Stalin śni mi się po nocach. Jan St.Trzos de Sagorza

Nie zmyślam. Sen taki powtarza się w moich sennych wizjach od dziesięcioleci. Beria wprowadza mnie do pomieszczenia na Kremlu, w którym ucztują najważniejsi palatyni i pretorianie Wielkiego Stalina. Tamci piją, jedzą, tańczą i ze strachem spoglądają półokiem w stronę wodza, czy ten spostrzega ich wiernopoddańcze gesty, spojrzenia, słyszy pochlebstwa i zapewnienia, jak go wszyscy kochają, uwielbiają i że jest postacią genialną, stojącą ponad wszystkimi, że jest Bogiem. Stalin dostrzegł mnie i skierował pytający wzrok w stronę Berii. Tamten groźnie warknął w moją stronę:”Mów!”. I ja, postawiony przed oblicze największego i najwspanialszego na świecie człowieka, zaczynam wodza upewniać, jak strasznie go kocham, jak bardzo jestem mu oddany, że jestem gotowy oddać za niego własne życie i poświęcić dobro własnej rodziny i najbliższych krewnych. I inne podobne do tych gorące zapewnienia. Ale wiem, że Stalin w moje gorące zapewnienia nie wierzy. Spogląda na mnie w milczeniu i świdruje na przestrzał, widząc i wiedząc że kłamię. I ja wiem, że on wie, że ja mataczę . Domyślam się , że za chwilę nie mówiąc ani słowa gestem wskaże Berii by mnie wyprowadził, co oznacza mój tragiczny koniec za progiem. Strzałem w potylicę zostanę rozwalony i będzie po mnie. Więc jeszcze goręcej zapewniam go o swojej miłości do niego i oddaniu. Ale na nic to. Beria bierze mnie za łokieć i kieruje w stronę drzwi. Ale ja jeszcze nie rezygnuję z walki o życie. W potoku moich zapewnień płyną słowa wielkiej wdzięczności i podziękowania, za to, co Stalin uczynił wspaniałego dla moich współrodaków – mieszkańców dawnych Kresów Wschodnich. Do Stalina słowa podziękowań dotarły w ostatniej chwili i gestem ręki rozkazał Berii zawrócić. „Za co mi dziękujesz?- zapytał zdziwiony i trochę rozbawiony Wódz. Złapałem oddech, wstąpiła nadzieja na ocalenie. „Chciałbym podziękować, towarzyszu Stalinie, w imieniu moich rodaków za wspaniały prezent, który od Was otrzymali”. Stalin w milczenie sięga po fajkę i paczkę papierosów Kazbek, rozłupuje papierosy i wydobyty z nich tytoń wbija krzywym palcem do cybucha. Zapala. A ja zbieram myśli. To trwa, a strach mój staje się co raz większy. „Drogi towarzyszu Stalinie, chciałbym podziękować za przewspaniały prezent jaki otrzymali Kresowiacy, których z pana woli przesiedlono na Śląsk. Oni zostali z Pana rozkazu osiedleni na wspaniałych i pięknie zagospodarowanych ziemiach, w samym środku Europy. Ta Pana polityczna decyzja uczyni z nich prawdziwych Europejczyków, dorównujących materialnie i społecznie innym grupom etnicznym i narodom Europy Zachodniej. Staną się z czasem pełnowartościowymi spadkobiercami znakomitej zachodnioeuropejskiej cywilizacji Basenu Morza Sródziemnego.
Stalin udaje, że nie słucha tego ,co mówię i milczy. Więc jego milczenie przyjmuję jako przyzwolenie do kontynuacji moich podziękowań. Więc dalej rozwijam w takim samym kolorycie moje, mające mi przynieść zbawienie fantazje i przekonanie. Mówię do niego, że osobiście jestem tak ogromnie szczęśliwy z jego prezentu i z faktu, że wreszcie mogę na nowej Ojczyźnie zapomnieć o nieszczęściach kresowych i konfliktach narodowościowych. Cieszyć się pięknymi krajobrazami, żyzną i urodzajną ziemią, przyjaźnią i życzliwością jej rdzennych mieszkańców Ślązaków. Mówię i mówię w tym stylu, pełen strachu i beznadziei, z co raz mniejszą szansą na ocalenie. Strach paraliżuje mnie. Nie mogę poruszyć żadnymi członkami mojego ciała, brakuje mi tchu. Wiem i fizycznie czuję,że jest już po mnie. Wielki żal i brak jakiegokolwiek wsparcia wstrzymują mi oddech. Zaczynam się dławić i dusić. Znikąd pomocy i ratunku. I jeszcze ta świadomość upodlenia i poniżenia przed geniuszem. Żadnego honoru i odwagi nie potrafiłem okazać przed wielkim i wspaniałym człowiekiem. Wiedziałem, ze Stalin szanuje ludzi honoru i wspaniałomyślnie umie w ostatniej chwili darować życie skazańcowi. Albo jeśli nawet nie daruje, to okazuje wielki zaszczyt i honor, jak w wypadku
Kirowa, zamordowanego z jego woli, którego podczas pogrzebu ucałował w czoło. Moje cierpienie senne jest tak realistyczne, a reakcja organizmu tak dramatyczna,że czuję to całym swoim jestestwem, że zbliża się koniec. Chcę krzyczeć i wołać o pomoc, prosić o ratunek i darowanie win. Ale mój krzyk i błagalne prośby nie mogą wydostać się z gardła. Duszą mnie. A przecież miałem jeszcze tyle dokonać, wykazać się dobrymi i szlachetnymi uczynkami. Przekonać ludzi do siebie. Że jestem człowiekiem bardzo uczciwym i mądrym jak mało który z moich sąsiadów i znajomych, więc czemu mnie taki los paskudny sięga. Odchodzę z poczuciem wielkiej krzywdy i niesprawiedliwości. I w bólu i męczarni. I wtedy nadchodzi chwila zbawienna…, budzę się oblany zimnym potem. Z wielka zbawienną ulgą i błyskiem intelektualnym: „Jednak to był sen. Makabryczny sen!” Ale świadomość, ze sen ten znowu kiedyś powróci nie lęka mnie. Lubię się bać. Ale niepokoi mnie jednak myśl jedna – co na to powiedział by mój dobry stary przyjaciel, znawca niezwykły i interpretator zmor sennych, wiedeński psychoanalityk profesor Zygmunt Freud?

Reklamy

Możliwość komentowania Stalin śni mi się po nocach. Jan St.Trzos de Sagorza została wyłączona

Filed under S.O.S.

Możliwość komentowania jest wyłączona.