Tag Archives: malarstwo

Gasteiger. Jan St.Trzos de Sagorza.

Bezpieka przez kilka powojennych lat deptała mu po piętach. Komendant milicji w Łagowie zaproponował mu tuż po zakończeniu wojny wstąpienie do tworzonej od podstaw w PRL Milicji Obywatelskiej. Nie wyraził zgody będąc przekonanym, że tuż po wojnie do milicji werbowano kryminalistów, dekowników, szabrowników i inny podejrzany element. Widział wokół przestępcze poczynanie, samowolę i bezprawie tych, tak zwanych stróżów praworządności i wstąpić do takiej organizacji było poniżej jego rycerskiej godności. Nie akceptował nowej władzy, ale postanowił zostać lojalnym jej obywatelem. Rozwścieczony komendant w Łagowie kazał mu przekazać, żeby miał się na baczności, bo go załatwi. Rozpoczęło się polowanie. W dorosłe życie wkraczał w kilkunastu kilometrach od miejsca urodzin Edwarda Gierka, w Zawierciu. Wspomniał kiedyś z rozrzewnieniem mecz piłkarski dziewięcio-dziesięcioletnich Zawiercioków z chłopakami spod Będzina, w składzie których szmaciankę kopał Edward Gierek. Wtedy się poznali.Urodził się w czerwonym familoku, tuż obok kościoła parafialnego w Zawierciu w roku 1913. W latach trzydziestych w Zawierciu dostrzeżono młodego silnego zdolnego sportowca, przedwojennego piłkarza Warty Zawiercie i zaproponowano mu wstąpienie do policyjnej szkoły, gdzie będzie mógł zdobyć zawód i zrealizować się jako piłkarz w którymś z gwardyjskich klubów. Przyjęty został do Policyjnej Szkoły w Gródku Jagiellońskim. Po jej ukończeniu podjął obowiązki szeregowego policjanta na Wołyniu. Tam, od chwili rozpoczęcia pracy sport stał się jego z miłością realizowaną pasją w jednej z piłkarskich drużyn. W nagrodę za wzorową postawę i sportowe zaangażowanie wydelegowano młodego policjanta do pełnienia służby porządkowej na uroczystości wręczenia generalnemu inspektorowi sił zbrojnych Polski E. Rydzowi-Śmigłemu w roku 1936 w Warszawie buławy marszałkowskiej. Wrócił podbudowany patriotycznie do służby policyjnej na Wołyniu i tam we wrześniu trzydziestego dziewiątego zaskoczyła go wrześniowa rosyjska ofensywa. Wrogi i agresywny stosunek miejscowej ukraińskiej ludności i zbliżająca się sowiecka nawala ze wschodu zmusiły część załogi pełniącej służbę policyjną na Kresach do podjęcia decyzji – zostać, czy pieszo przedzierać się przez setki kilometrów w głąb kraju. W czwórkę przyjaciół postanowili w przebraniach cywilnych iść na Zachód. Decyzja ta, jak twierdził po latach, uratowała mu życie przed haniebną śmiercią w Katyniu. Dotarł do Iwanisk w Kieleckiem, koło zabytkowego zamku Ujazd i tam jeszcze przed wkroczeniem wojsk niemieckich rozpoczął służbę. Był pierwszym, który z wieży kościelnej w Iwaniskach dostrzegł kolumnę wojsk niemieckich zbliżających się od strony Bodzentyna do Iwanisk. Rozpoczął się podczas okupacji nowy okres w życiu prywatnym i działalności konspiracyjnej z okupantem. W archiwach domowych zachowała się pożółkła kartka papieru, na której dowódca okręgu Łagowskiego kawaler przedwojenny orderu Virtuti Militari Władysław Zieliński poświadcza o przynależności naszego bohatera do III Kieleckiego oddziału konspiracyjnej organizacji Batalionów Chłopskich w charakterze zwiadowcy. Pozostając policjantem w Iwaniskach w czasach wojennych jego podstawowym konspiracyjnym zadaniem było wykonywanie zadań bojowych i dywersyjnych i czuwanie nad moralnością mieszkańców , wzmacniać postawy antyokupacyjne, dbać o porządek i ład społeczności Iwanisk. Łącznikiem z dowódcą okręgu był szwagier naszego bohatera Wincenty Wąchocki, członek leśnej grupy partyzanckiej. Pod koniec wojny w lasach pod miejscowością Kije, w bitwie z Niemcami młody Wąchocki poległ z orężem w rękach. Po bitwie odnaleziono jego ciało w pozycji stojącej, opartej o drzewo z bronią gotową do strzału. Z siostrą Wincentego, Stanisławą Wąchocką (moją teściową) i moim synkiem, półrocznym Tomkiem na rękach, w roku 1968 szukaliśmy w okolicach Kijów miejsce śmierci i pochówku leśnego dzielnego młodego partyzanta. Nadaremnie. Miejscowi wskazywali w przybliżeniu miejsce bitwy i zbiorowej mogiły, ale wszystko trawą i młodniakiem porosło i ślady zatarło. Ta konspiracyjna działalność Henryka Kaczmarzyka, bo tak się nasz bohater nazywał, spowodowała złość władzy ludowej, która zaliczyła żołnierzy Batalionów Chłopskich do wrogów nowego państwa socjalistycznego i rozpoczęła wobec nich na szeroką skalę akcję represyjną. Henryk przez kilka lat skutecznie ukrywał się przed aresztowaniem. Założył rodzinę. Został ojcem córeczki Elżbiety. Dom rodzinny w Łagowie był regularnie i znienacka nachodzony przez milicję, ale koledzy w porę uprzedzali Henia o niebezpieczeństwie. Zapomnienia i ocalenia szukał w możliwości ukrycia się na Ziemiach Zachodnich. Podróż do Kłodzka i Otmętu w poszukiwaniu nowego miejsca zamieszkania i pracy skończyła się fiaskiem. Właściwie nie mógł sobie poradzić bez rodziny, żony i ukochanej córeczki. Wrócił do rodziców, do Zawiercia i tam właśnie dopadli go cywile z UB. Osądzono go na trzy lata i zamknięto w więzieniu najpierw w Sosnowcu, a później przeniesiono do Oławy. Jego czteroletnia córeczka z mamą odwiedzili tatę w Sosnowcu, ale mała Elżunie płakała głośno i bała się podejść do ojca, bo był od niej oddzielony metalową siatką. Kaczmarzyk opuścił więzienie z poczuciem ogromnej krzywdy, która siedziała w nim przez całe życie. Jednak nie złożył rąk. Został hutnikiem, który przez całe pracowite życie dojeżdżał do Huty Łabędy. Zrywał się do pracy w hucie o 4-tej nad ranem, by powrócić do domu późnym wieczorem. Odznaczono go wprawdzie Złotym Krzyżem Zasługi, ale na tak zwany chlebowy Sztandar Pracy nie zgodziła się organizacja partyjna, wypominając mu przynależność do niewłaściwej w czasie wojny organizacji. Wybudował dom okazały w Zawierciu. Zasadził nie drzewo, a sad cały. Został ojcem drugiej córki Jadwigi i stworzył idealne gniazdo rodzinne. W czasie ukrywania się tuż po wojnie na Śląsku przywiózł do Zawiercia pamiątkę z tułaczki – obraz za szkłem w czarnej ramie. Bajeczny bukiet kwiatów na parapecie w kryształowym wazonie. Obraz sygnowany wyraźnie – A.Gasteiger, który przez dziesięciolecia wisiał w pokoju gościnnym nad pianinem. Często wpatrywałem się w niego, zwłaszcza w podpis, myśląc, że jak dobrze byłoby obraz takiej wspaniałej niemieckiej malarki mieć we własnych zbiorach. Byłem już wówczas uznanym kolekcjonerem. Więc kiedy Henryk Kaczmarzyk ze swoją żoną z domu Wąchocką odwiedzali mnie w moim mieszkaniu w Opolu, jego pierwszym zdaniem, po przekroczeniu progu było pytanie było: „No pokaż Janiu, co masz nowego w kolekcji?”. Umiał docenić dobre malarstwo i znał się na nim. Aż pewnego razu, by mnie wyróżnić i uszczęśliwić, powiedział, że zasłużyłem w końcu na jego wyjątkowy prezent dla mnie. Do mojej kolekcji mogę dołączyć jego bardzo cenny obraz Anny Gasteiger, zdjąć go ze ściany w Zawierciu i dołączyć do swojej opolskiej kolekcji. Odmówiłem jednak przyjęcia tak szczerze darowanego prezentu. Darczyńca o mało nie obalił się ze zdumienia i mojej bezczelnej reakcji na jego dar serca. Kiedy ostygł, poprosił o wyjaśnienie i wytłumaczenie się z postępku. W tamtej dramatycznej chwili miałem już zebraną i skompletowaną wiedzę o malarce i jej artystycznej działalności. Anna Sophi Gasteiger z d.Meyer urodziła się w roku 1878 w Lubece. Studiowała i tworzyć zaczęła w Monachium. Tam wyszła za mąż za rzeźbiarza i profesora Akademii Monachijskiej Matthiasa Gasteigera. Jej twórczość malarska koncentrowała się przede wszystkim na malowaniu kwiatów. Robiła to znakomicie. Nie poszukiwała jakichś nowoczesnych kolorystycznych i kompozycyjnych rozwiązań. Przekazywała swoją twórczością piękno natury, nieskończoną gamę kolorystyczną zawartą w kwiatach. Jeszcze za życia osiągnęła niebywałą popularność i popyt na swoje portrety kwiatów. Wydawano w dużych nakładach przed wojną jej oprawione w drogie ramy reprodukcje, publikowano ilustracje książkowe i bito znaczki pocztowe. Zmarła po wojnie w 1954 roku. Odmówiłem przyjęcie daru, bo wiedziałem od dawna, że wiszący nad pianinem i wyglądający na oryginał obraz jest reprodukcją. Wprawdzie perfekcyjną, wydaną przez przedwojennych Niemców z niezwykłą starannością, ale jednak reprodukcją. Kolekcjonerzy nie zbierają druków. Polują na oryginał. Wytłumaczyłem teściowi, że cała moja kolekcja składa się z dzieł oryginalnych i że w tej swojej pasji kolekcjonerskiej poświęcam wiele uwagi, żeby natrafić na obraz oryginalny Anny Gasteiger. Pan Henryk uspokoił się, nie czując się upokorzonym, ale zapytał z powątpiewaniem: „A zdobędziesz obraz prawdziwy Gasteigerki?!”. Potwierdziłem, że obraz Anny Gasteiger wcześniej, czy później w mojej kolekcji znajdzie się. Henryk Kaczmarzyk, bohater mojego opowiadania, którego darzyłem wielkim szacunkiem i nadal tak czynię, był moim teściem. Zmarł w wieku 85 lat w roku 1998. Jednak nie zdążyłem pochwalić się teściowi za jego życia. Nie wypowiedziałem triumfalnego zdania-wykrzyknika: „Tata, zdobyłem wreszcie mojego Gasteigera. Przyjedź go zobaczyć!”. Teraz, po tylu latach poszukiwań i walki o zdobycie obrazu autorstwa znakomitej niemieckiej portrecistki kwiatów Anny Gasteiger, mogę mu do krainy wiecznej szczęśliwości przesłać radosną wiadomość : „Tato, dotrzymałem zobowiązania! Zdobyłem piękny i duży i bajecznie kolorowy obraz goździków w czarnym wazonie na okiennym parapecie. Nie zawiodłem Cię. Właśnie podróżuje do mnie przesyłką pocztową i lada godzina dostawca zapuka do moich drzwi z przekazem o rozmiarach 90×70 cm, w którym odnajdę upragniony i oczekiwany przez dziesięciolecia obraz, własnoręcznie namalowany i sygnowany ręką znakomitej europejskiej malarki A.Gasteiger „. Może go kiedyś, w kolejnej prywatnej wystawie zbiorów własnych, pokażę miłośnikom malarstwa tę moją dedykowaną mojemu znakomitemu teściowi zdobycz kolekcjonerską, za którą wzrok wytężałem przez całe czterdzieści lat.
Jan St.Trzos de Sagorza. Opole, 29 marca 2013 r.
A.Gasteiger.Goździki w czarnym wazonie.

A.Gasteiger.Sygnatura autorki

Reklamy

Możliwość komentowania Gasteiger. Jan St.Trzos de Sagorza. została wyłączona

Filed under S.O.S.

Zuzanna i Judyta II. Jan St.Trzos de Sagorza.

Pojęcie erotoceny wymyśliłem na potrzeby własne. Pamiętacie Państwo, że na wstępie swojego cyklu o podglądaniu wspomniałem o teorii sublimacji w sztuce. Powtórzę więc kilka podstawowych założeń tej teorii. Prawdziwy artysta, ten wskazany bożym palcem, traci na wytworzenie autentycznego, uznanego przez odbiorcę powszechnego, a nie tylko krytyka sztuki, ogromną ilość erotoenergii. Dlatego przywołałem w ostatnim odcinku Pana Fryderyka Chopina, który prawdopodobnie przez przypadek zdołał zdefiniować to pojęcie, którego nigdy nie poznał i nie wykorzystał wielki Freud.

W korespondencji Chopina odnaleziono wyznanie, w którym twierdzi, że chcąc stworzyć ambitne dzieło artystyczne, twórca musi zrezygnować z trwonienia swojej cennej energii twórczej na przyjemności erotyczne. Rezygnacja z przygód łóżkowych na czas powstawania dzieła, pozwalała artyście na wielką koncentrację i ogromny fizyczny wysiłek, który niezbędny jest do „spłodzenia dzieła”. To jest właśnie ta erotocena, którą płacą wszyscy genialni artyści świata, by móc tworzyć.

Podałem przykłady Leonarda da Vinci i Michała Anioła, którzy swoją ogromną energię twórczą zawdzięczali właśnie rezygnacji z przyjemności erotycznych na rzecz tworzenia. Tę tłumioną erotyczną dynamikę, wynikającą z odmiennej orientacji seksualnej, która rozpoznana przez ówczesna prawo karana była nawet gardłem, wykorzystywali na tworzenie arcydzieł w dziedzinie sztuki jaką jest plastyka.

W muzyce przykładem napędu artystycznego erotycznego , nie zmarnowanego na miłosne igraszki, może być postromantyczny genialny kompozytor Piotr Czajkowski. Biografowie Czajkowskiego przez całe stulecie ukrywali przed opinią publiczną jego niezdolność do kontaktów cielesnych z kobietami. Wymyślono więc na potrzeby naiwnych fanów kompozytora bajeczkę o jego dziwnym zakażeniu się ciężką chorobą zakaźną od wypitej ze studni szklanki wody. Do tej pory źródła pisane nie chcą tej, nie pasującej do życiorysu genialnego muzyka, historii przeanalizować i wyjaśnić, czemu w pierwszą noc poślubną uciekł haniebnie z sypialni, by swoją poślubioną w cerkwi wybrankę porzucić na zawsze.Prawdopodobnie zaplątany w jakiś homoseksualny skandal z udziałem członków carskiej rodziny 53-letni kompozytor w roku 1893 w honorowym rozwiązaniu wybrał śmierć samobójczą. Chopin miarkując swoje potrzeby seksualne, zdołał pogodzić tworzenie z życiem erotycznym. Jednak nie wyobrażajcie sobie, że te wszystkie panny, z którymi korespondował i do których się zalecał ,stanowiły jego erotyczne zdobycze. Można bez ryzyka popełnienia błędu oszacować jego erotyczne podboje jako skromne, by nie rzec obraźliwe dla mistrza – mizerne.

Przy omawianiu tworzenia malarskich scen z Zuzanną i Judytą przez Artemisię Gentileschi, w moim analizowaniu tego fenomenalnego wyczynu artystycznego, powstaje uzasadnione pytanie – jakiej orientacji seksualnej była ta genialna i wyjątkowa barokowa malarka. Pewne jest jedno – swoje intymne kontakty z mężczyznami musiała ograniczyć do minimum, by wygospodarować czas , środki i siłę na nieustającą działalność artystyczną. Nie dotarłem do źródeł, które by zaspokoiły moje zainteresowania. Artystka ta w Polsce i chyba w świecie nie jest traktowana z należną estymą za bycie w świecie genialnych barokowych twórców malarką- kobietą, równą największym.

Czas jednak by dokończyć przygodę Judyty w opisywanej w poprzednim odcinku. Ucieczka Judyty ze służącą z odciętą głową asyryjskiego generała Holofernesa powiodła się. Triumfująca bohaterka powraca do swojego miasta i prezentuje z dumą współmieszkańcom głowę generała wielkiego asyryjskiego wodza Nabuchodonozora. Uciętą głowę swojego generała pokazywaną z obronnych murów obleganego miasta widzą również wojska przeciwnika. Zdezorientowani, zdemoralizowani i przerażeni odstępują od zdobywania miasta i w popłochu wycofują się . Żydzi triumfują.

Postać Judyty w twórczości artystycznej może konkurować z piękną Zuzanna. Jednak Zuzanna ma tę nad nią przewagę , że jest dla malarza tematem wdzięczniejszym. W podglądaniu Zuzanny artysta może zaprezentować odbiorcy to, co jest dla niego jest atrakcyjniejsze – gołe ciało kobiety. W przypadku Judyty tego artystycznego chwytu zastosować się nie da. Ale za to można ją prezentować w takich sytuacjach, gdzie golizna nie jest wskazana. Dlatego w Kaplicy Sykstyńskiej na fresku Michała Anioła odnajdujemy dzielną Judytę, zaś Zuzannę nie. Obie jednak znalazły na obszernych stronicach rozmaitych gatunków sztuki (malarstwo, muzyka, literatura)  stałe zasłużone i eksponowane miejsce.

De Sagorza pozdrawia Was drodzy czytelnicy i dziękuje za wytrwałość i chęć cierpliwego trwania przy nim w tropieniu przygód znakomitych historycznych postaci, ale nie obiecuje, że do tematu nie powróci.

Opole, wczesny poranek 9 IV 2010 r. Jan St.Trzos de Sagorza.

Artemisia Gentileschi, Autoportret

Możliwość komentowania Zuzanna i Judyta II. Jan St.Trzos de Sagorza. została wyłączona

Filed under malarstwo, Sztuka

Zuzanna w malarstwie. Suplement.

Mojej szanownej szefowej ,pani Redaktor Xantypie, pragnę serdecznie podziękować za trud wyjątkowo trafnego doboru ilustracji do tematu „Zuzanna i starcy”. Do tekstu wybrane zostały najbardziej prezentatywne i najznaczniejsze ilustracje tyczące przygód pięknej Zuzanny z chronologicznym czasowo uporządkowaniem. Obrazów tematycznych z podglądania Zuzanny jest moim skromnym zdaniem na całym świecie malarskim najwięcej. Nie mam wątpliwości, że nośnikiem zasadniczym jest tu element erotyczny, który dzięki reformatorskim poczynaniom Martina Lutra wyzwolił się z ciężkich średniowiecznych ascetycznych norm i zakazów. Renesansowa śmiałość i barokowa przebiegłość w ukazywaniu piękna ludzkiego ciała, nie były dla sztuki odkrywcze i rewelacyjne. Nagie lub półnagie wizerunki odnajdujemy już w najstarszych przekazach artystycznych, począwszy od statuetek i tak zwanej małej architektury człowieka ledwo „sapiensa”. W muzeach archeologicznych na świecie odnajdujemy eksponaty figurek nagich kobiet i rysunki skalne z podobizną aktów kobiecych, ale nie nosiły one znamion artystycznych.

Ciało ludzkie jako wzorzec pięknego dzieła natury wytworzonego przez samą przyrodę, pierwsi dojrzeli i wprowadzili do wielkiej sztuki starożytni Grekowie. Rzecz jednak w tym, że sztuka grecka to przede wszystkim rzeźba antyczna. Kultowym wzorcem tematyki renesansowej i barokowej aktu kobiecego jest wiecznie żywa i piękna Wenus z Milo. Przyjrzyjcie się dokładnie prezentowanym tu na portalu postaci Zuzanny ,a być może dostrzeżecie w ujęciu malarskim układu korpusu kobiecego ciała piękne Zuzanny kopię stanu (kibici) marmurowej greckiej bogini. Tak więc renesans i barok sięgają swoją tematyką nagiego ciała ludzkiego do wzorców doskonałych i sprawdzonych i wprowadzonych do sztuki przez znakomitych artystów grackiego świata antycznego. Wśród wybranych przez panią redaktor ilustracji Zuzanny odnajdujemy obrazy największych koryfeuszy malarstwa światowego – Rubensa, Rembrandta,Tintoretta, Reni‚ego, Gentileschi. Polskich – Franciszka Żmurki, Roberta Tomaka, Andrzeja Hamera. Wśród tych ostatnich można byłoby z powodzeniem wymienić całą plejadę znakomitych mistrzów pędzla polskiego, czerpiących inspiracji do swojej malarskiej twórczości z wiecznie żywej tematyki podglądania Zuzanny przez starców. Warto jednak zwrócić uwagę na pewien szczegół w prezentowanym tu malarstwie, Ze starcy podglądający piękną Zuzannę, nie są wcale tacy starzy. Mają na oko nie więcej niż po 40, 50 lat, więc na współczesne kryteria byli w świecie praktyk miłosnych na miejscu dalekim od starczej niemocy seksualnej, ograniczającej się jedynie do głaskania i podglądania. Znany aktor filmowy i teatralny warszawski, który w wieku po 80-siatce zawarł związek z mogącą mu być prawnuczką, w ocenie biblijnej podglądaczy Zuzanny, mógłby być zaliczony nie do starców, ale wręcz do seksualnych dinozaurów. Na szczególną uwagę zasługuje obraz „Podglądanie Zuzanny” autorstwa Antenisii Guntileschii, gdyż jest ona jedną z nielicznych, a w epoce baroku prawdopodobnie jedyną kobietą, która z taką artystyczną siłą potrafiła i warsztatowo i artystycznie sprostać w tym temacie całej barokowej plejadzie artystów uprawiających ten malarski gatunek. Ta znakomita włoska malarka epoki baroku, tematykę obrazów której stanowiły przeważnie losy słynnych historycznych kobiet ( Krystyny i Feministki zwróćcie na nią swoją szczególną uwagę), ,swoim artystycznym kunsztem i wyobraźnią dorównywała największym z największych. Wizerunek jej Judyty powinien posłużyć współczesnemu klubowi Światowego Związku Krystyn za znak rozpoznawczy jako symbol kobiet wyzwolonych i sygnał ostatecznego rozprawienia się z facetami, poprzez poderżnięcie im gardeł. Temat Zuzanny występował a jakże w twórczości największych opolskich malarzy, takich jak Krzysiu Bucki, Henryk Rachfalski, czy Bolek Polnar. Obraz tego ostatniego malarza o Zuzannie posiadam w swojej prywatnej kolekcji. Posiada on jednak cechę szczególną, która zasadniczo różni go od innych o tej tematyce. Na pięknym obrazie nagiej Zuzanny jest tylko jeden starzec.

Kiedy zaprezentowałem go onegdaj znanemu wrocławskiemu kolekcjonerowi, bardzo się zdziwił i zaraz zapytał z rozpędu:

„A gdzie drugi starzec?”

„Patrz uważnie, a na pewno go odnajdziesz – odpowiedziałem spokojnie”. Długo nie łapał zadania, aż zaczął się rozglądać w okół i wtedy spojrzał wymownie na mnie.Zaczęliśmy razem głośno się śmiać, a on ujęty moją sugestią dodał:

„No tak, ale i tak nie pasuje do biblijnych ustaleń!”.

„A to czemu ?- zapytałem zdziwiony. „Bo powinno być dwóch, a jest trzech !”

I tak biblijna powieść detektywistyczna wkroczyła w realia współczesne, opolskie, co poświadczać może ,że temat Zuzanny jest wiecznie żywy, po który sięgać będą następne pokolenia, aż do końca świata, a nawet dwa dni po nim, żeby pokonać Jurka Owsiaka. De Sagorza dziękuje Wam moi drodzy czytelnicy za wierne towarzyszenie jego Zuzannie, z nadzieją, że po zakończeniu cyklu o podglądaniu nie opuścicie rubryki Trzos Opolski. Prosi też, byście dali wyraz i ocenę tej mojej pisaninie w komentarzach do Zuzanny.

Serdecznie Was wszystkich pozdrawia Jan St.Trzos de Sagorza w sobotnie przedświąteczne przedpołudnie Wielkiej Nocy, życząc zdrowia i wszelkiej pomyślności.

Guercino, Zuzanna i starcy, 1591-1666

Możliwość komentowania Zuzanna w malarstwie. Suplement. została wyłączona

Filed under dywagacje, malarstwo, Sztuka

Zuzanna w malarstwie II.

W poprzednim odcinku obiecałem zdradzić tajemnicę popularności Zuzanny w malarstwie i wiedzę tę dla czytelników Trzosa Opolskiego przedstawiam tu i teraz. Wszak pod jednym warunkiem – musicie ją zachować w tajemnicy wyłącznie dla czytelników naszego portalu. Będzie to nasza wspólna zbiorowa tajemnica przed wszelkiego rodzaju porywaczami cudzych pomysłów i plagiatorami, którzy by mogli ją sobie przywłaszczyć i wykorzystać jako swoją własność. Pierwsza tajemnica to taka, że Zuzanna nie była blondynką.Nie jest to przypuszczenie, ale aksjomat, który nie podlega dyskusji. Strojna,nie za wysoka i nie za szczupła, z całą pewnością kształtów nie rubensowskich. Zapewniam Was, moi drodzy klubowicze, chociaż na płótnach malarskich pojawiła się właśnie w okresie baroku, kiedy ideałem kobiecego ciała były kształty pełne i obfite, na gusty współczesne odbiorców całkiem nieestetyczne. Tak było, nie przesadzam. Taki był barokowy wzorzec piękna, który wykreował Rubens i łączyło się z epoką obfitości jedzenia i bogactw Niderlandów i niezwykłej prosperity gospodarczej tego wówczas najzamożniejszego regionu Europy i świata. Najpopularniejszy i najcenniejszy obraz Rubensa, namalowany w roku 1620, Trzy Gracje, który sięga do mitologii greckiej i przedstawia trzy córki Zeusa, odzwierciedla również autorskie estetyczne i erotyczne upodobania , bowiem malarz sportretował na nim wizerunki swoich obydwu żon, z których jedna wystąpiła w roli naszej tytułowej bohaterki biblijnej Zuzanny. Jej siostra również o kształtach obfitych została sportretowana jako Zuzanna Fourment. Zuzanna i starcy w kolejnym bardzo znanym obrazie tego malarza z aktem własnej żony Heleny, jest właśnie tym tematem, który nas interesuje.Czemu ? No bo jak to się dzieje, że w epoce kiedy w całej Europie szaleje inkwizycja, w malarstwie nagle pojawiać się zaczęły prawie masowo rozmaite roznegliżowane panie, ale to wyłącznie jako ilustracja do wydarzeń biblijnych bądź sięgających mitologii greckiej i rzymskiej. Naszą autentyczną Zuzannę uratowaną przez proroka Daniela nie można absolutnie porównywać do ociekających tłuszczem rubensowskich wzorców pięknych pań. W epoce sprzed trzech tysięcy lat obfitość jedzenia nigdy właściwie nie występowała. Nasza Zuzanna była więc prawie szczupła i nie dajcie się zwieść zmyłkowym sugestiom Rubensa i innych malarzy jego epoki, że wszystkie Zuzanny mogły mieć takie karykaturalne kształty. Ponadto do wizerunku tamtej praZuzanny należało by dodać, że była uroczą brunetką o niebieskich oczach i właśnie kolor jej oczu jest tym biologicznym fenomenem, który uczynił ją największą pięknością tamtych czasów. Brunetkę o niebieskich oczach, szczupłą długonogą, wykreował był mój były profesor psychologii Kruk-Ołpiński, który przekonywał na wykładach, że tego typu wzorzec kobiecej urody jest wyjątkowo rzadki i ja mu zawierzyłem. Dlaczego więc w okresie wielkiej pobożności zaczęły pojawiać się akty kobiet i były one tolerowane i akceptowane przez cenzurę kościelną De Sagorza przedstawi w następnym odcinku, bo czasu i miejsca zaczyna brakować, więc wasz wierny przyjaciel Jan St.Trzos deSagorza serdecznie żegna się z wami do
następnego spotkania. Czołem . Opole 31 marca 2010 r.


Artemisia Gentileschi, Zuzanna i starcy

Możliwość komentowania Zuzanna w malarstwie II. została wyłączona

Filed under Sztuka