MIKOŁAJCZYK SĄSIAD MÓJ (spowiedź kolekcjonera). Jan St.Trzos de Sagorza.

Posiadać w kolekcji Kossaka było i nadal jest wielkim sukcesem.Dzieła sztuki w PRL można było nabyć jedynie w firmie DESA.  W Opolu powojennym jedyna desa znajdowała się na rogu ulicy Krakowskiej i 1-go Maja. Pewnego razu kierownik desy pani Niedźwiedzka wystawiła w oknie obraz Wojciecha Kossaka „Ułan na koniu” Kręciłem się przed obrazem niczym kot koło śmietany.  Zdobyłem  jednak środki na akwarelę   i z wielką satysfakcję ułana w czapce generalskiej na koniu zawiesiłem w mieszkaniu na honorowym miejscu.

.

Pewnego razu wstąpił  do mnie sąsiad z    pierwszego piętra pan Henryk Mikołajczyk. Z premierem RP na uchodźctwie Stanisławem Mikołajczykiem mojego sąsiada nie łączyło nic, prócz nazwiska. Sąsiad  spojrzał na mojego generała na koniu i bez zastanawiania  wypalił w moją stronę:

-To ja jestem na tym koniu! To mój portret!

DSCF0692

DSCF0694

. Zamarłem na chwilę. Nie wiedziałem jak zareagować. Zaprzeczyć i wyjaśnić, że to co mówi jest niemożliwe, albo się uśmiać i sprawę zignorować.  Bałem się urazić sąsiada.

 

Starsze bezdzietne małżeństwo Mikołajczyków cieszylo się szcunkiem i poważaniem współmieszkańców przy Dambonia 135.. Nie byli osadnikami z kresów, ale przymusowymi robotnikami, wywiezionymi z Warszawy w czasie wojny na roboty do Niemiec.Pracowali u bogatego bauera koło Nysy. Po wojnie pobrali się i zamieszkali w  Opolu.

 

Wielu znajomych i sąsiadów łączyło opolskich Mikołajczyków z byłym premierem RP na uchdźstwie Stanisławem Mikołajczykiem. Po wojnie Stanisław Mikołajczyk odważył się powrócić do Warszawy, wesprzeć ludowców i objąć stanowisko wicepremiera. Jednak  w roku 1947, lękając się o własne życie potajemnie wyjechał z Polski.  Opolski Mikołajczyk ze względu na nazwisko był nachodzony i ciągany przez cywilów z UB.. Bał się  agresywnych i męczących przesłuchań. Przesłuchania trwały po kilka godzin. Dociekano, czy  jest krewnym premiera, i czy nie ukrywał go i nie pomagał w organizowaniu ucieczki. Tamte czasy i przesłuchania dawno minęły. Mikołajczyków w Warszawie i okolicach przed wojną było sporo, ale premier z tamtych okolić nie wywodził się. Działacz ruchu ludowego, przywódca antykomunistycznej opozycji Stanisław Mikołajczyk urodził się w 1901 roku w Westfalii.

Sprawa Mikołajczyka na koniu w mundurza generalskim jednak nie dawała mi spokoju . Moja Elżbieta poradziła , bym przestał się zamartwiać i zaprosił go na kielicha:

-Niech  po prostu opowie, czemu uważa, że jest to jego wizerunek.  Potraktuj jego opowieść na serio, – podsumowała radę.

Tak uczyniłem. Potwierdziła się stara literacka prawda, że w każdym z nas można doszukać się materiału na opowieść, albo inną małą formę epicką. Wątek generała na koniu zajmował mnie bardzo.. Tym bardziej, że tyczył mojego obrazka. Oto opowieść Mikołajczyka:

Tuż przed rozpoczęciem wojny zmobilizowany warszawiak Henryk Mikołajczyk trafił do III Okręgu Korpusu Piechoty na wschodnich rubieżach Polski. Dowódcą Okręgu IX Korpusu w Brześciu nad Bugiem w latach 1936-1939 był generał Franciszek Kleeberg. Dowódcą zaś 5.pułku strzelców konnych Podolskiej Brygady Kawalerii w latach 1930-1939 był brat generała  Franciszka, też generał – Juliusz Kleeberg. Mikołajczyk został  ordynansem jednego z nich.  W tamtej rozmowie z sąsiadem nie ustaliłem o którym generale rozmawiamy. Obydwaj generałowie przecież służyli na kresach. Ja jednak nie mialem wtedy wiedzy o dwóch generałach Kleebergach i nie mogłem wówczas ustalić u ktorego z nich służył Henryk Mikołajczyk. Jego obowiązki, jak zrozumiałem, były: wynieść, przynieść, pozamiatać. Chodziło jednak o generała na koniu. Kiedy odbywały się ćwiczenia wojskowe, albo symulacje wojenne, generał siadał na konia i z daleka obserwował ćwiczenia wojenne swoich oficerów i żołnierzy. Jego postać w generalskim mundurze dyscyplinowała uczestników ćwiczeń i wymuszała na żołnierzach maksymalnego wysiłku. Kiedy jednak jeździec w mundurze generalskim znikał z pola widzenia,  dyscyplina luzowała się , a działania wojenne były pozorowane, markowane.  Generał Kleeberg wiedział o tym. Jednak nie mógł nieustająco stać nad żołnierzami i nadzorować ćwiczenia. Tu, w tym miejscu, pojawia sie postać naszego Henryka Mikołajczyka. Henryk wzrostem i sylwetką podobny był do generała. To podobieństwo przyczyniło się do pewnego pomysłu, na jaki wpadł nasz generał. Kazał ordynansowi nałożyć mundur generalski, pooglądał go na wszystkie strony, posadził na generalskiego konia i wysłał w teren. Zadaniem ordynansa było krążyć w określonej odległości od terenu wojskowych ćwiczeń i udawać prawdziwego generała, który nadzoruje działania wojenne. Mistyfikacja udała się nadzwyczajnie. Trwało to dość długo. Sprawiało naszemu ordynansowi wielką radość i satysfakcję. Pamięć o tamtych ćwiczeniach utrwaliła się Mikołajczykowi na całe życie. Nikomu z krewnych i znajomych nie opowiadał o swoich z generałem przygodach. Teraz, kiedy zobaczył moją akwarelę, odruchowo zareagował i postanowił  podzielić ze mną długo ukrywaną swoją tajemnicą. Stąd jego reakcja na mojego generała na koniu na akwareli Jerzego Kossaka.

– Tak wtedy wyglądałem! Byłem przez prawie dwa tygodnie generałem na niby i nikt z oficerów i żołnierzy o tym się nie dowiedział.- potwierdził dumnie i z satysfakcją mój sąsiad.

Byłem tą opowieścią poruszony. Nie oskarżałem go o zmyślanie. Poznałem odrobinę prawdziwej historii w wydaniu komediowym. Nosiłem się z tym tematem przez długie dziesięciolecia. Może by tę historię utrwalić , opisać? Miałem już   wiedzę o obrazku Kossaka , jednak nie usiłowałem wytłumaczyć Mikołajczykowi, że to nie on jest utrwalony na akwareli i że nawet sportretowany na akwareli  ułan nie jest generałem Kleebergiem. Jerzy Kossak w roku 1949 sportretował na akwareli innego generała – błękitnego Józefa Hallera, dowódcę 2 Brygady Legionów Polskich i utworzonego na Ukrainie 2 Korpusu Polskiego. Postać na obrazku można porównać ze zdjęciami generała Hallera. Obydwaj, albo wszyscy trzej generałowie Franciszek Kleeberg, Juliusz Kleberg i Józef Haller byli z pochodzenia Niemcami. Służyli w czasie I Wojny Światowej w wojsku austriackim. W trudnych czasach organizowania Republiki Polskiej opowiedzieli się po stronie polskiej i wnieśli ogromny wysiłek, wiedzę wojskową i poświęcenie w budowaniu nowopowstającego Państwa Polskiego.

Mikołajczykowie z Opola, sąsiedzi moi, trwali w spokoju i pomyślności powojennej w wygodnym M2 na Damboniowie. Pani Mikołajczykowa przez rok opiekowała się naszym Bartkiem. Kiedy opuszczaliśmy Damboniowo, przeprowadzając się na Wrocławską, do drzwi zapukała pani Mikołajczykowa.

– Panie Janie, pan zbiera starocie, no nie? Chciałabym panu podarować na pamiątkę od nas starą filiżankę, którą dostałam od mojej gospodyni spod Nysy. Przyjmie pan?- zapytała niepewnie.

Wiedziałem, co trzyma w ręku. Ręcznie zdobiona sygnowana pamiątkowa filiżanka firmy Tiefenfurt z orłem piastowskim na denku , z kolorowym rysunkiem dziewczynki i napisem „Der lieben Tochter”. Spodeczek z napisem „St.Annaberg” był z innego kompletu. Zachowałem te pamiątki.

DSCF0698

Odjechaliśmy z Damboniowa. Kontakty sie urwały. Sąsiadka Mikołajczyków, pani Błachowa, kiedyś przy przypadkowym spotkaniu powiadomila mnie, że pani Mikołajczykowa została pochowana. Miała problemy z krążeniem i pewnego razu, kiedy mąż był na działce, zasłabła. Starczyło jej sił, by wałkiem do ciasta zastukać w ścianę, za którą mieszkała pani Błachowa. Wezwano pogotowie i zabrano pani Mikołajczykową do szpitala. Kiedy Mikołajczyk powrócił z działki, powiadomiono go  o zgonie żony. Bardzo rozpaczał.

– Ja bym ją uratował, gdybym był przy niej,- powiedział rozżalony,- tylko ja wiem ,jak ją w takich wypadkach trzeba było ratować,- i rozpłakał się.I ja cichaczem uroniłem łez kilka.

Ordynans generała Kleeberga został sam w mieszkaniu. Odszedł , dołączył do małżonki po kilku latach. Mikołajczykowie żyją , póki pamięć o nich trwa.Pamiętam o nich. Może moja opowiastka o  wojskowej przygodzie Mikołajczyka, o jego udawaniu generała tę pamięć  wydłuży, utrwali ?!

Jan St.Trzos de Sagorza

 

Reklamy

Możliwość komentowania MIKOŁAJCZYK SĄSIAD MÓJ (spowiedź kolekcjonera). Jan St.Trzos de Sagorza. została wyłączona

Filed under S.O.S.

Możliwość komentowania jest wyłączona.