władimir Etusz!”.

c.d.n. De Sagorza zaprasza na ciąg dalszy tej przygody. Dalibóg nie spodziewacie się, jaki nieoczekiwany obrót po tym powitaniu nastąpił i czym przygoda się zakończyła. Czołem. Spotkamy się przy kolejnym odcinku, jeśli ten was zainteresował. Jan St.Trzos de Sagorza pozdrawia Was, z nadzieją ,że ciekawość świata nigdy Was nie opuści. Opole ,15 VI 2011 r.

Reklamy

Możliwość komentowania Stalingrad – Moskwa, Szołochow III została wyłączona

Filed under S.O.S.

Możliwość komentowania jest wyłączona.