Dezerter i siostra. Jan St. Trzos de Sagorza

Scena ta tkwi w mojej pamięci jak pestka w śliwce. I nie wiem, czy
jest to obraz rzeczywisty, utrwalony w pamięci trzyipółlatka, czy
fantazja dziecięcej wyobraźni. Kiedy nieraz w rodzinnych biesiadach
opisywałem swoje wspomnienia dziecięce, mąż mojej starszej
siostry Mikołaj bardzo się denerwował, twierdząc, że nie mogę scen
takich pamiętać, bo byłem za mały, by mi się one utrwaliły. Milkłem
zażenowany, a w sercu pogniewany, że tak obcesowo przy wszystkich
oskarża mnie o zmyślanie. Jednak i on reflektował się, że obrazy,
które odtwarzałem z pamięci, działy się w rzeczywistości i nie są
powtórkami tylko oryginalnymi i ciekawymi opisami czegoś, co wydarzyło
się naprawdę. Jednak jego upominanie mnie, że zmyślam, zostawiły na
długie lata trwały ślad w mojej psychice i zasiały niewiarę w siebie i
mały kompleks niepełnej wartości.
Wracam więc do tej, wspomnianej na wstępie sceny. Ciepły letni
niedzielny dzień w okresie dojrzewania kukurydzy. Ojciec w odświętnym
kolejarskim mundurze, bez odznaczeń, bo trwała wojna, ale z przypiętą
srebrną dewizką i wiszącym od guzika breloczkiem w towarzystwie całej
rodziny, t.j. żony i czwórki dzieci, kieruje się w stronę jeziora,
gdzie ma się odbyć festyn ludowy, albo zwykła towarzyska przechadzka w
chwilach pauzy wojennej w przeddzień rosyjskiej ofensywy na Pokuciu.
Mama w jasnej sukni z falbankami wokół piersi i podwójną baskinką
poniżej pasa, z parasolką od słońca w ręku. Córki wystrojone w
najładniejsze sukieneczki i chłopaki w granatowych aksamitnych ubrankach z krótkimi
nogawkami. Scena rodzinna jak z obrazków okresu wiedeńskiego
biedermeieru.  Idziemy w stronę jeziorka niedaleko podstawówki, do
której uczęszczały siostry. A wokół jeziorka pełno spacerowiczów
wystrojonych nie gorzej od nas. Panowie z damami pod rękę, kłaniają
się uchylając kaszkietów, bądź zdejmują nisko i demonstracyjnie przy
powitaniu kapelusze. Na jeziorku pary pływające łodziami: pan
wiosłuje, a pani wachlarzem wiaterek wokół buzi wytwarza. No istna
sielanka. To ta scena tkwi w mojej pamięci niczym cierń w nodze, lub
zadra w dłoni i pozbyć się jej nie potrafię. Nie wiem ,czy Mikołaj nie
miał racji, mówiąc, że zmyślam, ale to co się wydarzyło zaraz po tym
demonstracyjnym spacerze jest już pewne. Wracamy spełnieni i
szczęśliwi ze spaceru, na którym ojciec zaprezentował,  pomiędzy
salwami armatnimi i bombardowaniami, swoją szczęśliwą rodzinę innym i
innych zobaczył, gdy nagle na bezchmurnym niebie ukazuje się
Messerschmitt i charakterystycznym rozpoznawalnym warkotem przypomniał
beztroskim spacerowiczom, że trwa wojna. Że niedaleko na wschód od
miasteczka rozlokowana jest armia sowiecka i że lada dzień rozpocznie
się ofensywa, dojdzie do krwawej bitwy. Mama unosi w stronę samolotu
zaciśniętą pieść i wygrażając pilotowi, krzyczy:” Ty, przeklęta
cholero! Żeby ciebie szlag trafił! Byś końca dnia nie doczekał!”
Ojciec zgorszony jej zachowaniem, zatrzymuje procesję, staje
naprzeciwko żony i mówi:-„Marysiu, bój się boga, co ty wykrzykujesz !?
Jak tak możesz wyzywać i przeklinać, życząc śmierci. Przecież tam
człowiek siedzi!”. „Jaki tam człowiek ! Co ty mówisz ? To przecież nie
człowiek, ale przeklęty faszysta, który zabija !”- ripostuje mama.
Doszliśmy już prawie do domu,gdy tuż przy naszej działce, która
kończyła się zagonem kukurydzy nieoczekiwanie natknęliśmy się
na wystraszonego żołnierza. Ukryty w wysokim kukurydzianym gąszczu,
łapczywie ogryzał niedojrzałe jeszcze kolby kukurydzy. Mlecz z
surowych kolb kukurydzianych pobrudził mu usta i brodę na biało.
Zesztywniał na nasz widok. Ręce trzymające kaczan zatrzymały się w pół
drogi do ust i w takiej wystraszonej pozycji zdrętwiał, wlepiając w
nas swój wystraszony wzrok. Zatrzymaliśmy się również wystraszeni i
spłoszeni nieoczekiwanym spotkaniem. Zapanowała krępująca obie strony
cisza. Wojskowy nie miał przy sobie broni , ani nawet czapki na
głowie, jednak mundur na nim był niemiecki. „Guten tag”- pierwszy
uciążliwą ciszę przerwał ojciec, – Was machen  Zi ?” Żołnierz rękawem
powycierał usta, upewnił się, że z naszej strony nic mu nie grozi i
,przepraszając, wyjaśnił, że jest głodny, by się na niego nie gniewać,
że naruszył cudzą własność. Staliśmy tak jeszcze przez dobrą chwilę,
aż ojciec powiedział”-„Chodźmy już”. Zwracając się do żołnierza
powiedział  po niemiecku, żeby nie uciekał, tylko zaczekał tu
kilka chwil, a jego żona przygotuje i poda mu jedzenie. Tak się też
stało. Po drugiej stronie ulicy,przy której mieszkaliśmy, znajdowały
się wojskowe magazyny i duża, produkującej na potrzeby wojska
piekarnia. Stacjonował tam oddział żandarmerii. Matka tylko czekała,
by ojciec rozkazał jej polecieć tam, do nich i donieść ,że w naszej
kukurydzy ukrywa się dezerter, ale ojciec tylko warknął na nią groźnie
i powiedział, że ma natychmiast przygotować mu coś do jedzenia i
zapomnieć o tym ,co się wydarzyło. Siostrze Czesi przypadł obowiązek
zaniesienia poczęstunku. Właściwie sama się zgłosiła do tej bądź co
bądź niebezpiecznej misji. Teraz właściwie, po tylu latach,
uświadamiam sobie, że wyprawa ta mogła się dla niej skończyć
tragicznie. Zdesperowany żołnierz mógł przecież młodej jedenastoletniej
dziewczynie  wyrządzić wielką krzywdę. Jednak nic się groźnego nie
stało, ojciec czuwał. Z daleka, z podwórka obserwował córkę i widział,
jak ta rozgląda się wokół i znika w gąszczu kukurydzy w poszukiwaniu
wojskowego i daje ojcu znak, że nigdzie go nie ma. Biedak ostrożny
jednak był. Nie miał pewności, czy nie doniesiemy na niego i czy w
ślad za dziewczyną nie zjawią się wojskowi, by go aresztować i na
miejscu rozstrzelać Kiedy upewnił się, że jest bezpieczny ,a Czesia
trzyma w rękach jedzenie, wyłonił się ze swojej kryjówki i odebrał
pakunek. Uśmiechnął się. Był szczęśliwy. Zniknął po odebraniu jedzenia
i ślad po nim zaginął. Czy przetrwał tę wojnę – tylko bóg sam wie.
Bronka, kiedy Czesia wróciła z wyprawy zapytała cichaczem, żeby
rodzice nie słyszeli: „Ładny chłopak?”. Odpowiedzi nie znam.

Opole, 14
XII 2012 r.
DołżykJerzy Dołżyk-Narodziny anioła

>

Reklamy

Możliwość komentowania Dezerter i siostra. Jan St. Trzos de Sagorza została wyłączona

Filed under S.O.S.

Możliwość komentowania jest wyłączona.