Buziński Józef Wojewoda. Jan St.Trzos de Sagorza

Wojewoda Buziński wszedł niespodziewanie na podwórko garaży  Wojewódzkiej Rady przy ulicy Waryńskiego 28 już po godzinach pracy  kierowców. Nie był zdenerwowany, chociaż widać było po nim, że jest  ranny. Twarz pokaleczona i posiniaczona z zadrapaniami i zaschniętą na czole i nosie krwią. Portier Klimek z Węgrów podbiegł do wojewody
zatroskany, pytając, co się stało, czy jest ranny. „Miałem wypadek samochodowy za Niemodlinem, czy jest Michał Prudniczuk? Trzeba tam  pojechać i przyprowadzić samochód do garażu”- powiedział Wojewoda i spokojnym wzrokiem ogarnął obecnych, szukając wśród zebranych swojego osobistego kierowcy. Michała już w pracy nie było. Inni po skończonej pracy wybierali się do domów i widać było po nich, że im ten dodatkowy obowiązek nie bardzo pasuje. Obok wojewody stał mój brat Roman, zatrudniony wówczas jako kierowca osobowej warszawy HH 00 04, kilku spóźnionych kierowców i ja. Nikt z obecnych nie kwapił się na wieczorną wyprawę po auto, bo okazało się że wołga nie jest rozbita,  ale uszkodzona i nie na chodzie. Trzeba więc dwóch kierowców – jeden do holowania, drugi do kierowania autem uszkodzonym. Z bratem pojechaliśmy na posterunek MO w Niemodlinie, gdzie stało auto i przetransportowaliśmy go do Opola. Okazało się, że Wojewoda, który lubił sam prowadzić auto, jechał z żoną i dwoma synami wówczas drogą 385, w stronę Grodkowa. Tuż za Niemodlinem na wąskiej drodze nie rozminął się z ciężarowym autem z przyczepą. Kierowca ciężarówki ścinając zakręt uderzył przyczepą w samochód osobowy po stronie szofera, rozbijając szybę przednią , łamiąc lewą poprzeczkę, raniąc prowadzącego.  Prawdopodobnie nie był nawet świadomy, że uszkodził samochód wojewody. Albo był. Szybko jednak zwiał z miejsca wypadku, pozostawiając rannego wojewodę i jego spanikowaną rodzinę na pastwę losu.  Na szczęście prócz Buzińskiego nikt z rodziny nie ucierpiał. Pojechaliśmy więc z bratem po auto. Prowadziłem wołgę, w której brakowało szyby i pamiętam, bo wieczór był chłodny, że było mi zimno od wiejącego w twarz chłodnego wiatru.Byłem wówczas już  studentem opolskiej WSP, ale mieszkaliśmy w zabudowaniach należących do Wojewódzkiej Rady, w mieszkaniu służbowym mojego brata. Swoje studia poprzedziłem dwuletnią pracą fizyczną w charakterze kierowcy samochodowego, ale w innej firmie PSS Społem Opole. Buziński wiedział  o mojej pasji prowadzenia aut i często, kiedy brakowało  w garażach kierowców zawodowych, przysyłał do naszego służbowego mieszkania jednego z portierów, z prośbą bym udał się do jego mieszkania po kluczyki do auta i przyprowadził go do garażu. Lubiłem tę usługę darmową spełniać wojewodzie. Szedłem więc na ulicę Sikorskiego przy dzielnicy Generalskiej do jego mieszkania po kluczyki i z fasonem powracałem drogą okrężną do zajezdni. Często jednak robiłem kurs pod dworzec kolejowy i prawie za każdym razem trafiał mi się jakiś łebek, który pozwalał biednemu żakowi zarobić kilka złotych.

Buzińscy mieszkali na piętrze w pierwszym domku na Sikorskiego po lewej stronie od Nysy Łużyckiej. Mieszkali skromnie, dzieląc niewielki domek z inną rodziną. Muszę dodać, że nazywam pana Józefa Buzińskiego Wojewodą, chociaż taki tytuł w PRL nie istniał. Formalnie stanowisko to brzmiało Przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej i obejmowało obowiązki pełniącego obecnie w III RP wojewody z połączeniem kompetencji marszałka województwa. W dziejach Opolskiego postać Przewodniczącego Józefa Budzińskiego jawi się dziś jako znakomitego gospodarza regionu. Buziński pełnił swe obowiązki Wojewody od roku 1957 po 1971 i jest to okres, kiedy pod jego zarządzaniem Województwo w rankingu krajowym odgrywało znaczącą rolę i mieliśmy, prócz całej gamy zakładów produkujących na potrzeby kraju, jeszcze w dodatku Racibórz z powiatem. Pozycja Opolskiego stała dość wysoko i te wysokie standardy region w znacznej mierze zawdzięczał Buzińskiemu. Po nim już tylko potop. Pamięć o wojewodzie Józefie Buzińskim powoli zaciera się  wśród mieszkańców Opolskiego. Dziwne są wyroki historii, która kreuje na bohaterów ludzi mizernej konstrukcji. Działających równolegle i w tamtych samych czasach co zapomniany Przewodniczący. Stawiane im są pomniki, tworzone kluby i wydaje książki gloryfikujące postać, która wytwarzała wokół siebie wiele wrzasku, biła pianę, stosując tanie populistyczne chwyty, jak np. zbieranie papierków i odpadów, jak to robił prezydent miasta Karol Musioł by przypodobać się tłumowi. Generał nie jest od tego, by obierać ziemniaki żołnierzom, żeby tamci go polubili. Skromność, uczciwość, życzliwość, pracowitość i wielki zasługi wobec mieszkańców Kraju Nadodrzańskiego przegrały z bufonadą, zadęciem i burleskową postawą byłego prezydenta miasta. Czemu się tak dzieje, nie jestem w stanie pojąć, ale wydaje się, że świadomość zbiorowa jest świadomością infantylną, naiwną. Podatną na rozmaite mity i bajki. Dlatego autentyczny bohater odchodzi w mrok zapomnienia, a bęcwał i krzykacz staje się herosem ,niczym nadęty balon, który nigdy nie pęknie.

Jan St.Trzos de Sagorza. Opole, 8 I 2013 r.

hala
Hala sportowa w Opolu. Hala mieściła do 4 tys. widzów i miała interesującą konstrukcję, którą zyskała uznanie i doroczną nagrodę ministra budownictwa. Jej pomysłodawcą był Józef Buziński, ówczesny wojewoda i wielki kibic sportowy. Co ciekawe, kiedy później został wojewodą w Olsztynie, zbudował tam identyczną halę „Urania” na podstawie opolskiej dokumentacji.( z Wikipedii)

Reklamy

Możliwość komentowania Buziński Józef Wojewoda. Jan St.Trzos de Sagorza została wyłączona

Filed under S.O.S.

Możliwość komentowania jest wyłączona.