Tag Archives: Dom Rybaka

Dom Rybaka- kolejna draka.

Zuzanna i starcy, Andrzej Hamera więcej prac

Czas najwyższy pożegnać Zuzannę. Jest bowiem jeszcze do opowiedzenia ciekawsza historia podglądania Czerwonego Kapturka. Ale nie mogę tak lekko i bez serca ją porzucić. Prostą sprawą było by włączyć finisz i po ptokach. Ale jeden z moich czytelników z okolic Warszawy, czy z samej stolicy zabił mi ćwieka, z którym nie mogę sobie poradzić. Lubię Zuzannę i chciałbym opowiedzieć o jej przygodach z malarzami, dla których jest odwieczną inspiracją twórczą i natchnieniem. Jej uroda i piękne ciało i przygoda ze starcami stanowią kanwę wielu znakomitych wytworów artystycznych na całym świecie. Ale mój stały czytelnik ostrzega mnie ,że przynudzam i że na dwadzieścia linków trzeba wrzucić jakiegoś dekamerońskiego sokoła, by akcję ożywić. Ma rację i z tym problemem mógłbym sobie poradzić. Aliści z tym drugim, też za jego sprawą problemem, gryzę się już piątą godzinę i spać nie mogę. Chodzi o to, że porównał gość Starców z Zuzanny do władzy naszej polskiej. A ja jeszcze nie mam wyrobionego zdania co do starców. Nie wiem jak ich zaklasyfikować, czy jednoznacznie negatywnie?

Znowu się w tym linku nie wyrobię z jakąś sensacyjną wypowiedzią i mogę na dobre stracić zainteresowanie moimi tekstami i zmarnować wielki wysiłek mojej szefowej. Wiem natomiast co sądzić o rządzących nami facetach. Znowu dostałem od nich w zęby i to bardzo mocno. Nie chciałem w tych moich dewagacjach poruszać zagadnień związanych z ochroną zabytków, bo mało kogo interesują. Ale ja nimi żyję i są one dla mnie tym obszarem emocji, które są zawiązane ze sztuką, z uczuciami wyższymi, które czynią nas ludźmi i wyróżnia ponad wszystko, co posiada rozum. Oni dokonują tu w Opolu totalitarnego spustoszenia w zabytkach.

W zeszłym roku, kiedy wydawało się,że barbarzyńskie formy niszczenia śląskich zabytków mamy już za sobą, oni, ci Herostratesi Sztuki, zniszczyli nad Odrą przy murach miejskich Dom Rybaka. A jeszcze kilka miesięcy przed rozbiórką zapewniali, że powstanie tam klub-kawiarnia, w którym opolanie będą się spotykać i miło spędzać czas. Przez pomyłkę myślałem, że w tym domu schronił się król pruski Fryderyk Wielki w roku 1741 przed Austriakami w czasie wojny austriacko-pruskiej o Śląsk. Po bitwie pod Małujowicami, sądząc że jest przegrana Fryderyk z kilkoma towarzyszącymi osobami uciekł do Opola. I tu przed bramą Wrocławską wpadł w tarapaty, bo go rajcy miejscy nie chcieli wpuścić do miasta, gdzie chciał się schronić. Przeżył tu straszne chwile grozy, bo austriaccy dragoni zwąchali wielką wojenną zdobycz i rzucili się na poszukiwania pruskiego cesarza. Uratowała Fryderyka przed niechybną śmiercią lub co gorsze, przed upokarzającą niewolą opolanka Rozalia Schreier.

Pani Urszula Zajączkowska w swojej legendzie o Wielkim Frycu twierdzi, że Rozalia pod nieobecność męża-rybaka schowała przestraszonego cesarza w dużej kadzi na wino.Ja zaś dotarłem do przekazów, że ona schowała go pod własną kiecką, podobnie jak to się działo w Blaszanym bębenku Guntera Grassa.W innych przekazach schowała go w łóżku pod pierzyną, no bo niby skąd biednych Schreierowie stać było na drogi wówczas trunek i to w takich ilościach, pełna beczka wina.

Ale gdyby pani Zajączkowska upierała się przy swoim, to ja ustąpię. Dragoni przeszukując dom, pod kieckę gospodyni nie zaglądali, nie byli napaleni. Tuż za Odrą za mostem, jak pisze w swoich wspomnieniach Szymon Koszyk, stały obok siebie trzy karczmy, a obok w podwórku browar, we frontowej części którego znajdowała się restauracja Zameczek Odrzański. Ta część Zaodrza była jak z bajki, a zameczek ,porośnięty roślinkami, cały w zieleni, był miejscem spotkań Opolskiego Bractwa Kurkowego. Wewnątrz knajpa udekorowana była starymi obrazami i przedmiotami z przeszłości. To w tej restauracji spotykało się odziane w „różnowieczne stroje i mundury opolskie Bractwo Kurkowe, które istniało w Opolu aż 400 lat”. Bardzo dużo z tych, opisanych przez Koszyka zabudowań istniało i funkcjonowało po wojnie. Z nieżyjącym już ś.p. Andrzejem Kowalczykiem, rajcą opolskim, rozważaliśmy reaktywacją Opolskiego Bractwa Kurkowego. Ja mu ten pomysł podsunąłem, do którego bardzo się zapalił.

Znaczną większość opisanych tu konstrukcji budowlanych można było uratować. Jak tu nie płakać nad losem śląskich zabytków! Stąd to odwołanie się do Zuzanny, a przede wszystkim do starców. Czy Władza nasza chora jest na starczą demencję, bo jeśli z taką determinacją dokonują od lat powojennych niszczenia śląskich narodowych pamiątek, czy mają w tym jakiś polityczny dalekosiężny cel. Może jest to celowe działanie byśmy zapomnieli o śląskiej tożsamości i identyfikowali się jedynie z polskimi kresami wschodnimi. Bo to właśnie te działania są gorąco przez bonzów wspierane .

W Opolu jest pełno kamieni pamiątkowych, tablic martyrologicznych, znaków czczących wydarzenie ,akcje wysyłki, przyjazdy i listy zasłużonych kresowiaków, a rodzinna ludność autochtoniczna ma ogromne problemy z wystawieniem na swoich wsiach zwykłych tablic z upamiętnieniem poległych krewnych w obu wojnach. I co sądzić o takiej tępej całkowicie niewrażliwej na śląskie dziedzictwo historyczne i kulturowe władzy. Dziwimy się, że Ślązacy ,masowo ziemię tę ich od wieków, masowo opuszczali i opuszczają.

Ja, gdybym był nie naturalizowanym, a prawdziwym Ślązakiem, rzuciłbym jajkiem zgniłym w Ratusz Miejski i Urząd tego mizantropa Wojewody i żegnajcie. Ale nie jestem. I nie wiem co począć, kiedy widzę to nieustające od 70 lat permanentne z rozmysłem i zaciekłością niszczenie śląskich historycznych konstrukcji i pamiątek. Co robić, jak się zachować? Gdzie szukać rady? Przecież na dobrą sprawę, nie rządzą nami starcy Zuzanny. To są ludzie dobrze wykształceni i światli, więc czemu problemu ochrony zabytków nie można rozwiązać?

Da liegt der Hund begraben.

Jan St.Trzos de Sagorza.

Reklamy

1 komentarz

Filed under architektura, dywagacje, Opole, Opolskie, zabytki