Patriotyzm-tak go widzę; Jan St. Trzos de Sagorza

Pragnąłbym po swojemu i po nowemu zdefiniować pojecie patriotyzmu. Chciałbym to uczynić, by się usprawiedliwić przed panem AW, zacnym i powszechnie szanowanym i znanym miłośnikiem teatru i polskości rozmaitowymiarowej, moim wielkim i adorowanym przeze mnie przyjacielem. Czynię to z potrzeby wyjaśnienia mojego rozumienia tego podniosłego do rozmiarów sacrum pojęcia i posądzenia mnie przez mojego wielkiego przyjaciela o to, że nie lubię współziomków. Że nie jestem dumny z polskiego pochodzenia i że moje okcydentalne przekonania czynią ze mnie kosmopolitę. Stąd już tylko krok, żeby określić mnie jako osobę obcą narodowo, a nawet podejrzaną o inne niepolskie pochodzenie. Otóż tak nie jest. Mój rodowód polski, bez jakiejkolwiek domieszki krwi innej, sięga (udokumentowany) czasów króla Kazimierza Wielkiego. Wielki Kazimierz, Król  Polski, w Niepołomicach w roku 1361 trzymał do chrztu pierwszego w dziejach rodu Trzosa i właśnie wtedy, obdarowując chrześniaka sakiewką ze złotem, nadał mu od tej sakwy nazwisko, które niezmiennie od przeszło 650 lat nosimy. Niedowiarków zapraszam do Niepołomic, gdzie fakt nobilitacji chłopskiej rodziny został upamiętniony przed kilkoma laty spiżowym pomnikiem w centrum miasta przed średniowiecznym, pamiętającym czasy panującego, zamkiem. Mój ojciec Franciszek Trzos urodził się od tego miejsca w odległości  rzutu beretem, w Woli Zabierzowskiej i jest w prostej linii potomkiem pierwszego w dziejach rodu przedstawiciela Trzosów. Te słowa piszę gwoli wyjaśnienia mojej i mojej rodziny etnicznej przynależności i potwierdzenia prawa do własnego interpretowania pojęcia PATRIOTYZM. Z przekazów rodzinnych zachowała się legenda, że jeden z pierwszych Trzosów udał się był w latach swojej młodości na Śląsk, a  stamtąd w oddziale zbrojnych rycerzy ruszył na wyprawę pod Grunwald do walki z mongoło-tatarskim najeźdźcą( tak prawdopodobnie interpretowano na Śląsku wówczas wojny krzyżackie, na które werbowano rycerzy ze wszystkich stron Europy) Tam, w tych walkach stracił ucho i odtąd znakiem szczególnym tej gałęzi Trzosów jest uszczerbiony wierzchołek ucha. Myślę, że przedstawiony tu w ogromnym skrócie własny rodowód daje mi prawo do wypowiadania sądów na pojęcia ogólne wagi państwowej. To prawo chciałbym wzmocnić postawą ojca Franciszka w latach walki o odzyskanie Niepodległości. Trzos Franciszek w wieku zaledwie kilkunastu lat zaangażował się w konspiracyjną niepodległościową działalność. Poznał osobiście w Krakowie Józefa Piłsudskiego, który poklepał go po policzku i który czynnie uczestniczył w walkach o wskrzeszenie niepodległego państwa. Był jednym z nielicznych młodzieńców, który wyruszył z Krakowa do Lwowa w przeddzień walk o polski Lwów i bohatersko walczył na cmentarzu lwowskim i innych walkach „o polski Lwów i Kresy Wschodnie”, aż do zwycięskiego triumfalnego końca. Miał wówczas 16 lat. Z 1300 młodych Orląt ocalało zaledwie 600-700 młodych bohaterów, wśród nich Franciszek. Jego nazwisko figuruje w ewidencji Orląt. Był dwukrotnie ranny. Dowódca Armii Wschód gen. T. Rozwadowski odznaczył go odznaką honorową „Orlęta” i innymi odznaczeniami państwowymi. Niestety, prof. S.St. Nicieja  pomimo dostarczenia mu obszernej dokumentacji bohaterskiej na temat mojego ojca przeze mnie, nazwiska Franciszka Ytzosa w swoich publikacjach nie zamieścił. Uczynił to z własnej złej woli, potwierdzając opinię, że w swoich publikacjach na tematy historyczne powoduje się emocjami, a nie imperatywem dociekania prawdy historycznej. Jeden ze wspaniałych autentycznych bohaterów, który wskutek ran i urazów odniesionych w walce o Niepodległość Polski i w czasie II wojny, przedwcześnie dokonał żywota w roku 1947 w wieku 46 lat, został zignorowany, a na jego miejscu znaleźli się setki innych bohaterów, którzy z definicji Orląt do grupy tej nie przynależeli. Orlętami bowiem była jedynie młodzież szkolna miejska i studenci, którzy nie ukończyli 18 roku życia. Teraz właściwie jest odpowiednia chwila by rozwinąć temat patriotyzmu i poświadczyć własną w tej problematyce postawę. Te dane osobiste, które poświadczają , że rodzina moja nie jest znikąd, że nie jest NICZYJA, nieznana, bez rodowodu, daje mi prawo do własnych sądów na ten temat. Oto maja definicja: patriotyzm to miłość do własnego kraju. Do gór i łąk od Tatr po Pomeranię. Do środowiska naturalnego nas otaczającego, do przestrzeni nas otaczającej. Stosunek do porządku publicznego, ładu i odpowiedzialności za swoje czyny. To kultura osobista i dbanie o przyrodę, walka o jej ochronę. To miłość do takich i im podobnych wartości. Niekoniecznie zaś do rodaków! Nie mogę kochać ludzi, jeśli dostrzegam wokół osoby pozbawione godności, obnoszące się ze swoim umiłowaniem ojczyzny i z pianą na ustach pozbawiające prawa do zamieszkania w Polsce innym, co ich poglądy nie podzielają. Naród z własnym państwem, ale pozbawiony godności i obnoszący się z pogardą do innych nacji i kolorów skóry, nieustająco pomawiający innych i wywyższający bądź podkreślający swoją wyjątkowość i cierpiętniczą dolę nie pasuje mi. Nie chcę się z takim zespołem ludzi identyfikować się. Kiedy widzę za zachodnią granicą państwa piękne miasteczka, pełne ogromnego szacunku do zabytków architektonicznych, malownicze pełne romantycznego uroku wioski, zadbane i czyste, i ludzi wrażliwych i delikatnych, to wiem gdzie lokować swoje patriotyczne uczucia. Mój patriotyzm – to piękno, ład i porządek. To wartości wyznawane i stworzona przez cywilizację starej Europy. Nigdy bym nie wypowiedział zdania, że jestem dumny, że jestem Polakiem. Zbyt dużo z takim określeniem łączy się cech negatywnych. To dobroć i uczciwość, a nie nieustające kombinowanie, kogo by tu gibnąć. Kogo by oszukać i dołek pod kim wykopać. Rozglądam się wokół i szukam takich ludzi. Nie znajduję. Albo znajduję nielicznych. Więc wszem i wobec deklaruję – tak, jestem patriotą i kocham swój kraj, ale ludzi … Więc mówię – jestem Europejczykiem i dlatego jestem dumny. Ale też wiem, że taka deklaracja niesie ze sobą wielkie kulturowe, etyczne, moralna i inne zobowiązania. Zawsze usiłowałem zasadom tym sprostać. Innych też do takiej postawy zachęcałem i nadal zachęcam.

Czołem. P.S. Pana A.W. nieśmiało pytam:”Fredi, czy te argumenty moje są wystarczającym usprawiedliwieniem mojego ułomnego patriotyzmu?”

Reklamy

2 Komentarze

Filed under S.O.S.

2 responses to “Patriotyzm-tak go widzę; Jan St. Trzos de Sagorza

  1. bogna

    Uważam a wręcz mam całkowitą pewność, że jest pan, Panie Janie patriotą w pełni tego slowa znaczeniu.Nikt jak pan nie potrafi z takim poświęceniem i zaangażowaniem pisać o patriotyżmie.

  2. jan trzos

    Droga Bogno, dziękuję serdecznie za te kilka słów aprobaty. Bardzo podtrzymują mnie na duchu i utwierdzają w przekonaniu, że nie piszę nadaremnie. Pozdrawiam.