Monthly Archives: Lipiec 2011

Michał Szołochow – konieczność rewizji.

Bohater „Cichego Donu” Grigorij Mielechow jest postacią wyjątkową w literaturze radzieckiej. Decydując się na publikację powieści „Cichy Don” Szołochow zagrał va bangue. Uczynił swojego głównego bohatera powieści dońskiego kozaka Mielechowa wrogiem Rewolucji Październikowej, czynnie zaangażowanego w walkę zbrojną z władzą radziecką. Takiej ogromnej zniewagi Stalin i cały represyjny aparat komunistyczny nikomu nie przebaczał. Pisarze i poeci epoki nowego socjalistycznego ustroju za najmniejsze uchybienia ideologii marksistowskiej i sprzeciwu jej doktrynerom kończyli swój żywot artystyczny i fizyczny w bardzo tragicznych okolicznościach. Jednak Szołochowowi udało się uniknąć odpowiedzialności karnej. Przeciwnie – zdobył za życie w ZSRR niebywały rozgłos i wszystkie osiągalne przywileje i zaszczyty, a w roku 1965 został literackim laureatem Nagrody Nobla. Czemu Stalin oszczędził pisarza? Ta zagadka nie jest rozwiązana do dziś. Prawdopodobnie wyjątkowa artystyczna siła utworu i wiara wodza w ewentualne zagospodarowanie talentu pisarza w gloryfikowaniu jego postaci rozwinęły nad pisarzem jego (Stalina) parasol ochronny. Moim skromnym zdaniem pisarz był postacią labilną, kunktatorską, oportunistyczną, w dodatku podszytą strachem zdemaskowania przez organy KGB autorstwa powieści. Beria i cały aparat służb wewnętrznych musieli posiadać całą wiedzę o machlojkach Szołochowa przy pisaniu „Cichego Donu”, jednak (co Stalinowi należy zapisać na plus) Stalin interesował się literaturą, był oczytany i doskonale zorientowany w tym „co piszczy w literaturze” i jak ją sobie ustawić. Sybaryta Szołochow pragnął zapewne, gloryfikując w kolejnym utworze najokrutniejszy period w rządach stalinowskich – czasy kolektywizacji w ZSRR, w powieści „Zorany ugór” i służąc piórem tyranowi, osiągnąć błogi stan komfortowej, beztroskiej, w całkowitym luksusie egzystencji, pławiąc się w cielesnej rozkoszy i bogactwie. To osiągnął bez cienia wątpliwości! Nie był typem cierpiętnika i nie cierpiał za miliony. Nie posiadał rozwiniętego europejskiego etycznego i moralnego systemu wartości i pod tym względem nie dorównywał wielkim rosyjskim i radzieckim pisarzom i myślicielom klasy Sacharowa, Sołżenicyna, czy Tołstoja. Wezwany do Ambasady Polskiej w Moskwie De Sagorza, lecąc w samolocie, wierzył w słuszność wypowiedzianych na Uniwersytecie Wołgogradzkim (Stalingradzkim) do adiunktów i asystentów opinii, że Szołochow nie jest autorem „Cichego Donu”. Jeśli więc służba dyplomatyczna polska w ZSRR okaże się serwilna względem naszego wielkiego brata i zastosuje ostre wobec niego sankcje za mówienie prawdy, to sprawa jest przechlapana, a niedoszłemu doktorowi grozi los bezrobotnego i długie wieczorne rozmyślania, czy warto się wychylać?
Jan St.Trzos de Sagorza Opole, 30 VII 2011 r.


Cichy Don-reżyseria Sergiej Gerasimow-fragment

Reklamy

Możliwość komentowania Michał Szołochow – konieczność rewizji. została wyłączona

Filed under literatura, S.O.S.

Stalingrad – Moskwa. Szołochow IV.

Władimir Etusz, znakomity rosyjski aktor filmowy stanął przede mną taki majestatyczny, wielki, pewny siebie, zdziwiony przywitaniem nieznajomego i patrząc mi w oczy zapytał ostro: „Wy mienia znajetie?”. Kłaniać się obcym, nieznajomym jest zwyczajem w krajach słowiańskich sprawą ryzykowną, niezwykła w kontaktach międzyludzkich. Popularny śp. aktor Zbigniew Zapasiewicz zwracał uwagę swoim sąsiadom by mu się w czasie przypadkowych spotkań nie kłaniali. W kręgach kultury niemieckojęzycznej kłanianie się napotkanym w korytarzach hotelowych, na ścieżkach spacerowych, i w innych sytuacjach nieprzewidzianych jest obyczajem powszechnym. Próbuję od lat zasadę tę upowszechniać gdzie się to tylko da, w Polsce i za granicą. Zawsze jednak jestem zdziwiony jej negatywnym efektem. Kiedyś na opolskim uniwersytecie kłaniałem się pewnej pani doktor chemii, aż pewnego razu zastąpiła mi drogę i powiedziała:”Pan mi się kłania? Czemu Pan to robi?”. Wyobraźcie sobie jak poczułem się zmitygowany i strapiony, nie wiedząc, co mam odpowiedzieć i jak się zachować. Podwinąłem ogon i zmyłem się jak niepyszny. Oczywiście, pani tej kłaniać się przestałem, ale do tej pory nie opuszcza mnie wątpliwość kto z nas obojga jest reduktorem kulturowym, a kto człowiekiem dobrze wychowanym, kulturalnym. W kategoriach kulturoznawczych czynność tego typu (kłanianie się obcym, przedstawianie się po dokonanym telefonie do adwersarza, i t.d.) jest właściwa społecznościom, wyznającym zasady kultury basenu Sródziemnomorskiego. Im dalej – tym inaczej. Więc Etusz mógł być zdziwionym, tym bardziej, że mu wyglądałem podejrzanie. Powiedział mi o tym już w drugim zdaniu:” A ty kto? Ty kakojto nie nasz!?”. (Wyglądasz na obcego?). )Przedstawiłem się i przedstawiłem moją Bogusię, w kilku słowach wyjaśniając okoliczności mojego tam przebywania. Ale przyznam się w skrytości, że pewności co do osoby z którą rozmawiam, że jest to popularny aktor filmowy Władimir Etusz, nie miałem. Wystraszyłem się w mig, że popełniłem gafę i zaczepiłem osobę całkiem obcą, która może się obrazić i wezwać milicję, albo dać mi w zęby. Na szczęście trafiłem w dziesiątkę – osobą rozpoznaną był aktor, z którego wyczynów przed wyjazdem do Wołgogradu zaśmiewaliśmy się z moim 11-letnim Tomkiem, oglądajac komedie radziecką z jego udziałem. Wyobraźcie sobie, że ten mój całkowicie spontaniczny odruch spowodował zainteresowanie wielkiego aktora do tego stopnia, że zaprosił mnie z Bogusią do restauracji na obiad z karafką rosyjskiego alkoholu. W czasie ucztowania(oczekiwanie na odlot do Moskwy przeciągało się) w restoranie zdarzyła się jeszcze jedna niespodzianka. Kiedy mieliśmy już we krwi po kilka promili, do naszego stolika podeszło dwóch tajemniczych jegomości i poprosiło Etusza na stronę. Trwało to jakąś dobrą chwilę, po której podekscytowany mistrz powrócił i pochylając się nad nami i ściszając głos zagadkowo zapytał:”Wiecie kim byli ci dwaj panowie?”. Byli to funkcjonariusz KGB, którzy, jak wynikało ze słów aktora, w tajemnicy przed nim, czuwali nad jego bezpieczeństwem. A żeby uspokoić go i usprawiedliwić swoją natarczywość, zapytali łaskawie, czy on nie potrzebuje jakiejś pomocy. Teraz po latach, gdy wspominam tamte chwile, z uznaniem i podziwem stwierdzam, jak sprawnie i pewnie funkcjonował ichni system bezpieczeństwa wewnętrznego. Zastanawiam się też, czy i ja, podpadnięty rektorowi Zagorulce nie byłem poddany inwigilacji. Kto wie? W naszym spotkaniu Etusz zdziwiony był moja wiedzą z dziejów literatury rosyjskiej, filmu i historii ZSRR. Dał temu wyraz i poprosił, bym zdradził o czym marzę, będąc tam u nich. Wyznałem, że moją ulubioną rosyjską aktorką filmową jest wykonawczyni głównej roli w ekranizacji powieści M.Szołochowa „Cichy Don” Elina Bystrickaja. Kiedy wszczęliśmy rozmowę o Bystrickiej, radio restauracyjne ogłosiło „posadkę na samolot” i musieliśmy się pożegnać. „Jan, jestem sąsiadem Bystrickiej w Moskwie i obiecuję , że zorganizuję ci spotkanie z nią. Pamiętaj, jak będziesz następnym razem w Moskwie, zadzwoń do mnie, oto numer mego telefonu zastrzeżonego. Daję ci, więc nie krępuj się i dzwoń śmiało, jak do starego znajomego. Zrozumiałeś!?”- powiedział na pożegnanie. Wzięliśmy jeszcze z Bogusią na pamiątkę spotkania z Władimirem Etusze autografy na biletach lotniczych i pożegnaliśmy się. Wtedy spojrzałem na moją studentkę i zobaczyłem w jej oczach zachwyt i podziw. Zachwycona była zapewne całą tą nieoczekiwaną przygodą, a podziwiała mnie za to, że tak łatwo zaprzyjaźniłem się w wielkim artystą i sprostałem intelektualnie w takiej ekstremalnej i niecodziennej sytuacji. W Moskwie po przelocie na lotnisko Wnukowo, czego się absolutnie już nie spodziewałem, jesacze raz spotkałem się Władimirem Etuszem. Aktor odnalazł nas przy odbiorze bagaży i zaproponował podwiezienie do stolicy, bo za nim przysłano samochód, a odległość do polskiej ambasady wynosi kilkadziesiąt kilometrów. Zobowiązany mu za ten pięknie spędzony czas byłem już ponad miarę. Ale z przykrością musiałem odmówić, gdyż miałem instrukcję od konsula, że mam wynająć taksówkę. Tak też uczyniłem. W Moskwie od tamtych czasów byłem jeszcze kilka razy. Pamiętałem o zaproszeniu Etusz, ale wrodzona nieśmiałość i skromność nie pozwoliły mi podnieść słuchawkę i wypowiedzieć zdanie:”Zdrawstwujtie Władimir Etusz, goworit Jan Francewicz Trzos. Wy pomnitie jewo?”. Historię spotkania przypomniała mi kilka miesięcy temu, emitując film dokumentalny o znakomitym aktorze filmowym rosyjskim Wladimirie Etuszu rosyjska telewizja PLANETA. Przygoda z Szołochowem nie dobiegła jednak do końca. Powrót do Wołgogradu z Moskwy był nie mniej emocjonalny, ale o tym opowiem w kolejnym odcinku. Czołem. De Sagorza serdecznie pozdrawia swoich czytelników.

Możliwość komentowania Stalingrad – Moskwa. Szołochow IV. została wyłączona

Filed under S.O.S.