Monthly Archives: Styczeń 2013

Zabójstwo Kirowa (stalinowskie metody czystek). Jan St.Trzos de Sagorza.

Stalin łagodnie, jak troskliwy ojciec, spojrzał życzliwie na zabójcę Kirowa i baz cienia złości zapytał:
-Dlaczego zastrzeliłeś takiego wspaniałego człowieka?
-Ja nie strzelałem w Kirowa, towarzyszu Stalinie. Ja strzelałem w partię!,- równie spokojnie, bez paniki, lęku i zdecydowanie odpowiedział pierwszy w dziejach państwa radzieckiego, rosyjski terrorysta Leonid Nikołajew.
Zabójca Siergieja Mironowicza Kirowa nie należał do grupy rozhisteryzowanych neurasteników zawiedzionych sprawowaną przez komunistów władzą i jej decydentami. Leonid Nikołajew, przesłuchiwany osobiście przez Stalina, nie wyglądał na człowieka przestraszonego i przerażonego własnym uczynkiem. Zjawiskiem niespotykanym w dziejach służb tajnych w ZSRR był fakt, że Wódz osobiście pofatygował się do Leningradu, by spojrzeć w oczy zabójcy Kirowa i przesłuchać go. Niektórzy badacze twierdzą, że można fakt ten wyjaśnić sadystyczną naturą Stalina. Albo ukrytym przejawem satysfakcji, że jego plan likwidacji politycznego rywala powiódł się tak łatwo i że autor spisku, szef NKWD Gienrich Jagoda potrafił tak misternie zamysł unicestwienia Kirowa zorganizować. Można więc było w stosunku Stalina do Nikołajewa w czasie przesłuchania dostrzec uczucia sympatii i wdzięczności i podziwu za realizację jego politycznych planów osobistych, oraz postawę i odwagę, którą aresztowany wykazywał w czasie akcji i ciężkich z torturowaniem przesłuchań. Nikołajew był dzielnym, odważnym, w przeszłości całkowicie oddanym rewolucji i partii młodym człowiekiem. Jako małoletni chłopak uczestniczył w wojnie domowej. Wstąpił w roku 1920 do partii i nigdy nie należał do opozycji. Był typowym przedstawicielem młodego rosyjskiego pokolenia niepokornych i buntowniczych, rozczarowanych poczynaniami władz komunistycznych. Nikołajew, młody zdeterminowany buntownik, wzorując się się na terrorystycznej organizacji okresu carskiego „Narodna Wola”, postanowił zademonstrować czynem terrorystycznym swój sprzeciw. Podjął decyzję zamordowania któregoś z wybitnych działaczy komunistycznej partii. Wybór padł na bardzo popularnego i lubionego w całym ZSRR pierwszego sekretarza miasta Leningrad Siergieja Kirowa.
Zabójstwa dokonano w Smolnym, budynku w którym znajdował się Komitet Wojewódzki KPZR. Gmach był strzeżony bardzo dobrze, a wejście do niego było możliwe jedynie za okazaniem specjalnej przepustki. Zabójca wszedł na teren Smolnego 1 grudnia 1934 roku o godz. 5 po południu. Gabinet Kirowa znajdował się na 3 piętrze. Osobistego ochroniarza Borysowa nie było na posterunku przed gabinetem. Nikołajew przyczaił się koło drzwi i kiedy Kirow wyszedł za lekką potrzebą, zaszedł go znienacka i strzelił w tył głowy.
Zabójstwo Kirowa stało się najbardziej spektakularnym i najgłośniejszym przestępstwem w dziejach Rosji Radzieckiej. Dało to początek wielkiego terroru, niespotykanego w dziejach ludzkości na całym świecie. Przez kolejne cztery lata setki tysięcy wybitnych działaczy rewolucyjnych, członków partii i miliony niewinnych obywateli zostało unicestwionych z oskarżenia o organizację i współudział w zabójstwie Kirowa.
Leonid Nikołajew był świadom losu, jaki go czeka. Wiedział o czekającej go kaźni. Ale nie mógł przewidzieć, że jego postępek dotknie jego najbliższą rodzinę, przyjaciół, sąsiadów, a nawet osób całkowicie mu obcych. Prawdopodobnie wierzył, że wzorem terrorystów-narodników, którzy zamordowali cara Aleksandra II, odpowiedzialność bezpośrednią poniosą tylko aktywni uczestnicy spisku. Wszak w Rosji carskiej nie stosowano odpowiedzialności zbiorowej. Brat Lenina, który uczestniczył w zamachu na cara, został skazany na karę śmierci, ale rodzinę Włodzimierza nie tknięto. Gdyby w tamtym przypadku zastosowano stalinowską metodę odpowiedzialności zbiorowej, to Lenin nie stanąłby na czele Rewolucji Październikowej i nie dokonał takich okropnych zniszczeń.
Młody rosyjski patriota Leonid Nokołajew, oddając życie za sprawę, był prawdopodobnie przekonany, że jego imię będzie w Rosji znane na równi z imionami
S.Pierowskiej i A.Żelabowa, którzy za czyny terrorystyczne zostali w roku 1881 straceni. Niestety mylił się. Jeśli nazwiska straconych narodowców można znaleźć prawie we wszystkich wydaniach encyklopedycznych, to nazwiska Nikołajew nadaremnie by szukać.
Najważniejszą jednak sprawą w tragicznych dziejach młodego desperata było to. że ginąc w kazamatach NKWD, Nikołajew był całkowicie pozbawiony świadomości w jaki misterny i perfekcyjny sposób szef NKWD Jagoda uczynił z jego osoby narzędzie zbrodni w stalinowskim systemie likwidacji przeciwników politycznych Stalina.
Należy wyjaśnić, że Kirow nie był wrogiem Stalina, ale jego rosnąca popularność w kraju stanowiła dla Stalina śmiertelne zagrożenie.Nie należał do żadnej wewnątrzpartyjnej opozycji i nie był zwolennikiem Trockiego, Zinowiewa czy Kamieniewa. Był lojalnym i spolegliwym współpracownikiem Stalina, członkiem Biura Politycznego od roku 1930. W Leningradzie pod jego rządami zaczęła wzrastać produkcja przemysłowa, poprawiło się zaopatrzenie w żywność, dbał o pracowników. Był ponadto znakomitym oratorem. Te cechy uczyniły go w latach 30-tych niezwykle popularnym i lubianym. Widziano w nim następce Stalina. I to go zgubiło
Pewnego razu Stalin na Kremlu wezwał do siebie komisarza spraw wewnętrznych Gienricha Jagodę i wszczął rozmowę o Kirowie. Jagoda zreferował wodzowi całą tajemną wiedzę o pierwszym sekretarzu komitetu partii w Leningradzie. W jego sprawozdaniu nie było uwag negatywnych o Kirowie. Jagoda nie domyślał się do czego zmierza wódz. Też przecież szanował i cenił Kirowa. Ale Stalinowi laurka wystawiona przez komisarza Kirowowi była nie w smak. Kręcił nosem, marudził i w końcu powiedział:
-Upatrują w nim mojego następcę, a przecież on jest zaledwie siedem lat ode mnie młodszy.
To wystarczyło Jagodzie, żeby zrozumieć o co chodzi. Nie skomentował wypowiedzi, skłonił głowę w zrozumieniu sprawy i wyszedł. Fenomen Stalina polegał na tym, że nie wydawał bezpośrednich rozkazów likwidacji osób niewygodnych. Jego pretorianie potrafili w pół słowa zgadnąć intencję wodza, a nawet umieli pomysły wyprzedzać.Żelazną jednak zasadą była zgoda Stalina na podjęcie działań represyjnych względem obranej osoby. W tym spotkaniu przesądzony został los Siergieja Kirowa. W takich okolicznościach na wielką scenę polityczną wkracza nikomu nie znany Leonid Nikołajew.
Jagodzie doniesiono, że w Leningradzie służby wewnętrzne sporządziły raport o młodym gniewnym komuniście, który zwierzył się swojemu przyjacielowi, że w proteście przeciwko poczynaniom partii zamierza zabić któregoś z wybitnych działaczy partyjnych. Przyjaciel doniósł na Nikołajewa. Przez donosiciela NKWD zaopatrzyło Nikołajewa w pistolet i zasugerowało, żeby na ofiarę zamachu wybrał Kirowa. Kolejnym zadaniem służb specjalnych było zorganizowanie dojścia Nokołajewa do Kirowa. Nikołajew dwukrotnie podejmuje próbę przedostania się do Smolnego. Za każdym razem aresztowano go i chociaż odnaleziono przy nim pistolet i notatnik z planem pomieszczeń, w których przebywa i porusza się Kirow, zwolniono , zwracając broń palną. Takie działanie wówczas było wystarczającym powodem do rozstrzelania delikwenta bez stawiania przed sądem. Jagoda jednak dwukrotnie osobiście podejmuje decyzję o zwolnieniu Nikołajewa z aresztu. Trzecie podejście przedostania się do Kirowa okazało się skuteczne, ale tylko dlatego,że ludzie Jagody zaopatrzyli go w przepustkę i podprowadzili prawie pod drzwi gabinetu Kirowa. W Smolnym z poszczególnych pięter pozdejmowano straż i w tajemnicy przed Kirowem odwołano jego osobistego bodygarda. Nikołajew po oddaniu strzału padł po zabiciu Kirowa razem z nim na podłogę. Po strzale na miejsce zbrodni zbiegli się partyjni pracownicy Smolnego i zobaczyli na podłodze dwie postacie. Wystraszeni i zdezorientowani, dopiero po dobrej chwili zorientowali się, że drugą osobą leżącą obok Kirowa jest zabójcą, który stracił z emocji przytomność.
Według obliczeń znanego opozycjonisty, czołowego radzieckiego dysydenta, laureata Pokojowej Nagrody Nobla z roku 1975 Andrieja Sacharowa, zabójstwo Kirowa spowodowało prawdziwy pogrom w partii w latach 1936-1939. W tym okresie aresztowano i poddano represjom około półtora miliona członków partii.
Rozstrzelano 600 tysięcy (dane przybliżone). Z 10-ciu milionów zesłanych i zamęczonych w gułagach, w czasach chruszczowowskiej odwilży, życie i wolność odzyskało zaledwie 50 tysięcy. Historyk Roj Miedwiediew również liczbę zesłanych i skazanych na katorżniczą pracę, którzy tam poginęli, ocenia na 90 procent.
Sumując liczbę ofiar wielkiego terroru, jaki rozpętał Stalin po zabójstwie Kirowa, strzał Nikołajewa można określić jako wyjątkowo celny i skuteczny.
Trudno jednak zrozumieć, że pomimo tak ogromnych i wydawałoby się niepowetowanych strat, liczba członków partii ciągle wzrastała, a autorytet Stalina urósł do rozmiarów wymykający się racjonalnej analizie.
Pointą tych budzących zgrozę wydarzeń niech będzie złota myśl Platona, że to właśnie „narody niewolników tworzą tyranów”.
Jan St.Trzos de Sagorza, Opole.25 stycznia 2013 r.

Reklamy

Możliwość komentowania Zabójstwo Kirowa (stalinowskie metody czystek). Jan St.Trzos de Sagorza. została wyłączona

Filed under historia

Buziński Józef Wojewoda. Jan St.Trzos de Sagorza

Wojewoda Buziński wszedł niespodziewanie na podwórko garaży  Wojewódzkiej Rady przy ulicy Waryńskiego 28 już po godzinach pracy  kierowców. Nie był zdenerwowany, chociaż widać było po nim, że jest  ranny. Twarz pokaleczona i posiniaczona z zadrapaniami i zaschniętą na czole i nosie krwią. Portier Klimek z Węgrów podbiegł do wojewody
zatroskany, pytając, co się stało, czy jest ranny. „Miałem wypadek samochodowy za Niemodlinem, czy jest Michał Prudniczuk? Trzeba tam  pojechać i przyprowadzić samochód do garażu”- powiedział Wojewoda i spokojnym wzrokiem ogarnął obecnych, szukając wśród zebranych swojego osobistego kierowcy. Michała już w pracy nie było. Inni po skończonej pracy wybierali się do domów i widać było po nich, że im ten dodatkowy obowiązek nie bardzo pasuje. Obok wojewody stał mój brat Roman, zatrudniony wówczas jako kierowca osobowej warszawy HH 00 04, kilku spóźnionych kierowców i ja. Nikt z obecnych nie kwapił się na wieczorną wyprawę po auto, bo okazało się że wołga nie jest rozbita,  ale uszkodzona i nie na chodzie. Trzeba więc dwóch kierowców – jeden do holowania, drugi do kierowania autem uszkodzonym. Z bratem pojechaliśmy na posterunek MO w Niemodlinie, gdzie stało auto i przetransportowaliśmy go do Opola. Okazało się, że Wojewoda, który lubił sam prowadzić auto, jechał z żoną i dwoma synami wówczas drogą 385, w stronę Grodkowa. Tuż za Niemodlinem na wąskiej drodze nie rozminął się z ciężarowym autem z przyczepą. Kierowca ciężarówki ścinając zakręt uderzył przyczepą w samochód osobowy po stronie szofera, rozbijając szybę przednią , łamiąc lewą poprzeczkę, raniąc prowadzącego.  Prawdopodobnie nie był nawet świadomy, że uszkodził samochód wojewody. Albo był. Szybko jednak zwiał z miejsca wypadku, pozostawiając rannego wojewodę i jego spanikowaną rodzinę na pastwę losu.  Na szczęście prócz Buzińskiego nikt z rodziny nie ucierpiał. Pojechaliśmy więc z bratem po auto. Prowadziłem wołgę, w której brakowało szyby i pamiętam, bo wieczór był chłodny, że było mi zimno od wiejącego w twarz chłodnego wiatru.Byłem wówczas już  studentem opolskiej WSP, ale mieszkaliśmy w zabudowaniach należących do Wojewódzkiej Rady, w mieszkaniu służbowym mojego brata. Swoje studia poprzedziłem dwuletnią pracą fizyczną w charakterze kierowcy samochodowego, ale w innej firmie PSS Społem Opole. Buziński wiedział  o mojej pasji prowadzenia aut i często, kiedy brakowało  w garażach kierowców zawodowych, przysyłał do naszego służbowego mieszkania jednego z portierów, z prośbą bym udał się do jego mieszkania po kluczyki do auta i przyprowadził go do garażu. Lubiłem tę usługę darmową spełniać wojewodzie. Szedłem więc na ulicę Sikorskiego przy dzielnicy Generalskiej do jego mieszkania po kluczyki i z fasonem powracałem drogą okrężną do zajezdni. Często jednak robiłem kurs pod dworzec kolejowy i prawie za każdym razem trafiał mi się jakiś łebek, który pozwalał biednemu żakowi zarobić kilka złotych.

Buzińscy mieszkali na piętrze w pierwszym domku na Sikorskiego po lewej stronie od Nysy Łużyckiej. Mieszkali skromnie, dzieląc niewielki domek z inną rodziną. Muszę dodać, że nazywam pana Józefa Buzińskiego Wojewodą, chociaż taki tytuł w PRL nie istniał. Formalnie stanowisko to brzmiało Przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej i obejmowało obowiązki pełniącego obecnie w III RP wojewody z połączeniem kompetencji marszałka województwa. W dziejach Opolskiego postać Przewodniczącego Józefa Budzińskiego jawi się dziś jako znakomitego gospodarza regionu. Buziński pełnił swe obowiązki Wojewody od roku 1957 po 1971 i jest to okres, kiedy pod jego zarządzaniem Województwo w rankingu krajowym odgrywało znaczącą rolę i mieliśmy, prócz całej gamy zakładów produkujących na potrzeby kraju, jeszcze w dodatku Racibórz z powiatem. Pozycja Opolskiego stała dość wysoko i te wysokie standardy region w znacznej mierze zawdzięczał Buzińskiemu. Po nim już tylko potop. Pamięć o wojewodzie Józefie Buzińskim powoli zaciera się  wśród mieszkańców Opolskiego. Dziwne są wyroki historii, która kreuje na bohaterów ludzi mizernej konstrukcji. Działających równolegle i w tamtych samych czasach co zapomniany Przewodniczący. Stawiane im są pomniki, tworzone kluby i wydaje książki gloryfikujące postać, która wytwarzała wokół siebie wiele wrzasku, biła pianę, stosując tanie populistyczne chwyty, jak np. zbieranie papierków i odpadów, jak to robił prezydent miasta Karol Musioł by przypodobać się tłumowi. Generał nie jest od tego, by obierać ziemniaki żołnierzom, żeby tamci go polubili. Skromność, uczciwość, życzliwość, pracowitość i wielki zasługi wobec mieszkańców Kraju Nadodrzańskiego przegrały z bufonadą, zadęciem i burleskową postawą byłego prezydenta miasta. Czemu się tak dzieje, nie jestem w stanie pojąć, ale wydaje się, że świadomość zbiorowa jest świadomością infantylną, naiwną. Podatną na rozmaite mity i bajki. Dlatego autentyczny bohater odchodzi w mrok zapomnienia, a bęcwał i krzykacz staje się herosem ,niczym nadęty balon, który nigdy nie pęknie.

Jan St.Trzos de Sagorza. Opole, 8 I 2013 r.

hala
Hala sportowa w Opolu. Hala mieściła do 4 tys. widzów i miała interesującą konstrukcję, którą zyskała uznanie i doroczną nagrodę ministra budownictwa. Jej pomysłodawcą był Józef Buziński, ówczesny wojewoda i wielki kibic sportowy. Co ciekawe, kiedy później został wojewodą w Olsztynie, zbudował tam identyczną halę „Urania” na podstawie opolskiej dokumentacji.( z Wikipedii)

Możliwość komentowania Buziński Józef Wojewoda. Jan St.Trzos de Sagorza została wyłączona

Filed under S.O.S.