Kossakowie

Poszukujemy zainteresowanych scenariuszem serialu o rodzie Kossaków. Jednocześnie informujemy, ze tekst  jest chroniony prawem autorskim.

Jan  St . Trzos  de  Sagorza

Scenariusz

wieloseryjnego  filmu  telewizyjnego

S A G A   R O D Z I N Y   K O S S A K Ó W

Autoportrety: po lewej: Juliusz Kossak, po prawej: Wojciech Kossak ( źródło)

Część I

Rok 1848, Siączyce k/Kalisza, dworek szlachecki

Osoby:

  1. 1. Aniela  Gałczyńska  – żona zesłańca Wojciecha Gałczyńskiego , lat 48 , matka

sześciu córek.

  1. 2. Melania  – babcia córek  , żwawa  staruszka łatwego usposobienia. Stawia pasjanse

i  kabały, oczekuje na mariaże wnuczek, doradza kucharce  Niemce

Fran Szneider (Sznajdzina) .

  1. 3. Apolonia  Koszutska  – familiantka Gałczyńskich ,starsza znacznie od p.Anieli.
  1. 4. Niemojewski – sąsiad .
  1. 5. Zosia (Sophi) –  córka (druga) Gałczyńskich, 14-15 lat, przyszła żona malarza

Juliusza  Kossaka .

  1. 6. Pan  Wyganowski – sasiad  , opiekun Siąszyc.
  1. 7. Róża  – najstarsza córka Gałczyńskich .
  1. 8. Cecylia –
  2. 9. Aniela –

10. Jadwiga –

11. Józefa –     córki    Gałczyńskich.

12. Isprawnik – urzędnik  carski .

13. Sadownik  Dawidek – Żyd  arendaż (rokrocznie brał w arendę sad Gałczyńskich)

14. Ogrodnik

15. Frau  Schneider (Sznajdzina) – gospodyni domu, kucharka , od ślubu Gałczyńskich

(17 lat). Niemka . Uczciwa , pracowita,oddana.

16.Pokojowa  Marcysia.

16. Bona  Klara.

17. Rataje , stróż , karbowy , gorzelniany , pastuch , ekonom Odkiewicz.

-2-

Scena I

Rok 1848

Dworek szlachecki   Siąszyce k/Kalisza . Czworaki , sad. Gospodarzy żona zesłańca Wojciecha Gałczyńskiego. Nie radzi sobie.Ni to żona ni wdowa. Żadnej wiadomości od zesłanego na Sybir za działalność  powstańczą.

Widok z góry. Zbliżenie na podwórko ., ganek , sad . Bawią się córki  p.Gałczyńskich . W sadzie

Żyd Dawidek  arenduje sad / facet nieśmiały/ , rozmawia z odrodnikiem. Kłócą się ;

Żyd – moja dola nieszczęsna .Po co było brać ten sad ? Z przyjazni zrobiłem to, by pani  dziedziczce

dogodzić.

Ogrodnik – Co Ty mówisz ? Czerpiesz z tego sadu korzyści same!

Żyd – Ant maine mues? Jakie korzyści ? Same stare drzewa , na straty wychodzi.

Nadchodzi dziedziczka, Aniela Gałczyńska , przyszła teściowa Juliusz Kossaka(szupła drobna,jasne włosy,w ciemnej długiej sukni) lat 40-50 .Kiedys musiała byc śliczna.  Przysłuchuje sie rozmowie.

Ogrodnik  (w stronę Anieli G.) –  zarobił kupę pieniędzy  ale ciągle narzeka!

Żyd – Nic nie zarobiłem .Dołożyłem ze swego. Może by pani dziedziczka dołożyła co ?

Ogrodnik – niech mu Pani nie wierzy. Cygan jucha!

Żyd – Dołożyłem ze swego.Bardzo dużo dołożyłem . Może by jaśnie dziedziczka dołożyla

choć korczyk pszenicy ……..

Ogrodnik – Ty złodzieju! Tyle pieniedzy  w tym roku nabrałeś za jabłka.

Wstydziłbyś się okłamywać Panią !

Aniela Gałczyńska odchodzi w strone domu, łagodna i lękliwa.

Scena II

Podwórko od strony  ganku. Chudy pies na uwięzi . Bawią się córki.Róża, Zosia  (przyszła

żona Juliusza Kossaka) , Cecylia , Aniela, Jadwiga i Józefa. Na dróżce przed gankiem, przed

Anielą spada z drzewa  but dziewczęcy. Aniela podnosi go, spogląda na drzewo

i z przerażeniem postrzega , że na drzewie wysoko siedzi jej starsza córka Zosia.

Aniela  – Sophie ! ( jękneła)- Sophie! Co Ty wyrabiasz ?

Zosia  – Już schodzę  mamusiu !

Zeskakuje z drzewa sprężyście. Wysoka , szczupła.

Aniela – co Ty wyrabiasz córuniu? Zabijesz się kiedy!

Zosia – Niech się mama nie boi.

Aniela – Co by panna Apolonia powiedziała ?

Zosia –  Spazmów by dostała, ale się nie dowie .Nie powiesz przecież jej. Ona teraz Cesię

męczy. Ja juz jestem po lekcjach.

Scena  III

Droga polna prowadząca do majątku Gałczyńskich , Siąszyce. Jedzie  Isprawnik  carski

w mundurze.Rozgląda się po okolicy.Zdejmuje czapkę i chusteczką wyciera  wilgoć

z wnętrza. Zagaduje wożnicę.

–        3 –

Isprawnik – Ładna okolica! A ludzie dobrze tu żyją?

Wożnica – Jak komu. Biedy tu nie brakuje.

Isprawnik – A Gałczyńskim dobrze sie powodzi ?

Wożnica – Owszem , pan Gałczyński , zanim go zesłano na Sybir , był  gospodarzem majętnym .

Teraz    gospodarstwo podupada.

Isprawnik – Nie radzi sobie pani Gałczyńska ?

Woznica – Pewnie że nie.Żona zesłańca ! Ni to wdowa , ni to zamężna. Od  lat nie ma od męża  żadnej

wiadomości. Nie wiadomo czy żyje.  Tyle lat minęło.

Powóz podjeżdża pod dom Gałczyńskich. Zosia wbiega do pokoju z kobietami i krzyczy.

Zosia – Mamo , mamo, jakiś urzędnik do ciebie przyjechał. Idzie tu.

Aniela – Przypilnuj psy! Przepraszam was ( do kobiet w pokoju) ,Wychodzi na ganek.

Isprawnik wycierając chusteczką twarz i kark , uskarża się na upał. Wita się serdecznie

całując  ręce.

Aniela – Co pana tu do nas sprowadza? Taki szmat drogi! Jakie wieści  pan przywozi ?

Isprawnik – Niech się pani nie lęka. Dobre wieści.

Aniela – Mój Boże! Żyje mój mąż ? Czy o niego chodzi ? Proszę niech pan wejdzie. Proszę do gabinetu

męża.

Po drodze do gabinetu męża wydaje służącej polecenie podać poczęstunek.

Isprawnik – Po to taki szmat drogi odbyłem, by łąskawą panią  poinformować że panujący nam łaskawie ,

car Mikołaj I , przygotowuje amnestię dla politycznych zesłańców.

Aniela – Bogu dzięki , Bogu dzięki……. (szuka oparcia krzesła – Isprawnik pomaga usiąść)

– A mąż  ,czy ma pan od niego wieści ? Czy żyje ?

Isprawnik  – Czy żyje , tego nie wiem. Jeśli zdrów  i cały to jest nadzieja , że powróci.

– Chyba mi tu pani nie zemdleje?

Wchodzi Marcysia z poczęstunkiem ( karafka z wódką na talerzyku, kiszone ogórki

wędliny).

Scena IV

Pokój gościnny Gałczyńskich. W nim trzy kobiety ; Ciotka Melania , Apolonia Koszutska,

Bona  Klara.

Apolonia (zastępując drogę pokojówce Marcysi)  – Co się dzieje , mów! Czy wieści są złe?.

Melania – Gdzie  lecisz ? Pomóc Ci w czymś?

Bona – Złe wieści. Czuję to. Musiało się coś stać. Po cóż by taki ważny urzędnik odbył taki

szmat drogi ?

Apolonia (do służącej ze szklanką wody) – Czy możemy tam wejść?

Służąca  – Nic nie wiem. Zostańcie tu. Nie wchodżcie ( znika za drzwiami).

Zdenerwowane kobiety zostają same w wielkim salonie.

Apolonia – Tyle lat bez wieści , bez żadnej wiadomości  o mężu – zesłańcu.

Malania – Być  żoną zesłańca to dola gorsza od wdowieństwa.

Bona – modląc się nie wiedzieć  , czy słać do Boga pacierze za żywego czy za umarłego.

Apolonia – Teraz się chyba wyjaśni  , czy Aniela żle postąpiła nie szukając nowego

opiekuna do dzieci…

Bona –  …i  nie rozpoczęła życia na nowo.

–        4  –

Melania – … a wszyscy ją namawiali , by zdjęła czarne szaty i pomyślała o nowym

małżeństwie.

Apolonia – Łatwiej być wdową niż czekać dozgonnie na tego , co nigdy nie wróci…..

Melania – Wojciech żyje . Czuję to . I o tym za chwilę się dowiemy.

Apolonia – Też tak myślę! Gdyby zmarł na Syberii, przysłaliby zawiadomienie urzędowe,

a tu……..

Melania – ważny urzędnik osobiście się zjawia……

Otwieraja się drzwi  gabinetu, wychodzi Marcysia. Kobiety w napięciu oczekują pojawienia się Anieli. W drzwiach  Isprawnik wkłada pieniadze do portfela i usiłuje przepuścić p.Gałczyńską przodem. Wychodzi jednak puierwszy. Kłania się paniom , wychodzi na ganek. Wsiada do powozu, odjeżdża.

Wchodzi do salonu Aniela Gałczyńska  ,zmeczona, blada.

Nie poznać po niej jakie są wieści. Milczy. Kobiety oczekuja wyjaśnień.

Wreszcie  Apolonia rozkazuje ; – Mów !

Scena IV

Salon w majątku Gałczyńskich . Meble biedermaierowskie. Na ścianach sztychy z Napoleonem, kolorowe litografie . Nad kanapą portret Anieli Gałczyńskiej dobrego pędzla.   W salonie ciotka Melania. Apolonia Koszutska w pokoju obok uczy starsze dzieci języka i literatury francuskiej.

W salonie katem ogrodnik , Aniela , bona Klara sąsiad Niemojewski.

Ciotka Melania stawia pasjansa.

Niemojewski  podchodzi do Melanii i zagląda przez jej ramię , zagaduje:

Niemojewski – Co to dzisiaj  pani starsza stawia kabałę , czy pasjansa ?

Melania – Kabałę mości panie stawiamy we wtorki i piątki , a dzisiaj niedziela.

Niemojewski – Jaki zamysł towarzyszy zabawie , konkretny jakiś ?

Melania – Czy Wojciech powróci z zesłania przed zimą.

Kara – Isprawnik dawno temu ,poinformował dziedziczkę  o możliwości powrotu zesłańca.

Ale nie wie  czy Gałczyński jeszcze  żyje.

Ogrodnik – Tyle się mówiło o amnestii dla zesłańców .

Aniela – pytałam się go , od czego zwolnienie męża  zależałoby.

Niemojewski – To ważne ! Buntownicy , hardzi nieposłuszni z amnestii nie skorzystają.

Tak mówią ci, co też maja krewnych na Sybirze.

Aniela  – Zwolnienie „pomieszczyka „ zależy od jego zachowania. Tak mi to wytłumaczył.

Melania – Tyle juz czasu minęło od wizyty isprawnika, a  Woś  nie powrócił , oczekiwanie  w

gorączce nadaremne.

Niemojewski – Ale pasjans sie udał ! Dobra to wróżba !

Aniela  – Fran Schnaider , proszę podać kawę i ciasto.

Apolonia w sąsiednim pokoju z dziećmi.

Apolonia  – Rozalio, dla ciebie „Śpiewy historyczne”  Niemcewicza.

O własnych przemyśleniach opowiesz za tydzień.

Rozalia – Dziekuję , proszę pani.

Apolonia – Tobie Cesiu , troche historii Polski wegług ksieżnej Czartoryskiej „Pielgrzymi

w Dobromilu”.

Cesia – Pani obiecała mi „Hrabiego Monte Christo”.

Apolonia – Hrabiego dostanie Zosia (Zosia manifestacyjnie  jęknęła , Cesia posmutniała)

–       Cecile! Wyrzuć tego psa!

-5 –

Cecile – On będzie okropnie wył.

Zosia – Daj go mamie . Wezmie go na kolana, ty sie uspokój .

(Dzieci szykują się do opuszczenia sali ćwiczeń ).

Apolonia – Spokojnie ! To nie koniec zajęć . Będziemy teraz ćwiczyć  entree.

Córki wchodzą do salonu. W salonie biesiadnicy  oczekują  na przedstawienie.

Wchodząc do salonu , Cesia na ucho starszej siostrze  Rozalii;

Cesia – Ach ta pani Apolonia! Umyślnie dała nam te śpiewy , żeby nie czytać „Hrabiego Monte

Christo”.

Niemojewski – ( przyglądając się wchodzącym dziewczętom do salonu – do ogrodnika)

–                  Według Francuzów matka jedynaczki jest dumna, matka dwóch córek- uprzejma ,matka

trzech córek – niespokojna , matka czterech córek tamuje ruch na ulicach, matka pięciu córek

jest zdolna do zbrodni.

Klara – Czy wy tam spiskujecie? Tyle córek , to majątek.

Aniela – A ja mam ich sześć  .,więcej niz kalamburzyści  francuscy przewidzieli.

Niemojewski  – Pani casus jest bez rejestru.

Apolonia – Taka jest rola kobiety- wychowywać. Miec dzieci i je wychowywać .

Ogrodnik – A ojcowie żywią i wychowują.

Apolonia – W Polsce szlachcic długo nie pożyje. Dobrze jak zostawi po sobie pamięć  mężnego

patrioty.

Podano kawę i ciasto.Apolonia ustawia dziewczyny w karnym szeregu. Do Zosi;

Apolonia – Pamietaj ! Entree , to sprawa poważna. Masz zachować się jak łabędż, głowa wzniesiona,

oczy opuszczone. Potem dygi przed starszą osobą w zależności od hierarchii. Po dygach

tekst francuski. Niczego nie zapomniałaś ?

Zosia –  (szczypie końce uszu, klepie się po policzkach) – Wiem , wiem tekstu nie zapomniałam, proszę

się nie obawiać.

Apolonia – Przed wejściem szepnij wyrażnie „pom” i zatrzymaj wargi w tej pozycji.

Apolonia do dziewczyn – I pamiętajcie „sorti” wymaga opuszczenia sali tym samym skromnym krokiem,

pelnym godności.

Następuje deklamacja.

Ciotka Melania do Klary – Przy entree zamiast „pom” można powiedziec „ciup”. Na jedno wychodzi.

Klara – Pani hrabina de La Tour Boussac , zalecała mówić „pom „ .

Melania – Bo nie znała polskiego. Przecież mówi się często „buzia w ciup”.

Klara – Dziewczynki wolą „ pom”.

Melania – Wiem, kochana , wiem.Ja tak tylko sobie powiadam.Bardzo ładnie wypadło entree.

Szczególnie Sophie…

Klara – Dostojnie się porusza.

Melania – Ach Sophie ! Piekna kobieta, bardziej niż inne potrzebuje dobrego wychowania, opieki ,

przestrogi.

Aniela – Kiedy ona ciągle się buntuje.

Zebrani biją brawa. Dziewczynki wykonują „sortie”.

Scena V

Koniec listopada 1848 r. Polatuje snieżek.We dworze przy pracy:

Karbowy , gorzelniany ,pastuch , rataje. Rozmawiają, chodzą, podnoszą coś…

– 6 –

Karbowy do ludzi  – Porządek w mig mi tu zrobic.Psy nakarmic. Sułtan jakis niespokojny.

Jagulka uwiazać…..

Rataj I – Czy gościa sie spodziewamy ?

Rataj II – Mówią że ma się odbyć inspekcja gospodarstwa.

Karbowy – Inspekcji nie będzie . Pan Wyganowski  wizytę pani dziedziczce złoży.

Pokój gościnny.

Marcysia do Szmajdziny – Pani Aniela żle się czuje. Zamiast porannej kawy  prosi  by Pani zaparzyła

chińskich ziółek.

Kucharka  Szmajdzina – Jawol, ale ten ziółek u pani dziedziczka w komoda.

Wchodzi Aniela . W salonie oprócz Fran Schnaider i Marcysi , ciotka Melania pije kawę.

Aniela – Niech  Szmadzina wejdzie do sypialni , przyniesie zioła .

Melania – Te zioła chińskie  nazywaja teraz po polsku – herbata.

Aniela – Wszyscy ją zachwalają . Po francusku mówią na nie the.

Melania – Po niemiecka tee, a po rosyjsku czaj. Nie radzę Ci jednak pić the.

Aniela – Wszyscy teraz pija herbate . Czemu miałabym nie pić ?

Melania – To silny srodek , może zaszkodzić. Panna Apolonia miała po niej zawroty głowy,

dreszcze  i pieczenie w dołku.

Marcysia – Sok malinowy zdrowy.

Wchodzi Apolonia . Zwraca się do Marcysi.

Apolonia – Zawołaj panny na lekcje do klasy.

Aniela (wstaje z wysiłkiem) –Pójdę się położyć.Niech Szmajdzina przyniesie mi the do sypialni.

Wbiegają Zosia z Rozalką .Apolonia do Zosi.

Apolonia –  Zosiu , zbierz panny i do pokoju.

Zosia – Kiedy najpierw muszę  Jagulka złąpać, bo jak pan Wyganowski przyjdzie, to może go pogryść.

Apolonia – Rób co ci każę. Rozalka chodż ze mną. ( wychodzą).

Melania – Patrz , coś narobiłą.

Zosia – Proszę babci, przecież ja nic nie powiedziałam.

Melania – Obraziłaś ją!

Na podwórko wjeżdża jeżdzieć na koniu. Stajenny  podbiega , łapie za uzdę  konia.

Na ganku słychac tupanie nóg. Wchodzi Wyganowski.

Melania – Czekamy na pana niecierpliwie.Proszę się rozpłaszczyć.Czego się pan napije, kawy czy

herbaty ?

Marcysia – Fran Schneider zaparzyła świeżej herbaty. Pani dziedziczka włąśnie ją pije.

Wyganowski – To chiński czaj czy zioła polskie? Chiński? No to proszę o tę chińska herbatę.

Wszyscy teraz  za nią przepadają.

Wchodzi  Aniela za nia Apolonia.Witają się bez całowania rąk.

Aniela – dawno już pana u nas nie było. Zapomniał pan o nas?

Apolonia – Tyle się na świecie dzieje, a my tu odcięci jesteśmy od wydarzeń tych naszych i tych

światowych. Mów pan co słychać .

Wyganowski (zwracając się do Anieli Gałczyńskiej) . – Nie myśl pani ,że zapomniałem o jej prośbie. Skądże!  Siadają w salonie przy stole. Frau  podaje herbatę i ciasto.

– 7 –

Wyganowski – Herbaty się napiję, dobrze jest napić się gorącego , bo mróz na dworze.

Aniela – Ciasta proszę spróbować .

Wyganowski – Koniecznie . Ciasta Frau Schneider znane są w całej okolicy.

Melania – To prawda . Sąsiedzi dopominają się o  recepty, ale Frau kryje swe sekrety.

Wyganowski – Przede mną nie musi. Sam nie piekę , ale gdybym miał żonę , pewnie sekret ten

próbowałbym poznać .

Aniela – (wskazując na Melanię)  – Klara poznała tę tajemnicę . Razem odbywają narady kulinarne.

Melania (do Klary)  – Poproś kochana , by tu Józef przyszedł. Niech przesunie parawan. Od drzwi

ciągnie ze dworu. No więc mów pan co sie na tym świecie dzieje, bo u nas też

niespokojnie.

Wyganowski – Najwięcej dzieje się w Paryżu i Wiedniu. We Francji kolejny raz obalono monarchię                   ogłoszono republikę.

Apolonia – Bardziej nas niepokoi to , co dzieje sie po sąsiedzku w Berlinie.

Aniela – Powstanie w Berlinie  dotarło juz do pruskiej części Polski.

Wyganowski – To  akurat nie jest zła wiadomość. Rodacy w poznańskiem  wywalczają rządy

autonomiczne.

Apolonia – Francuzi zdetronizowali Ludwika Filipa , a przeciez drugeigo Napoleona nie mają.

Wyganowski – Mają , to wnuk Napoleona. (Dostrzega stojącą  nieopodal Różę  i  Zosię)

– Ależ te pani dziewczynki to już panny na wydaniu ( do Anieli)

– (do panien ) –Interesujecie się polityką ?

Róża – Polityką nie.

Zosia – Paryżem tak.

Wyganowski – Pozwolą im panie usiąść do stołu z dorosłymi ?

Zosia – Mamusiu, czy możemy ?     ( siadają )

Wyganowski – Paryż , to najpiękniejsze miasto świata . Byłem tam !

Dziewczyny – I my tam będziemy.

Wyganowski – Wierzę w to gorąco, ale póki co musicie zaczekac , aż się skończy ta „wiosna

ludów”.

Róża – A czy ona jest grożna ?

Apolonia – Dziecko drogie , przeciez tam strzelaja na ulicach.

Wyganowski – To prawda, musicie zaczekac , tam niespokojny czas.

Aniela – W Rosji za to jest spokojnie.

Wyganowski – I to jest ta niedobra wiadomość.

Melania  – Chodzi o naszego Wojciecha ?

Zapada cisza, Wyganowski milczy, częstuja się ciastem, popijaja herbatę.

Wszyscy wyczekująco patrzą na  Wyganowskiego.

Wyganowski – Ruchy rewolucyjne  wystraszyły cara. Rozmawiałem niedawno w Poznaniu

z Ludwikiem Mierosławskim.

Aniela – Pytał pan o los polskich zesłańców.

Wyganowski – Tak.On jest zdania , że te wszystkie gorace wydarzenia w Europie stawia  ich             sytuację  w beznadziejnym położeniu.

Aniela – O tym ,że wstrzymano amnestie , słyszelismy.

Wyganowski – I to jest ta smutna wiadomość , którą miałem wam dzisiaj przekazać.

Róża – Tatko nie wróci ?

Zosia – Isprawnik obiecywał mamie ………

Wyganowski – Niestety , korespondencja od zesłańców  nie dociera.Wszelkie petycje do rządu  i prosby  o ułaskawienie pozostaja bez  odpowiedzi.

– 8 –

Melania – Gdybysmy chociaż wiedzieli , czy Wojciech żyje.

Wyganowski – Nie mam takiej wiedzy.

Zapadła cisza. Aniela chusteczką wyciera łzy.

Wyganowski – Sytuacja ziemian sie u nas pogarsza. Następują nowe aresztowania i zsyłki.

Aniela – Zmarli teraz sa szczęśliwsi  niż żywi.

Wyganowski pożegnał się , wyszedł na ganek . Stajenny podprowadził mu konia.

Wsiadł i ruszył w strone drogi.

Apolonia , po głębokiej ciszy, która zapadła zwróciła się do Zosi , Róży i Cesi.

– No dziewczyny do roboty!

Dziewczyny – Oj , ciociu , po tym wszystkim , co tu usłyszałyśmy…………

Apolonia – Tak , właśnie teraz . Trzeba się uczyć , aby to wszystko zrozumieć.

Dyktando czeka ! ( dziewczyny pokornie idą do pokoju nauki).

Zosia wymyka się na dziedziniec folwarczny. Wyjeżdżający  z dziedzińca Wyganowski spotyka w bramie nietypowy wózek, zaprzężony w dwie nędzne szkapiny. Dziwaczny zaprzęg dosiada dziwacznie odziany wożnica.  Przy wożnicy odziany w stary sołdacki zniszczony szynel, siedzi brodaty wymizerowany Mężczyzna. Mijają się z Wyganowskim przy ogrodowej furtce. Nieznajomy ukłonił się.  Wyganowski zdjął kapelusz, zdziwiony dziwną charyzmatyczną postacią.

Podreptał koniem w miejscu i ruszył w swoja drogę.     Nieznajomy zsiadł ciężko z powozu , skierował się ku domowi. Zosia stała obok furtki i patrzyła z           rosnącym  zdziwieniem i niepokojem na przybysza. Nie był to nikt ze znajomych jej dostawców , kupców  czy gospodarzących obok sąsiadów.  Rozejrzała się dokoła i zobaczyła ,że nie ona jedna patrzy zdziwiona.Rataje , karbowy , stróż,gorzelniany, pastuch stali gdzie komu popadło nieruchomo wpatrzeni w niznajomego . takim wzrokiem , jakby spoglądali na wstajacego z grobu.  Psy na uwięzi zaczęły ujadać  tarmosząc łańcuchy. Jagulek wczepił się zębami w poły szynela.

Nagle najstarszy schorowany pies Sułtan , zrywa łańcuch  i pedzi potykając się starymi nogami    na     grudach , ku nieznajomemu.

Odkiewicz (ekonom) – Chyba się wściekł ! Trzeba go powtrzymać !

Pies skacze na pierś brodacza. Wącha go , liże, sapie  z wysiłku i emocji , piszczy, łasi się. .

Obcy  – (szepce) – Sułtan , druhu wierny , poznałeś pana ?

Stróż – Rany boskie ! Toż to nasz dziedzic !

Ogrodnik – Pan wrócił ! Nasz dziedzic  wrócił !

Ekonom – Kto to powiedział , że to pan ?

Stróż – Pies poznał . Zwierze nie kłamie !

Inni – Zwierzę nie kłamie ……… nie myli się ………….

Nieznajomy , powoli , zataczając się  i  mamrocząc coś do siebie  idzie w stronę Zosi.

Odkiewicz – Panno Zosiu , to pani ojciec! To dziedzic,  Wojciech Gałczyński !

Osłupiała Zosia rozgląda się dookoła , nie wie co począć. Rozszerzonymi oczyma patrzy na zbliżającego się człowieka, kiedy był juz blisko niej , zawróciła nagle na pięcie i pobiegła do domu.

Odkiewicz (do zebranych)  – Na co się gapicie ? Pan wrócił ! Nasz dziedzic wrócił !Hań  idzie do dworu.

Zosia  wpada do salonu  , zdyszana z krzykiem;

Zosia – Mamusiu ! Babciu ! Tatuś wrócił !  Fran Schnaider ! Tatuś wrócił ! ( Do pokoju Apolonii)

– 9 –

Róziu ! Cesiu ! Tatuś wrócił ! Mademoiselle ! ! Tatuś wrócił !

Ja pierwsza zobaczyłam !

Pani Aniela mdleje. Melania woła o krople dla niej i dla siebie. Sześć córek  wokół

matki i babci gadają bezskładnie. Szmajdzina  pierwsza oprzytomniała.

Szmajdzina – Herr Je ! Herr Je ! , Chodżmy po pan! Musi być głodna !

Wszyscy rzucają się do drzwi. Wychodzą na ganek, wokół którego zbiera się służba.

Po środku , samotnie , stoi Gałczyński. Pies Jagulek, ujada jak oszalały.

Sułtan nie daje odebrać sobie pierwszeństwa.

Rodzina tłocznie wychodzi na ganek.W oddali widać powracającego na koniu pana

Wyganowskiego. Nastepuje martwa cisza. Wszyscy zamilkli. Gosposia narzuca szal na

plecy Anieli , która powoli schodzi z ganku  w stronę Gałczyńskiego. Szal opada z jej

ramion. Klara go podnosi. Usiłuje nim pokryć znowu plecy żony Gałczyńskiego.

Aniela  zatrzymuje sie przed mężem , kilka kroków przed nim .

Wszyscy wstrzymali oddech..

Aniela – (wstrzymując płacz) – Wszelki duch pana Boga chwali !

Gałaczyński z trudem powstrzymuje się od płaczu. Powolnym, ruchem zdejmuje czapkę.

Drga mu grdyka .

Stłumionym głosem odpowiada.

Gałczyński –  I ja go chwalę.!

Kamera oddala się  do góry , obejmuje  widok całego dworu i zebranych przed gankiem

ludzi.  Muzyka wytwarza  nastrój  rzewny,  tkliwy.

Scena VI

Przyjęcie w majątku   Gałczyńskich .

Na wiadomość o powrocie Gałczyńskiego  zjechali ; Bronikowscy z Żychlina , Kurnatowscy i Wyganowscy z Warsiówki , Wyganowscyze Zbylszyc , Działyńscy ,   Urungowie, Bielińscy  i inni.Stoły zastawione pólmiskami ze smakowitymi daniami. Fran Schnaider dostawia nowe.

Szmajdzina do Józefa:

Szmajdzina – Pozdejmuj talerze i rozstaw drugie.

– Te są czyste.

– Tamte sprzątnij.

Wszyscy weselą się , gadają , piją.

Bieliński – Szelmy , dziki zrobiły mi takie szkody.

Unrug do Wyganowskiego – Zaraz zacznie swoja opowieść o swoim dublecie sprzed  dwudziestu

laty.

Wyganowski – Kto by  w okolicy nie słyszał o tym jak jednym strzałem położył  lisa i dzika.

Gałczyński odwraca się od Bielińskiego – nie chce słuchać.

Gałczyński – Zmiany czas czynić. Zmiany , reformy………

Urung z Sulmowa – Jakie zmiany ? Chłopstwo czuje się dobrze. Nie potrzebuje zmian.

– 10 –

Pamietacie manifest połaniecki ?

Kurnatowski – Szłachta go nie przyjęła !

Pułaski – I przez  tę szlachtę insurekcja wzięła w łeb.

Urung – Łatwo Kościuszce było napisać  „Chłopi są wolni” , ale nie powiedział jak to zrobić ,

przeprowadzić ……..

Potworowski z Krągoli –Łatwo powiedzieć – rozdać ziemię chłopom . A gdzie kapitał ?

Gdzie narzędzia   do obróbki, gdzie inwentarz?

Urung – Szlachta z torbami pójdzie, a chłopi będą z głodu ziemię gryźć.

Wyganowski ucisza zebranych i prosi by Gałczyński  zabrał głos.

Gałczyński – Zwolniony na podstawie amnestii….   Słyszeliście o niej , ale to było półtrzecie roku temu

–                             od tego czasu wędrowałem ku Wam.

Zebrani – Wędrowałeś ? Tyle czasu  ? Jak ? Końmi ? Podwoda czy pocztą ?

Gałczyński – Piechota o żebraczym chlebie. Zima ciężko, okrutnie ciężko.

Z początku szło nas kilku., pod koniec ja sam. Tamci odpadli po drodzę.

Niewielu zwolnionych ruszyło w drogę…..

Wyganowski – Jak to ? Nieśpieszno im było ?

Gałczyński – Bogać tam nieśpieszno . Powiedzieli ; „Wot i amnestiadla nas miatieżniki ….Ubirajtieś

K’ czortu”. Wielu naszych , szczególnie słabszych , czy starszych , bało się tej drogi.

Szlachcie należałyby się kibitki , ale nie było . Kilku rezolutów wolało zginąc po drodze.

albo dobrowolnie zostać . Nie zostaniemy. Tak szliśmy . Smierć była tuż.

Najgorzej , gdym został sam……………..

Zamilkł , cisza zapadła całkowita , spojrzał na zebranych , którzy w napięciu oczekiwali dalszych opowieści………

– Mów dalej –  prosiłi zebrani.

Gałczyński – Przeszliśmy Ural .Stało mi sie lżej  i  chrześcijan napotykałem. Tamte Azjaty  ni dobre ni

złe, nieludzkie jakieś. A Rosjanie – to chrześcijanie, dobry , bardzo dobry naród.  Biedny

a z biednieszym sie podzieli. Nigdy bym nie doszedł , gdyby nie ludzkość Ubogich .

Bom tylko do ubogich zachodził.

-A bogaci ?

Gałczyński – Tych omijałem , czynowników i dwory pomieszczyków też. Gdy odmroziłem nogi ,

Tom dwie niedziele przeleżał  w mużyckiej chacie na piecu. Gospodyni na piec jeść

podawała…..

– Rad bym sie im odwdzięczył, ale trafić z powrotem nie trafię.

Wyganowski  – Czegoś się bał   najbardziej ?

Gałczyński –  ……..tego , co tu zastanę. Osiem lat bez wiadomości . Ale co tam wspominać.

Jest tu między nami , pan Asnyk , ktory wrócił z zesłania . Powstaniec przecież.

Jego wspomnienia i wiedza o Syberii wszystkim jest chyba znana.

Syn jego , Adam , literaturą się zajmuje.Może to wszystko  kiedy opisze?

Asnyk – starszy – Gdybyśmy mieli własne państwo, pełny skarb – nie byłoby zesłań  i gospodarka

stałaby  dobrze.

Wyganowski – W obecnej  koniunkturze , mając Moskali na karku, to niemożliwe .

– 11 –

W innym kącie – kobiety :

Melania – Adaś (Asnyk) chłopak wrazliwy , w sam raz dla naszej Zosi.

Aniela – Dumny chłopak ale jakiś nieśmiały.

Działyńska  – Wiersze pisuje , Zosia jest dla niego za żywa , Cesia byłaby przystępniejsza.

Apolonia – Rozmawiał kiedyś z Cesią o książkach ? Lekceważąco wyraził się o Dumas’ie

I jego powiesci „Hrabia Monte Christo”.

Aniela – A ona , biedaczka , nigdy nie słyszała nawet tytułów , które on czyta.

Młody Asnyk do Gałczyńskiego – Panie dobrodzieju , co zatem począć, by naszych rodaków

nie posyłano Więcej na Sybir ? Czy  nie nalezy podejmować walki

z zaborcą ?

Gałczyński – Mój chłopcze , lat spędzonych na Syberii nie żałuję , gdyż dużo przez nie

korzystałem.

Stary Asnyk – Póki Moskale rządzą nie poradzimy nic.

Kurnatowski – Wpierw walka z nieprzyjacielem , a dopiero póżniej reformy.

Gałczyński – Miałem na zesłaniu przyjaciela, starszego człowieka . Ten zawsze mówił  :                        „Budujmy siłę ..Budujmy prawdziwą siłę”…..  Umarł nie przetrzymawszy tamtejszych zim.

Kurnatowski – Co pan proponujesz ?

Gałczyński – Wprzód   uwolnijmy  włościaństwo , zbudujmy przemysł , bo  bez wolnego chłopa

tego  nie da sie uczynić. Uwłaszczenie przysporzy Ojczyźnie wiele tysięcy oddanych

obywateli I rak do pracy w przemyśle.

Rozpętała się ostra dyskusja.

Scena VII

Ganek. Gałczyński żegna rodziców Adama Asnyka.

Gałczyński – A Adaś niech u nas zostanie na kilka tygodni.

Aniela – Świerze powietrze tu u nas, poprawi stan jego zdrowia.

Asnykowa – On dzieciuch jeszcze taki, chociaż wygląda starzej niż na swe lata.

Asnyk – Adaś , chłopak przesadnie nieśmiały. Wiersze pisuje , ale się nikomu do tego nie przyznaje.

Aniela – Córki nim się zaopiekują , zwłaszcza Zosia.

Asnykowa – To nie wchodzi w rachubę , panienek się boi.

Asnyk – Zwłaszcza Zosi .  Jej imponująca uroda napełnia go poczuciem własnej nicości.

Łagodna Cesia byłaby przystępniejsza.

Apolonia – On ma dobrze w głowie . Wyrośnie z niego dla Polski pociecha.

Asnyk – Od dziewcząt trzymajcie go z daleka. On za jazdą konna przepada , chociaż na koniu siedzi

jak pies  na płocie.

Aniela – Ciocia Melania przygotuje mu na wzmocnienie eliksir długiego życia , żeby się wzmocnił.

Żegnają się . Asnykowie wsiadają do powozu  i odjeżdżają.

Scena VIII

Stadnina koni.

Odkiewicz przyprowadził konia.Wojciech w stroju do jazdy konnej.Zosia tez .

Na ganku Aniela do Gałczyńskiego :

Aniela – Stado twoje uchowaliśmy.

Gałczyński – Nie wszystkie są.

Aniela – Wyganowscy i Niemojewski rozebrali je po swoich folwarkach na przechowanie.

Parę matek padło na kolkę i z ochwatu.

Gałczyński – A co z resztą ?

– 12 –

Aniela –Trochę młodzieży sprzedaliśmy żeby opędzić koszta.

Zosia – Ale  Soliman i Perkun są.

Odkiewicz (stajenny) – Jest Hesperyda , Kordula , Zulejka , Branka . Trzy młode po Zulejce.

Aniela – Fatima po Zulejce . Wszystkie wnet zostaną przypędzone.

Wosiu , mężu mój , co tobie? Słabo ci ?

Gałczyński – Spokojnie Anielko, cicho ….. Boję się, bom  zanadto szczęśliwy.

Wsiadają na konie. Ruszają . Przodem Gałczyński i Odkiewicz .

Z tyłu Zosia i Asnyk.

Gałczyński ( do Odkiewicza) – Budynki folwarczne wynagają remontu.

Odkiewicz – Bardziej remontu potrzebują spichrz i stajnie.

Gałczyński – Wiosna zaczniemy budowę nowych czworaków.

Odkiewicz – Materiał budowlany już zwożą.

Gałczyński – Suche miejsce trzeba wybrać , dobre. Na jedenastą godzinę .

Stanąć mają dwa murowańce po cztery mieszkania.

Po chwili przed ogrodzonym placem dla koni.

Gałczyński – Jaki jest nowy gubernator?

Odkiewicz – Jaki ma być ! To pies!

Gałczyński – Bierze ?

Odkiewicz – Co miałaby nie brać ! . Bierze

Gałczyński – Co mu trzeba dać , by mnie i gospodarkę zostawił w spokoju?

Gałczyński – Jemu najlepiej konia darować . Z tych koni co pan Wyganowski przetrzymywał.

Gubernator to już parę razy o konie pytał.

Zosia , Asnyk.

Zosia- Lejba ojcu książke przywiózł.

Asnyk – (ironicznie) Znowu  Dumas’a ? Może „Trzech muszkieterów” ?

Zosia- Pana Mickiewicza. O jednym Żydku tam jest, co grał na cymbałach jak nasz kulawy Srul.

Asnyk – Pan Mickiewicz …….. Pan Tadeusz …… Nie mamy siły , nie mamy wojska , ale jego

wiersze  , to nasz siła i broń !

Milczą przez  chwilę.

Asnyk – Panno Zofio. Biernacki z synem wizytę rodzicom złożyli .

Zosia – Nikodem Biernacki oświadczył się Rozalce.

Asnyk – No tak, najstarsza z sióstr. Po niej kolej na panią.

Odłaczyli się od Gałczyńskiego  i Odkiewicza . Pogalopowali  w stronę lasu.

Gałczyński – Ten źrebak , to Soliman ?

Odkiewicz – Nie . To Perkun po Brance. Suliman III , to tamten.

Wracają do domu. Zosia z Asnykiem ,Gałczyński z Odkiewiczem.

Asnyk zsiada z konia , biegnie  do pokoju na facjacie.Chwyta  gorączkowo

Zeszyt, pióro , otwiera kałamarz  , zaczyna pisać.

Gałczyński do Zosi – Zaczekaj chwilę ! Jak ci to powiedzieć ? Zosiuniu.

Zosia – Tatku , nigdy nie chciałabym opuścić Siąszyce jak Rozalka.

Gałczyński  – Nieraz rozważam to samo , chciałbym ,żebyś pokochała chłopca , dobrego

gospodarza.Syna nie mam.Po mojej śmierci jeden z zięciów będzie musiał objąć

gospodarstwo i pospłacac twoje siostry.

– 13 –

Zosia – Tatku ! Niech tatko nie mówi o śmierci.

Gałczyński – Nie jesteś już dzieckiem , Zosiu , mówię z tobą otwarcie. Chciałbym , żeby twój mąż

był tym zięciem.

Zosia rzuca się ojcu na szyję – Mój najdroższy tatku , musimy pozostać na zawsze razem

i w Siąszycach.!

Na ganek wchodzi pani Gałczyńska.

Gałczyńska – Wchodzcie już. Gościa mamy. Pan Działyński przyjechał.Ogląda portret Solimana

i śmieje się do łez.

Wchodzą . Witają się.

Działyński – A cóż to za zwierzę na tym obrazku ? Czy to koń ?

Zosia – To najsłynniejszy ogier taty – Soliman.Tata go specjalnie z Turcji sprowadził.

Gałczyński – Za życia był ogniem i lotem .

Działyński – Ale tu przedstawiono go jako opasa z baranim łbem i ciężkim kadłubem.

Aniela – Artysta nie sprostał zadaniu.

Działyński – To widać , padającego na przednie nogi  ruchem psa.

Gałczyński – To jedyna po nim pamiątka – cenna.

Działyński – Mam tu dla ciebie drogi gospodarzu takiego gościa , co znakomicie konie maluje.

Gałczyński – Gdzie go pan masz ? Przydałby mi się bardzo.

Działyński – Polecił mi go hrabia Dzieduszycki. Teraz w jego majątku na Podolu portretuje konie .

Ale niebawem w nasze strony zawita.Nazywa się Juliusz Kossak.

Gałczyński – Znany to malarz ? Kozak się nazywa?

Działyński – To młody , początkujący artysta.Wielka kariera malarska przed nim.Tacy jak on będą

wielkość naszego kraju budować , jego siłę  … w sztuce.

Nazywa sie Kossak, nie żaden to Kozak…………. Juliusz  Kossak !

Koniec części pierwszej .

P.S. Autor scenariusza „Saga rodu Kossaków” zapewnia ,że w wypadku

uruchomienia produkcji filmu seryjnego o Kossakach , jest w stanie zobowiazać

się do przygotowania każdego kolejnego odcinka  w  ciągu jednego miesiąca.

Jan St.  Trzos

Opole , dnia 27 marca 2008 r.

Tel. 0 77 474 44 70

Reklamy